Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

My tu tylko żądamy

Autor: selwi2 (zredagowany przez: zuzka)

Słowa kluczowe: lekarze, reforma, recepty, refunowane leki

fot. chriscandy/Stock.Xchng

fot. chriscandy/Stock.Xchng

Rozpoczął się nowy rok, a wraz z nim obudzili się śpiący rycerze i królewny. Dawno nie protestowali, więc już najwyższa pora ponownie pokazać, kto tu jest najważniejszy i jednocześnie najbardziej poszkodowany przez los, a raczej przez rząd.

Z dniem 1 stycznia weszła w życie nowa reforma służby zdrowia, a konkretnie – nowe zasady refundowania leków i wypisywania recept przez lekarzy. Otóż ci ostatni muszą określić czy pacjent, któremu wypisują receptę, jest ubezpieczony i czy należy mu się jakaś zniżka na leki, a jeśli tak, to jaka. I tu zaczyna się problem, ponieważ lekarzom nie mieści się w głowie, że mogliby robić coś innego, niż tylko zgadywać choroby pacjentów. Sprawdzenie papierka czy delikwent jest ubezpieczony, to już ponad siły pana doktora czy pani doktor. Okazuje się, że umywają oni ręce od jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Pani czy pan w urzędzie, np. w ZUS-ie, kiedy wprowadzą petenta w błąd, mogą zostać za to ukarani i zmuszeni do zapłaty wielokrotności własnej pensji. Natomiast pani czy pan doktor nie odpowiadają za nic, a kiedy państwo chce, aby nie wypisywali machinalnie recept, tylko upewnili się najpierw, że pacjentowi zniżki przysługują, żeby Skarb Państwa (a przez to my - obywatele) nie był stratny, jest wielki problem, bo przecież lekarz ma leczyć, a nie zajmować się biurokracją.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej wypowiedział się w Kontrwywiadzie RMF FM: „wspomagając lekarzy, służymy chorym. Nie wspomagając lekarzy, działamy przeciwko chorym. Myślę, że premier powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, aby pomóc chorym, żeby tych ludzi otoczyć opieką”. Otóż okazało się właśnie, że to premier powinien pomagać chorym! To premier powinien otoczyć ich opieką! Chociaż, jak dodaje jeszcze pan prezes – premier nie ma wykształcenia medycznego. No tak, bo najważniejszym, głównym i niezaprzeczalnym prawem i jednocześnie obowiązkiem lekarza jest zarabianie dużych pieniędzy. Cała reszta to obowiązek wszystkich innych. Pisząc „cała reszta”, mam na myśli m.in. dobro i zadowolenie pacjentów. Co więcej - trzeba jeszcze zadbać o lekarzy, bo przecież nikt się o nich nie troszczy. Co ma więc powiedzieć kierowca autobusu miejskiego albo piekarz pracujący całą noc? Czy ktoś ich wspomaga w ich ciężkiej pracy?

Tak jak wspominałam już kiedyś w innym artykule, mamy w Polsce kilka grup zawodowych, które umywają ręce od wszelkiej odpowiedzialności, które wciąż żądają, nie dając nic w zamian. Które nie są skłonne do ustępstw, a które co jakiś czas podnoszą krzyk, jakie są biedne i nieszczęśliwe. Do takich grup należą niewątpliwie lekarze. Mają środki, żeby uprzykrzyć życie zwykłym obywatelom i nigdy nie wahają się ich użyć. Zawsze to inni są winni temu, że lekarze źle leczą – bo mają za mało pieniędzy, złe warunki, nieodpowiednie podejście rządzących itd. Kiedy lekarz umiera na dyżurze z przepracowania, to wina systemu, a nie zachłanności pana doktora, który bierze dyżur za dyżurem, żeby tylko zbytnio nie zbiednieć. Nie oszukujmy się, czy widział ktoś biednego lekarza? No właśnie…

Wracając do protestu naszych pokrzywdzonych medyków – w czym tak naprawdę jest problem? Czy ciężko jest poprosić pacjenta o okazanie dokumentu świadczącego o jego ubezpieczeniu? Ile czasu może zająć taka procedura? Pół minuty? A sprawdzenie w systemie (który podobno jeszcze nie działa, ale przecież będzie wkrótce działał, od tego jest), jaka zniżka przysługuje na dany lek, ile czasu może zająć? Drugie pół minuty? I o tę jedną minutę toczą lekarze taką zajadłą walkę? Bo nie chce im się przyjąć na siebie odpowiedzialności i dodatkowego obowiązku, który tak naprawdę, przy odrobinie chęci i zrozumienia, nie jest wcale kłopotliwy. Za to przy takim podejściu lekarzy, z jakim mamy obecnie do czynienia, jest ogromnie uciążliwy dla pacjentów i aptekarzy. A czy to problem lekarzy? Oni mają się czuć dobrze, a inni niech się martwią. Bardzo bym chciała, żeby w końcu te śpiące królewny i ci śpiący rycerze obudzili się z tego swego letargu i wreszcie wzięli się do pracy i poczuli się odpowiedzialni za coś więcej, niż tylko własne wygody i portfele. 

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   62,86 %

Przeczytano razy: 760

 

Dodatki


Informacje dodatkowe