Przejdź do głównej części strony

INTERIA360

Nawigacja

Górne menu

Tatralandia

Autor: szarabagajama (zredagowany przez: zuzka)

Słowa kluczowe: weekend, termalne źródła, Słowacja, Tatraland

Termalne Kupalisko, po polsku termalne kąpielisko, ja jednak zostanę przy nazwie „kupalisko”.
fot. szarabagajama

fot. szarabagajama

Ze znajomymi wybraliśmy się w pewien piękny, słoneczny, listopadowy dzień do Tatralandii, czyli gorących źródeł na Słowacji. Rankiem wyruszyliśmy z Krakowa, minęliśmy Szaflary (polskie gorące źródła), „co tam polskie źródła, Tatralandia to jest to". Na granicy wymieniliśmy 70 zł na 540 koron słowackich. Droga do Tatralandii jest piękna, wszystko wygląda jak z bajki, niebieskie niebo, zielone wzgórza, przy drodze rosną jabłonie, czerwone i zielone owoce wyraźnie zarysowują się na błękitnym tle. Wjeżdżamy w góry i tu także piękne widoki. Jedziemy po stromych serpentynach, w lewo i w prawo, nie wygląda to zbyt bezpiecznie, na jednym z zakrętów prawie wpadamy na wielką ciężarówkę.

Wreszcie docieramy do celu. Cały AquaPark wygląda z daleka dziwnie, jakby ktoś miał elementy układanki i rozsypał je na polu, bez żadnego pomysłu, ale to nic, nie o wygląd wszak chodzi, ale o świetną zabawę. O te 21 zjeżdżalni, sauny, wyspę piratów. 

Parkujemy samochody pod literką G. Po rejestracjach innych samochodów widzimy, że większość przyjezdnych to Polacy. I rzeczywiście, czujemy się jak w domu, wszyscy mówią po polsku. 

Płacimy za bilet całodzienny 440 koron, dostajemy zużyte zegarki bez tarczy. Wchodzimy. 

Chowamy wszystkie wartościowe rzeczy do jednej torby (kluczyki, dowody rejestracyjne, portfele, telefony), torbę zamykamy w szafce 47, szafka zamyka się za pomocą naszego zegarka mocy. 

Szatnia zapełniona po brzegi, dzieci biegają, ludzie się przepychają w poszukiwaniu wolnej szafki. Znajdujemy trzy i zadowolone układamy w nich swoje rzeczy, próbujemy je zamknąć, ale zegarki mocy nie dają tym razem rady. Zamyka się tylko jedna. Wolnych innych już nie ma. No nic. Wkładamy wszystko do jednej szafki, tzn. wpychamy trzy pary butów, torebki, ręczniki. Jesteśmy pewne, że gdy otworzymy szafkę wszystko wypadnie nam na głowę. Trudno, czeka na nas Tatralandia, trzeba się spieszyć. 

Zdejmujemy klapki i wchodzimy.

Po prawej jakaś knajpka z jedzeniem, po lewej sauna, na wprost tunel z wodą prowadzący do dziury w ścianie, zasłoniętej plastikowymi, białymi paskami, jak w fabryce. Trochę to dziwne, przechodzimy między paskami, które są obślizgłe i śmierdzą. Woda za to jest super ciepła, jesteśmy w zadaszonym pomieszczeniu, woda po pas, po prawej miejsca leżące z bąbelkami, na środku wielki grzyb z wodą. Położyć się na bąbelkach szans nie ma, starsze panie leżą i leżą, nie ma co marzyć, aby ustąpiły miejsca. Ale w końcu nie przyjechałyśmy leżeć na bąbelkach.

Robi się trochę gorąco, więc szukamy wyjścia, jest takie samo jak wejście, z plastikowymi paskami, ja idę pierwsza i w brunatnej wodzie nie widzę schodka, uderzam z całej siły, palec boli jak cholera, no nic, krwi nie ma, przeżyję. Wychodzimy na jakiś mały korytarz 2,5 metra szerokości, pod ścianami kolorowe, plastikowe stoliki, przy każdym ktoś coś je lub pije. Pozostałe 0,5 metra zarezerwowane dla przechodniów. Cały czas śmierdzi siarkowodorem, nie wiem jak ludzie mogą tam jeść.

Po kilku krokach dochodzimy do następnego fabrycznego przejścia, tym razem ciepłe źródło jest na zewnątrz, słońce świeci, jest super, po prawej znów bąbelki, nie mamy szans spróbować. Za to na lewo zauważamy dziwne pomieszczenie bez dachu z trzema ścianami, okazuje się, że skacząc w środku tworzy się wielkie fale. Spadają nam trochę majtki, ale bawimy się super.

Idziemy dalej w poszukiwaniu zjeżdżalni. Od razu zauważamy, że wszystkie na zewnątrz są nieczynne, ale byłyśmy na to przygotowane, w końcu jest listopad. Okazuje się, że 4 zjeżdżalnie w środku są także nieczynne z powodu remontu; już wiemy skąd zapach farby i kleju. Zostają, więc 4, na dwóch zjeżdża się na dmuchanych ósemkach, czas oczekiwania około 10-15 minut. Na dwóch pozostałych powinno się zjeżdżać na matach, ale mat nie ma, widzę kilka w rękach ludzi, którzy nie rozstają się z nimi. Więcej mat nie przewidziano. Zjechałyśmy na każdej po dwa razy, było fajnie, choć już robimy się powoli rozczarowane. Wyspa piratów to brodzik dla dzieci. Sauna jest płatna, a kolejka ogromna. Idziemy zrobić jeszcze raz falę. I decydujemy się po 2. godzinach iść zapalić. 

Papierosy schowane są w skrytce z wszystkimi portfelami, nie pamiętamy, jaki był numer skrzynki, ale to żaden problem. Skaner, do którego przykładamy zegarek mocy pokazuje, że jest to skrytka 48. Otwieramy skrytkę 48, która jest pusta. No świetnie! Portfele, kluczyki do samochodu, dowód rejestracyjny, już chcemy biec ratować samochód, ale na boso i bez ubrania mamy raczej marne szanse. Podchodzimy do informacji i stoimy w kolejce, 10 minut stresu. Co teraz? Jak wrócimy do domu? Pani poświęca nam chwilę czasu i otwiera swoim zegarkiem super mocy (jest kompatybilny do wszystkich szafek) każdą szafkę wokół 48. Za każdym razem pytając czy to nasze rzeczy, otwiera szafkę 47, uff jest torebka. Pani nie sprawdzając czy to na pewno nasze rzeczy, czy może kogoś innego, patrzy na nas z dezaprobatą i odchodzi. No nieźle, Polacy robią szoszor na Słowacji, trudno. Mamy nauczkę, trzeba zapisywać numer szafki, skanery są tylko dla picu. 

Palimy w specjalnej sali nad basenami i zastanawiamy się, co robić. Mamy bilet na cały dzień, jest godzina 14, a my zwiedziłyśmy już wszystko. Decydujemy się jeszcze raz na zjeżdżalnię, kończy się to tragicznie, jedna z nas niefartownie uderza nogą w jakiś kant i zjeżdża na dół bez opuszka na palcu, zakrwawiając podłogę, kierujemy się do sanitarki. Świetnie. O godzinie 15:30, po zrobieniu kilku zdjęć, przebieramy się i wychodzimy. 

Ogólnie jesteśmy zadowolone, w miłym towarzystwie zawsze jest miło, zresztą zawsze dobrze jest wyrwać się z miasta. Czy akurat do Tatralandii, nie sądzę. Odchodzimy bez 1320 koron, opuszka palca, 300 ml krwi i skarpetek, do tego jesteśmy głodne. 

Jedziemy do domu i po drodze mijamy polskie Szaflary. Jestem pewna, że następnym razem odwiedzimy właśnie to miejsce. Wiem przynajmniej, że sauna jest darmowa, a i na benzynę mniej muszę wydać.

Przeczytano razy: 12155
Oceń tekst:
OCENA: 47%
  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
 

Ostatnio dodane

Nefryt - uspokaja umysł i ciałoNefryt - uspokaja umysł i ciałoNefryt jest jednym z kamieni jubilerskich wykorzystywanych też w artystycznym rzemiośle. Jego nazwa wywodzi się od greckiego słowa "nephros" oznaczającego nerkę. czytaj więcej

Dodatki


Wasze komentarze (64)

Dodaj komentarz

~turysta -

To zamiast do Tatralandi jedz do Besenovej jest o niebo lepiej

~szaranagajama -

widzę, że moja relacja wywołała dośc spore emocje, po pierwsze nikt mi nie zapłacił za ten artykuł, chociaż jeśli ktoś ma ochotę chętnie przyjmę każdy grosz po drugie nie czuję się żadną księżniczką, uwielbiam jeździć w góry, spać po namiotach, myć się w rzekach, wspinać się po skałach, ale jadąc do ciepłych źródeł raczej spodziewałam się relaksu i wygody, nie rozumiem czemu w Tatralandii, parku wodnym miały by być jakieś ekstremalne warunki po trzecie, uważam, że Słowacja jest naprawdę śliczna i w żadnym wypadku nie krytykuję tutaj tego kraju, nie wiem po czym można by tak wnioskować po czwarte, są to moje indywidualne odczucia na ten temat , jeśli ktoś tam był i mu się podobało to ja się bardzo cieszę, o gustach się nie dyskutuje przyjmuję krytykę dziękuję

~izi -

Czego się autorka spodziewała? Czerwonego dywanu? Jedno co można wywnioskowac z tych wypocin to że miejsce to cieszy się po prostu dużą popularnością, to raczej zasługa tego parku, a nie wina..Denerwują mnie tacy ludzie.

~Jerzy J. -

Nikt mi nie powie, że na Słowacji jest gorzej jak w Polsce, mieszkam 30 kilometrów od granicy ze Słowacją, każdą niedzielę jestem tam bo jest czysto tanio i obsługa wszędzie super. A co do jazdy to bez porównania polskie dziury nie mogą się równać z płaskimi jak stół drogami w Słowacji. Nie polecam jedynie wybieranie się do Słowacji niedzielnym kierowcą, bo tam są w górach bardzo kręte drogi, kto nie umie jeździć po górskich drogach będzie narzekać, no i nie można sobie pozwolić na tak szybką jazdę jak w Polsce, tam mandat po słowacku (pokuta) jest bardzo wysoki. Kto chce tam poszaleć to po pierwszym mandacie czy nawet za rozmowę przez komórkę, może z powrotem wracać do polski bez pieniędzy. Światła nie są obowiązkowe w dzień, ale brak kamizelki odblaskowej przekroczenie szybkości naprawdę się nie opłaca.

~mar -

Całą dla mnie i mojej rodziny zostawcie. Kocham ten kraj, a wy tylko wieś tam robicie.

~tyu -

siedz na 4literach i sie nigdzie nie ruszaj:)

~trv -

zgniesz tam hahaha:)

~witek opolskie.1983 rok -

wybrałem sie w długi weekend do tatralandi, wraz ze znajomymi .Reklamy nas do tego skłoniły ,ale to co te panie piszą to i tak za łagodnie... Fakty były takie.na samo wejście obsługa nie była zbyt miła,1 szafka na 2 osoby o wielkości 20 cm na 20cm około. na saune biletów nie dostaliśmy bo już nie było miejsca. ppo zapakowaniu rzeczy w szfke pośliśmy na zjeżdżalnie,jak panie pisały kolejki, mat do zzjazdu nie było wiec poszliśmy bez.tragedia!!!!łączenia takie nie równe jak nasze drogi.później weszlismy do basenu z wodą termalną było super ale po godzinie człowiek miał już dość.CO dalej no to idziemy coś zjeść kolejka do baru 25 min. aż sie jeść odechciewa.zjedliśmy co dalej nie po to jechaliśmy na dwa auta 350km.by rezygnować po 2 godzinach.dotrwaliśmy do wieczora,i wtedy zobaczylem z kumplem że polacy potrafią sie bawić, wychodząc z basenu z termalną woda, na kratce przepływowej leżała ZUŻYTA PREZERWATYWA nie wiem ile może pływać w wodzie plemników wiec kobiety uważajcie jak macie płodne dni-porazka.postanowiliśmy wracac do domu.zmeczeni wjechaliśmy na teren polski nie uwieżycie 14 km. przejechaliśmy w dwie godziny-remonty dróg.a wiecie co robi polak w świeta? stoi w korku!!!tatralandia dobra dla EMERYTÓW nie dla młodych ludzi.polecam aquapark wrocław i kraków. Wrocław lepsze sauny.kraków lepsze zjeżdżalnie to różnice miedzy krakowem a wrocławiem.

~melon -

hmm co do tartalandii kolejki są dośc długie na jedną zjeźdzalnie trzeba czekać czasem nawet 30-45 minut a na niektórych są maty i pontony ... Polecam czarną zjeźdzalnie tą największą bardzo spoko. Ja ta byłem we wakacje, dużo ludzi ale zajeliśmy sobie leżaki i parasol więc było ok. Kilka piw sie wypiło bo możesz sobie wnieść wcześniej kupując, jedzenie również mają tam dobre. Jak wspomniano w artykule można zrobić sobie krzywdę ja miałem całe plecy podrapane i rozwaliłem spodenki. Mi się tam podobało, coś nowego jak dla mnie więc warto było spróbować. Na mieście Polacy na imprezach (które są chyba 3) królują i taxi spowrotem do tzw 'privatów' kosztuje 10 zł :)

~M -

Też byłam z mężem w Tatralandii... We wrześniu w środku tygodnia. Ludzi było sporo, ale na wszystko udało nam się wejść. Nie czekaliśmy dłużej niż 3 minuty, oczywiście nie upierając się że "ja muszę teraz na to" Wystarczyło trochę popatrzeć i zauważyć że się ludzie wymieniają, bo ile w końcu można leżeć na bąbelkach o temp. 38C??? Pomysł z siatkówką w wodzie o temp koło 28 chyba jest super! Fakt ciepło też było więc to nie problem poczekać na zewnątrz, ale jak komuś zimno czekać w kolejce to po co w listopadzie jedzie? Kanapki mieliśmy ze sobą, ale symbolicznie hranulki i haluszki przekąsiliśmy lecz nie po to by się najeść ;) O higienie nie dyskutuję, bo nie oczekuje kokosów w takim miejscu... Chyba normalne że jakiś włos się znajdzie w wodzie skoro nie wymagają czepków, a jak wymagają to też źle, bo jak wtedy taka pani by wyglądała? Zawsze jest na co narzekać, ale ja myślę że jest tam fajnie! Następnym razem zobaczę też inne miejsca, ale polecam Tatralandię!