Przejdź do głównej części strony

INTERIA360

Nawigacja

Górne menu

Zima ludów na Bliskim Wschodzie

Autor: GiaurIslamista (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: Egipt, tunezja, Libia, syria, Jemen, Algieria, izrael, islamizm, demokracja, rewolucja, socjalizm

Obiegowe interpretacje obecnych wydarzeń na Bliskim Wschodzie oraz ich skutków skażone są eurocentryzmem, błędnie przypisując im motywy libertyńskie oraz zbyt pesymistycznie oceniając skutki możliwego obrotu wydarzeń po nie euroamerykańskiej myśli.
W Bahrainie stacjonuje amerykańska V flota, mimo tego, albo raczej dlatego, nie ma co się tam spodziewać interwencji.

W Bahrainie stacjonuje amerykańska V flota, mimo tego, albo raczej dlatego, nie ma co się tam spodziewać interwencji. / fot. 

Zaczęło się od Maghrebu, konkretnie Tunezji. Przecieki z Wikileaks (kolejny raz chylę czoła przed jej założycielem: http://interia360.pl/artykul/szwedzki-totalitaryzm,41621) uczyniły w oczach Arabów kłująco jawnym znany im już od dawna fakt, że rządzeni są przez skorumpowanych socjalistycznych prozachodnich dyktatorów. Iskrą wywołującą zmiany stało się samospalenie studenta nękanego przez policję, Mohameda Bouaziziego, który nawet wykonując pracę poniżej swoich kwalifikacji, był szykanowany z powodu braku biurokratycznych zezwoleń.

Jego protest okazał się na tyle skuteczny, że podpalił on nie tylko swoje ciało, lecz również lont, który doprowadził do eksplozji niezadowolenia społecznego najpierw w Tunezji, a potem na całym Bliskim Wschodzie. Rozruchy, które na chwilę obecną rozgorzały już w kilkunastu państwach arabskich, doprowadzając do obalenia dyktatorów Tunezji oraz Egiptu, do powstrzymania zmian konstytucyjnych mających umożliwić prezydentowi Jemenu wybór na trzecią (siedmioletnią) kadencję i do odwołania rządu przez króla Jordanii, kontynuowane są w Libii, gdzie demonstranci przejęli władzę nad Cyrenajką, i miejmy nadzieję będą z podobnymi skutkiem kontynuowane w Bahrainie, Syrii, Algierii i Maroku.

Tych zmian, których na naszych oczach dokonują młodzi Arabowie, dotyczy kilka kwestii, które wymagają bliższego wyjaśnienia. Pierwszą jest charakter protestów. Drugą ich skutek.

"Awangardowe protesty"

Z perspektywy europejskiego islamofoba Bliski Wschód jest islamistyczny i tylko islamistyczny (tak jak dla prowincjusza Murzyn jest wyłącznie czarny i kolor skóry musi stanowić dla Murzyna jedyny element jego tożsamości), czyli islamofob taki uważa, że konserwatyzm koraniczny od zawsze determinował całokształt kondycji, w jakiej się rzeczony region znajdował. Ponadto według takiego islamofoba duch tego tradycjonalizmu jest zamordystyczny. Z tych dwóch przekonań wynika natomiast wniosek, że zamordyzm cechujący bliskowschodni system polityczny ma charakter reakcyjny a nie progresywny. Jeżeli więc ktokolwiek się przeciw niemu buntuje, automatycznie buntuje się przeciw konserwatyzmowi w imię postępu. Polscy dziennikarze mentalnie nie odbiegają daleko od przeciętnego islamofoba, więc w pierwszym odruchu, całkowicie ulegli złudzeniu prozachodniości i progresywizmu zamieszek, uznając je za sprzeciw Egipcjan wobec ichniejszego "ciemnogrodu". 

Przy czym nasze media najwyraźniej same się nabrały na własny kant. Bowiem owe zamieszki za awangardowe media uznały na podstawie szablonu, którego wcześniej skutecznie wyuczały nas, szablonu przeciwstawiającego "młodość, wykształcenie i wielkomiejskość" "ciemnogrodowi". Tak jak u nas "młodym wykształconym i z dużych ośrodków" nie wypada być patriotą czy katolikiem, a nie być proekologicznym czy metroseksualnym, gdyż zgodnie z wynikami wszelkich możliwych sondaży "młodzi wykształceni z dużych ośrodków" są na wszelkie możliwe sposoby "postępowi", tak młodych wykształconych z Tunisu, Kairu, Aleksandrii, Suezu czy Trypolisu uznano za typowy element lewacko-postępowy.

Tymczasem wystarczy rzut oka na ten region, aby przekonać się, że progresywizm przynieśli tu 30-40 lat temu –  do tej pory o swoją rewolucję walcząc –  socjalistyczni dyktatorzy, podczas gdy islamizm, zarówno w swoich pozytywnych jak i negatywnych przejawach, jest ideologią ludzi młodych z klasy średniej. Pokolenie żyjące jeszcze 30 lat temu nie było tam tak konserwatywne jak to dzisiejsze. Co więcej, wszyscy działacze i członkowie organizacji islamistycznych (również, niestety, tych przestępczych) to ludzie młodzi pochodzący z zamożnych domów.

Nawet w drugim odruchu, kiedy, pod wpływem notorycznie zapraszanych komentatorów żydowskich, media zaczęły przejmować się możliwością przejęcia władzy na Bliskim Wschodzie przez islamistów, opinia dziennikarzy o arabskiej młodzieży jako "wyzwolonej" (z wszelkich zasad, obyczajów i tradycji?), nad którą islamiści mogą co najwyżej przejąć kontrolę, ale w której samej z siebie panuje hulaszcze rozpasanie, nie zmieniła się.  

Jaki jest więc faktyczny charakter demokratycznych rozruchów, jakie obecnie obserwujemy?   

Obalona ideologia

Dyktatury bliskowschodnie nie posiadają żadnych islamskich korzeni. Tamtejsi dyktatorzy zostali wyniesieni do władzy na fali ruchu zwanego panarabskim socjalizmem, a więc zjawiska inspirowanego dwoma antyislamskimi czynnikami, komunizmem i nacjonalizmem. Ruch ten, ze swoją sztandarową międzynarodową partią Baas ("Socjalistycznego Odrodzenia"), będącą u władzy w Iraku Saddama Husajna i w obecnej Syrii, której głównym ideologiem był Syryjski Chrześcijanin, Michael Aflak, stanowi typowy przykład powszechnego w krajach rozwijających się importu ideologicznego badziewia z Europy, którego najtragiczniejszym przykładem był niejaki Pol Pot, student paryskiej Sorbony, członek Komunistycznej Partii Francji i przywódca kambodżańskich Czerwonych Khmerów.

Rankingi wolności gospodarczej państw, które dotknęło Socjalistyczne Odrodzenie, dowodzą, że socjalistyczny charakter bliskowschodnich dyktatorów nie jest fasadowy.

Istnieją trzy główne powody, dla których w krajach Bliskiego Wschodu wybuchł bunt: efekty socjalistycznego gospodarowania, niesuwerenność tamtejszych rządów w polityce zagranicznej oraz ich dyktatorski charakter.

Socjalizm

Po upadku bloku komunistycznego oraz liberalizacji gospodarek Chin i Wietnamu, państwa Bliskiego Wschodu, poza tymi znad zatoki Perskiej, wcześniej w dziedzinie wolności gospodarczej znajdujące się w połowie drogi między ZSRR a USA, nagle okazały się być relatywnie jednymi z najbardziej socjalistycznych krajów świata (po Korei Północnej, Kubie i paru państwach Afryki Subsaharyjskiej). Partie Socjalistycznego Odrodzenia utrzymywały w tych państwach typowe dla socjalizmu: biurokrację, rozdawnictwo, rozrzutność, łapówkarstwo i prywatę, ale przede wszystkim uciążliwe dla wykształconej młodzieży akredytacje na wykonywanie większości zawodów.    

Nie sprawiało to aż takiego problemu, kiedy piramida demograficzna kształtowała się w tych krajach w sposób normalny. Kiedy jednak dzietność zaczęła gwałtownie spadać, w ciągu 1-2 dekad ludzie w wieku 15-30 lat zaczęli stanowić 60-70% ludności. Nic dziwnego, że sytuacja wspomnianego wykształconego handlarza owoców Mohameda Bouaziziego spotkała się z ich zrozumieniem i wywołała tak gorące protesty.

Niesuwerenność i neokolonializm

Kolejną cechą reżimów bliskowschodnich była i jest ich zewnętrzna instalacja i legitymizacja. Poza monarchiami, które rebelie dotknęły w najmniejszym stopniu, władza w tych państwach nie wynika z aprobaty społeczeństwa, jaką darzy się miejscowych przywódców, niezależnie demokratycznych czy autorytarnych, lecz słusznie uważana jest za mniejszą lub większą agenturę Stanów Zjednoczonych i Izraela. W tym sensie obecny zryw przypomina ten solidarnościowy a odczucia Arabów powinny być łatwo zrozumiałe Polakom, którzy bardzo alergicznie reagują na podejrzenia swoich rządów o choćby drobną służalczości czy to wobec Moskwy, czy Waszyngtonu, czy wreszcie Brukseli.  

Satrapia

Ostatnią cechą bliskowschodnich reżimów buntującą rebeliantów jest autorytaryzm władzy. To uniwersalna cecha człowieka, że chce mieć wpływ na to, co się z nim dzieje – albo przynajmniej takiego wpływu iluzję. Tymczasem bliskowschodni dyktatorzy są nieusuwalni ze swoich stanowisk od kilkudziesięciu lat. Były prezydent Egiptu, Hosni Mubarak, sprawował władzę od 30 lat, Muammar Kaddafi dzierży ją od 42.

Paradoksalnie na Bliskim Wschodzie władza najszybciej zmienia się w jedynej monarchii absolutnej świata, Arabii Saudyjskiej (z powodu nietypowego systemu sukcesji), oraz w Republice Islamskiej Iranu, gdzie demokracja, ogranicza ilość kadencji prezydenta do dwóch, i gdzie w 25 lat po wybuchu rewolucji islamskiej Mahmud Ahmadineżad zostały wybrany szóstym prezydentem republiki, podczas gdy w analogicznym okresie w USA rządziło tylko czterech kolejnych prezydentów.  

Przyszłość Egiptu

Snując wróżby na temat przyszłości odrodzonego regionu Bliskiego Wschodu komentatorzy popadają w jedną z dwóch skrajności, wróżą mu albo klęskę pod władzą islamistów albo sukces ale na przekór tymże islamistom, zupełnie nie biorąc pod uwagę trzeciej możliwości: rozkwitu tego regionu w duchu islamu. Tymczasem to właśnie ta możliwość jest najbardziej prawdopodobna. Przemawiają za tym względy zarówno ekonomiczne jak i społeczne.

Ekonomia

Protesty na Bliskim Wschodzie wybuchły głównie za sprawą bezrobocia, które dotyka tam do 50% ze stanowiących do 70% całego społeczeństwa młodych ludzi, zatem to głównie od rozwiązania tego problemu zależeć powinna ocena pomyślności rewolucji. Tymczasem problem ten, który jak już wspomniałem wynika z korporacyjności większości zawodów, nepotyzmu i korupcji, posiada bardzo nieskomplikowane rozwiązanie. Znika on bowiem automatycznie wraz z rządzącymi, gdyż główną jego przyczynę stanowią nie jakieś obiektywne problemy ekonomiczne lecz fakt, że rządzący stanowili klikę.

Nowi przywódcy Bliskiego Wschodu, niezależnie kim będą, odziedziczą zatem gospodarki w stanie, w którym uwolnione od nepotycznych zależności stworzonych przez dotychczasową władzę, same z siebie ruszą z miejsca. Kiedy zatrudnienie przestanie być kwestią protekcji i powiązań klanowych z kliką dyktatora i jego ministrów, pracę znajdzie wielu dotychczas bezrobotnych młodych ludzi, a samo rozpoczęcie działalności produkcyjnej przez taką rzeszę najdynamiczniejszych członków społeczeństwa musi pchnąć gospodarkę do przodu, nawet gdyby nowi rządzący mieli nie znać się na ekonomi.

Problem w tym, że dla dotychczas rządzących Bliskim Wschodem klik alternatywami są głównie inne kliki. Jest to szczególnie silne właśnie tam, gdyż w Afryce nie zakończyły się jeszcze procesy narodotwórcze i mentalność ludzka nadal jest tam bardzo klanowa. Jedyną spajającą podstawą myślenia propaństwowego jest w owym regionie religia i tylko ona jest w stanie skłonić ludzi do działania dla dobra wspólnego, ponadklanowego. W takiej sytuacji u władzy lepszy jest bigot niż osoba zlaicyzowana.

Dlatego też, jeżeli to islamiści przejmą władzę w tym regionie, ale tylko jeżeli będą to oni, gospodarki tego regionu ruszą do przodu automatycznie, na mocy samej likwidacji klanowych struktur władzy i uwolnienia rynku pracy dla rzesz młodych wykształconych osób, nawet gdyby rządzący popełniali jakieś ekonomiczne błędy.  

Faktycznie jednak atut pro-ekonomicznego myślenia stoi po stronie a nie naprzeciw ideologii islamizmu. Odchodzące reżimy są socjalistyczne, już samo to czyni islamską alternatywę wobec nich atrakcyjną; ale przede wszystkim islamizm sam w sobie stanowi ideologię prorynkową.

Spójrzmy na najważniejszy z tradycyjnych wskaźników wolności gospodarczej, wysokość opodatkowania. Podczas gdy w Polsce na podatki idzie 35% PKB a w USA 27%, w krajach islamskich jest to mniej niż 5%, przy czym nie występuje w ogóle podatek dochodowy ani od osób fizycznych ani od osób prawnych. przedsiębiorstw.

Jeżeli kraje islamskie kuleją pod względem jakichś wskaźników wolności gospodarczej, to nie są to wskaźniki wolności znanych w czasach Mahometa lecz wskaźniki wolności na nowszych polach ekonomii, np. wolność na rynku walutowym. Dzieje się tak ponieważ, dziedziny te Socjalistyczne Odrodzenie mogło zaatakować łatwiej niż dziedziny tradycyjne, w których islam sprzeciwiał się inwazji tej europejskiej ideologii na gospodarkę. Gdyby również bardziej nowoczesne pola ekonomii islam obejmował swoimi zasadami, państwa muzułmańskie kwitłyby również za sprawą funkcjonowania na tych polach.

Warto też zwrócić uwagę, że islamiści, którzy przejęliby władzę na Bliskim Wschodzie, wzorują się na od 10 lat odnoszącej sukcesy gospodarcze, polityczne i społeczne tureckiej partii Sprawiedliwości i Rozwoju, nie są to więc ludzie, których ktokolwiek powinien się obawiać. Nie rządziliby też samodzielnie, lecz w koalicjach z jakimiś innymi partiami, w których prawdopodobnie stanowiliby mniejszość, i w których skupialiby się głównie na kwestiach obyczajowych. Nie sprzeciwialiby się więc europejskim wartościom w sferze gospodarczej, lecz europejskim antywartościom w sferach obyczajowej i społecznej.  

Kultura

Większość respondentów na Bliskim Wschodzie konsekwentnie odpowiada w badaniach opinii publicznej, że życzyłoby sobie, aby kultura islamu w polityce ich państw odgrywała większą rolę. Nie powinno to dziwić, zważywszy na fakt, że państwa zachodnie, w przeciwieństwie do np. Chin, w swoich stosunkach dyplomatycznych zachowują się bardziej fanatycznie niż merytorycznie i w kontaktach z innymi państwami poza kwestiami handlowymi czy politycznymi kładą też nacisk na szerzenie wśród nich europejskiej obyczajowości. Na taką neokolonialną postawę Zachodu, muzułmanie musieli zareagować oporem i kontrakcją. Kiedy obywatele ci uzyskają wpływ na swoich rządzących, z pewnością zechcą wprowadzić w swoich krajach kilka zmian w duchu prawa koranicznego. Przestępcy staną się mniej bezkarni i odsetek morderstw i gwałtów spadnie do poziomu charakterystycznego dla stosujących szariat krajów znad Zatoki Perskiej (http://www.nationmaster.com/graph/cri_rap_percap-crime-rapes-per-capita). Jednocześnie do poziomu występującego w państwach kierujących się szariatem spadnie liczba zdrad małżeńskich i podrzucanych cichaczem bękartów, liczba samotnych rodziców i ciąż wśród nastolatek. Spadnie do jeszcze niższego poziomu, i tak już najniższy na świecie, odsetek zarażonych wirusem HIV a także alkoholików i narkomanów. Zmniejszy się ilość sierocińców i domów starców, a służba zdrowia zostanie odciążona od opieki nad chorymi, którymi nie ma się kto zająć. Zmniejszy się wreszcie również skala, w Europie rozdętego do granic możliwości, molestowania seksualnego mężczyzn, gdyż zachowania kobiet staną się skromniejsze. Innymi słowy  na Bliskim Wschodzie powstrzymany zostanie zalew wszystkich plag trapiących współczesną Europę, a na sile zyskają rodzina oraz praworządność.

Inna postawa proislamska, którą obywatele państw Bliskiego Wschodu z pewnością zaczną wyrażać głośniej, dotyczyć będzie polityki zagranicznej. I nie mam tu na myśli wojowania czy „sponsorowania terroryzmu”, o których huczą media i ich izraelscy goście – oba te zjawiska pozostaną bowiem domeną Żydów i amerykanów. Po prostu bliskowschodnia racja stanu znajdzie swój wyraz w oficjalnej polityce państw tego regionu, objawiając się chociażby ich większą asertywnością w sprawie Palestyny. Będzie to zmiana ze wszech miar pożądana, najwyższy czas, aby nie tylko żyjący w nędzy i strachu Palestyńczycy posiadali motywację do ustępstw i kompromisów w negocjacjach z Izraelem, ale żeby również Żydzi mieli poczucie, że na przeciąganiu rozmów z Palestyńczykami coś tracą. Dzięki nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z Egiptem Izraelskie wydatki wojskowe mogły spaść z gigantycznego poziomu 25% PKB do nadal najwyższego na świecie poziomu 7%, najwyższy czas, aby Żydzi zrozumieli, że jeżeli nie dogadają się ze swoimi sąsiadami, nadal co czwartego szekla będą musieli wyrzucać na cele militarne.  

Co to oznacza dla nas?

Sytuacja, w której cudzy wybór nam się nie do końca podoba, nie stanowi jeszcze powodu do roszczenia sobie prawa do decydowania za tego kogoś. Nowe porządki na Bliskim Wschodzie nie muszą być dla nas lepsze (choć nie powiedziane że nie będą), ważne, że będą lepsze dla jego mieszkańców.

Politycy Zachodu chcieliby dla Bliskiego Wschodu dwóch sprzecznych zjawisk: wolności demokratycznej ale jednocześnie pewności, że wolne wyborcy Arabów sprowadzać się będą do wybierania przez nich tego, czego życzyliby sobie zachodni politycy. Eurokraci chcieliby a więc od Arabów tego samego, czego żądali od Irlandczyków w trakcie referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego, tj. rozstrzygnięcia sprawy w sposób demokratyczny, ale jednocześnie w skutkach takiego, jakie upodobali sobie eurokraci. Jednak chyba nie na tym wolność polega, więc jeżeli mamy przestać tyranizować kilkaset milionów ludzi w imię utrzymywania u nich naszych norm, to jednocześnie powinniśmy zaakceptować fakt, że z własnej woli nie zawsze będą oni wybierali normy zgodne z naszymi życzeniami.

Przeczytano razy: 530
Oceń tekst:
OCENA: 68%
  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
 

Ostatnio dodane

Polacy - to nie ponuracy!Polacy - to nie ponuracy!A gdyby tak zrobić atut z naszej wspaniałej aury? 4 cudownych pór roku. Opowiadać z zachwytem o fascynującym wietrze, po którym spadnie biały śnieg, jakiego tubylcy na rajskim Zanzibarze nieczytaj więcej

Dodatki


Wasze komentarze (23)

Dodaj komentarz

~Prawy do Lewego -

Jak zwykle znakomity artykuł, na poziomie niespotykanym nie tylko na I360 ale i wśród "zawodowców" od siedmiu boleści w mainstreamowych mediach. Dziwne tylko, że dotałeś aż 77% głosów na "tak", zwykle takie wyniki osiąga się tylko za oplucie dyżurnych obiektów w niezbyt wyrafinowany sposób.

~Zdziwiona -

Mam pytanie - co autor miał na myśli: "Zmniejszy się wreszcie również skala, w Europie rozdętego do granic możliwości, molestowania seksualnego mężczyzn, gdyż zachowania kobiet staną się skromniejsze" - ???? Czyli co - jak facio bzyka na lewo i prawo, wykorzystuje płeć przeciwną to OK, a jak robią to kobiety (sporadycznie) to mamy: "rozdęte .... molestowanie mężczyzn"?

~evciap -

Artykuł zawiera wiele prawdy ale niestety jest strasznie stronniczy, pokazując tylko dobroczynne efekty dojścia islamistów do władzy, a co z mniejszościami religijnymi w takich krajach jak Syria, gdzie po dojściu do władzy islamistów, chrześcijanie zapewne stracą wiele przywilejów- w najlepszym wypadku a w najgorszym- zaczną być represjonowani. Podobnie było w Iranie, gdzie wczesniej można było chodzić w mini spódniczkach, a po dojściu do władzy islamistów, reżim każe kobiety, które nie mają zakrytych kostek.

~powiedzmy, że jest tak -

~Brambor -

Proszę tylko o jedno: by te brudasy przestały być wpuszczane do Europy! U siebie to niech robią, co chcą!