Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Eldorado - Czwartek (Ulysses)

Autor: Radosław Żubrycki (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: polska, bałtyk, wypoczynek, kemping

"Wypoczynek" na polskim kempingu

"Wypoczynek" na polskim kempingu / fot. Pempel/Reporter

W XVII wieku możni ówczesnego świata docierali do Polski i ze zdziwieniem odkrywali, że w kraju w którym istniał tylko jeden murowany budynek (Wawel) ludzie są uczciwi, kobiety piękne, a wędrowcy mogą liczyć na darmową kolację przy wigilijnym stole.

Współcześnie, kilkaset lat później, możni dzisiejszego świata wciąż docierają do Polski zdziwieni. Kobiety nadal są piękne, ludzie nadal uczciwi, a darmowe miejsce przy stole wciąż czeka. Zdziwieni zachodzą w głowę jak w tak cudownym kraju może istnieć tylko jedna autostrada.

6.00 Kibelek

Wstaję wcześnie rano, bo na moim kempingu jest tylko jeden kibelek. Kibelek łączy się z prysznicem. Ten więc, kto pierwszy wstaje, ten czuje świeżość przy porannej kąpieli.

Cichy budzik otwiera moje oczy. Zaspana ręka sięga po ręcznik, a powykręcane chłodnym powietrzem nogi niosą mnie do pachnącej świeżością łazienki. Dwa dni temu zmęczony grillowaniem przespałem poranną toaletę. Nieświadomy wrażeń wizualnych i zapachów skorzystałem z przestrzeni odświeżalni nieco później. Za późno niestety o kilkadziesiąt innych osób, które dokonały tej czynności wcześniej. Jedyne co pozostawiłem w głowie z tej wizyty, to na nowo odkryta świadomość jak paskudnym zwierzęciem jest człowiek. Non omnis moriar wczasowicze!

7.00 Sklep spożywczy

Pierwszy po bułki przychodzi pan z letniskowego domu przy stacji. Staram się go wyprzedzać codziennie, ale on jakby przeczuwał, że próbuje przejąć bułeczkę pierwszeństwa i wychodzi co dzień to wcześniej. Po co się spieszę? Otóż o dziewiątej bułek już nie ma. O ósmej kolejka liczy trzydzieści siedem osób. O siódmej jest względny spokój i ci najtrzeźwiejsi wczasowicze otrzymują ciepłe bułeczki za swoje starania. Kilka razy pytam sprzedawczynię, czy nie ma możliwości zamawiać więcej bułek niż zwykle. Zostaję zbyty milczeniem i takim grymasem twarzy, jakbym robił krzywdę nie tylko jej i jej dzieciom, ale nawet dzieciom jej dzieci.

8.00 Śniadanie

Z kuchnią są podobne problemy jak z kibelkiem, ale na szczęście mamy własny sprzęt biwakowy. Duży dwupalnik pozwala nie wychylać się zbyt daleko od naszej bazy i w chwili gdy inni na wyścigi spieszą robić jajecznice, ja bezkarnie mogę się im przyglądać. Przyglądam się oczywiście ukradkiem, bo wywczasowicze niekoniecznie lubią być obserwowani. Choć przyjeżdżają na kempingi mieszczące się w terenie otwartym, to zaraz zagradzają się samochodami; choć gotują we wspólnej kuchni, to dbają, aby nikt do garnka im nie zaglądał; choć mają jedną łazienkę, to zachowuja się tak, żeby wzbudzić obrzydzenie we wszystkich kolejnych użytkownikach.

9.00 Nad morze

Nad morze idzie się długo. Idzie się długo, bo dzieci marudzą, psy plączą smycze, kolejki w sklepiku przeciągają przedpołudniowe zakupy. Nad morze idzie się długo, również dlatego, że wąskie chodniki nie pozwalają nikogo wyprzedzić. Bo choć to miejscowość wypoczynkowa turyści stłoczeni jak śledzie na chodnikach ustępują miejsca dostawcom śmieci na plażę, którzy gnają samochodami nie patrząc ani na psy ani na dzieci.

10.00 Wywczas, odsłona pierwsza

Długo rozglądam się po zapełniającej się plaży. Widzę jak sflaczali mężowie ciągną się za zachmurzonymi żonami. Każdy objuczony jak górski osioł wiedząc o bezsensie wszelkiego marudzenia, jedynie człapie wolnym krokiem po piasku. Długo rozglądam się po tym tłumie, bo nie wiem jak wybrać miejsce, aby zachować minimum sprawności poruszania. Od kiedy ludzi w eldorado zaczęło być stać na kredyty bez opamiętania kupują rzeczy niepotrzebne, żeby nie powiedzieć zbędne. I tak plaża obrasta parawanami, dmuchanymi materacami, różowymi kołami, żółtymi bananami i wszelakiej maści słoniami morskimi. Słonie leżą, lecz nie śpią. Przez wielkie ciemne okulary kupione od Nigeryjczyka na straganie w wielkim mieście, przypatrują się innym słoniom. Przypatrują, liczą i są liczeni: ręczniki – 50, kocyk – 100, parawan – 120, olejek – 70. Liczą kto więcej dobra przyniósł na plażę.

11.00 Małe nóżki

O jedenastej dzieci dostają wścieklizny. Nie wiedzieć, czy może z głodu, jest już w końcu dwie godziny po śniadaniu, czy może od nadmiaru nasilającego się upału, zaczynają biegać i zajmować się wszystkim tym, w czym tylko mogą przeszkodzić dorosłym. Nagle przy moich nogach wyrastają dwa zamki z piasku, tuż za moją głową pojawia się centrala straży porannej, co trzy minuty na twarz sypie się piach z małych zwinnych nóżek, które nie mogą sie zdecydować, czy bardziej wola siedzieć w wodzie, czy może na kocyku. Rodzice wszelakiej maści tylko wzywają po cichu imiona swoich dzieci: Amelko – sramelko, Jasiu – głuptasiu, Piotrusiu – siusiu, Julciu - srulciu. Dzieci ma się rozumieć ignorują ciche wołania rodziców, podobnie jak moją prywatność. Dodaje te złośliwości wyłącznie za sprawą frustracji, która nie zdziwi jak mniemam nikogo, kto szuka na plaży odrobiny spokoju.

12.00 Kukurydza

Już z daleka słychać sprzedawców kukurydzy. Zaczynają chodzić wtedy, gdy zmęczeni single zaczynają zasypiać. Promienie słońca sa już na tyle gorące, że nie warto się nawet wychylać spod parasola, gdy właśnie wtedy posłańcy niezdrowego trybu życia oferują swoje przysmaki: kukurydzę, bułki, pączki, lody i browary. Krzyczą głośno, krzyczą często i krzyczą nachalnie, jakby w przekonaniu, że im więcej będą krzyczeć, tym większy będzie utarg. Zupełnie nie wiem skąd to przekonanie.

13.00 Szlag

Czar goryczy powoli się przelewa. Szlag człowieka trafia, gdy po raz jedenasty kochane szkraby przebiegają tuż obok, oraz pryskają zimną morską wodę na przypalone gorącymi promieniami słońca ciało.

Szlag człowieka trafia gdy po raz trzydziesty już właśnie zasypiał, gdy tuż na głową ktoś wydarł się: i dla Pani i dla Pana, mamy bilet na banana!

Szlag w końcu człowieka trafia, gdy ostatnia droga wyjścia z mojego małego skrawka plaży została odcięta przez ostatnich spóźnionych wywczasowiczów z parawanem. Pech może tylko tłumaczyć, że rozbili swoją posesję tuż na środku drogi przemarszu tłumu ludzi pożądających wody.

14.00 Rumiany dorsz

Uciekłem. Uciekłem do uciech miejskich. W miejscu potocznie nazywanym smażalnią, tytularnie zaś „ Tawerną pod rumianym dorszem” odnajduję namiastkę spokoju. Mimo pory obiadowej miejsce to świeci pustkami, stwarzając wrażenie, że dobry bóg właśnie dla mnie je stworzył. Jest wyjątkowo cicho, chłodno, bo działa klimatyzacja i niezmiernie spokojnie, bo poza moją skromną osobą nie ma innych turystów.

O tym w jak wielkim jestem błędzie, sądząc że to boska opaczność mnie to sprowadziła, dowiaduje się pół godziny później, gdy zniecierpliwiony niekończącym się oczekiwaniem na jedzenie, staję się konsumentem rumianego dorsza. Jedyne co ciśnie się na usta, po wzięciu owego dorsza do ust to wołanie: „ Gessler, gdzie jesteś kobieto-kucharzu? Weź pani przenajświętsza to miejsce w swoją opiekę i właścicieli otocz wyzwiskami i łajaniem, tak aby polepszyć los kuracjuszy tego uzdrowiska miejskich dusz. ”

15.00 Rybka lubi pływać

Pełen nieszczęsnego dorsza w sobie, ruszam dalej w miasto w poszukiwaniu uciech. Jako, że żołądek strasznie zaczyna narzekać rozglądam się w poszukiwaniu ulgi. Rumiany dorsz najwyraźniej nie pasuje do mojego artystycznego wnętrza i czuję, że warto  byłoby zatrzymać się na coś mocniejszego. Jako, że toalety publiczne są płatne, a nie dostarczają rozrywek wybieram drugą tawernę, tuż obok pierwszej ale o chmielonym bardziej charakterze. To tawerna „ Lotny umysł ” i choć w wystroju dorównuje pierwszej, to napitki ma zdecydowanie lepsze.

16.00 Oddech Tadka

Po dłuższej chwili skupienia nad kuflem, takie oto słyszę mimochodem żale: Tadku, i tak za babę płacisz i tak. Przyjedziesz z nią, to nie da ci spokoju, i tylko napier...a, że tam by chciała iść, albo to zjeść. Przyjedziesz bez niej, to też ci spokoju nie da, bo tylko dzwoni i rachunek nabija, że tam poszła, albo, że to jadła. Nie masz baby, to płacisz jeszcze więcej, bo ciągle kumplom stawiasz, którzy baby mają.” Nie odwracam głowy, ale mimowolnie czuję oddech Tadka na sobie. Wydaje się, że Tadek nie wiele już dzisiaj koledze odpowie, zakładając, że po takiej dawce alkoholu, będzie w stanie jeszcze mówić w ogóle.

17.00 Wywczas, odsłona druga

Plaża pustoszeje. Kierownicy wypoczynków grupowych dawno już zarządzili ewakuację. Wydaje się, że moment to idealny, aby choć jeszcze przez chwilę łyknąć promieni słońca. Rozpromieniam się więc, ale nie na długo, bo w miejsce wygłodniałych morskich słoni pojawiają się niedożywieni amatorzy sportów. Plaża zapełnia się miłośnikami piłki piaskowej, nożnej, ręcznej, wodnej, zbijanego i ganianego. Wszyscy oni, najczęściej o twarzach wskazujących na pierwsze w życiu wspólne wakacje, szczelnie wypełniają wszystkie puste przestrzenie. I choć nie już dzieci, znów co rusz, ktoś przeprasza mnie, a że piłka spadła za blisko, a że piaskiem sypnęło w oczy, a że zacięty pojedynek kogutów przypadkiem zahaczył o mój kocyk. I tak leżę, gdy oni grają, marząc o tych wspaniałych czasach, gdy sam grałem i co jakiś czas przepraszałem, tych co leżeli, a że piłka spadła za blisko, a że piaskiem sypnąłem komuś w oczy, a że .....

18.00 Ściana płaczu

Pod jedynym w mieście czynnym bankomatem gigantyczna kolejka. Ktoś mógłby pomyśleć, że ludzie postanowili się kolektywnie rzucić na tutejsze restauracje. Nic bardziej mylnego. Kolejka bierze się z tego, że kolejne osoby próbują wyciągać pieniądze, a złośliwy najwyraźniej bankomat nie chce ich dawać. I tak najpierw karta debetowa konta podstawowego, potem karta debetowa żony, a potem karty kredytowe, swoja, żony i ta o której żona nie wiedziała. I tak czekamy pod bankomatem, aż któraś z kolei jeszcze nie do końca obciążona karta wydaje w końcu upragnione 50 złotych.

19.000 Kibelek wieczorową porą

Wieczorem obrządek kempingowy jest zupełnie inny. Już nie pcham się żeby być pierwszym, bo w tym przypadku pierwszy, nie znaczy lepszy. Czekam wytrwale do końca wieczoru, gdy wszystkie czterdzieści cztery obozowe pupy zasiądą na tronie, bo wiem, że wtedy, czyli około dziewiątej kibelek przechodzi gruntowne czyszczenie. A wiedząc to, już zaczajony, czekam tylko aż zmasakrowany ciężka praca właściciel wyjdzie i oto ja wślizguje się do eleganckiego wnętrza. I tak od tego dzień się zaczyna i na tym dzień się kończy.

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   46,67 %

Przeczytano razy: 369

 

Dodatki


Informacje dodatkowe