Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Czy warto było pójść na wybory?

Autor: Krzysztof Gawart (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: Unna, wybory, partie, frekwencja

fot. J. Zdzarski/Agnecja SE/East News

fot. J. Zdzarski/Agnecja SE/East News

"Jak ktoś w ogóle nie był (na wyborach), to nie wiem jakim prawem śmie się nazywać Polakiem, a już na pewno niech nie narzeka".

To opinia dość powszechnie, oczywiście w różnych odmianach, prezentowana na forum publicznym. Może warto, trochę głębiej się zastanowić, dlaczego Polacy nie poszli masowo na wybory. Czy uznali, że nie warto iść? Postaram się przytoczyć kilka argumentów i moich opinii przemawiających za udziałem.  

Każdy głos to pieniądze z dotacji dla partii. W wyborach europejskich liczyła się chyba nawet sama frekwencja. Czyli głos nieważny lub nieoddany też przynosi pieniądze. Byle komisja zarejestrowała, że wydała kartę do głosowania. Partie mając większe pieniądze będą mogły robić duże konferencje, spoty reklamowe wychwalające liderów lub udowadniające, że przeciwnicy to samo zło. Liderzy partyjni będą mogli dalej  swobodnie rządzić całą partią lub klubem poselskim w myśl zasady, kto ma pieniądze ten rządzi. Nie podskakujcie "misie" w terenie, bo to my w centrali was utrzymujemy.    

Mieliśmy szeroki wachlarz kandydatów i każdy mógł wybrać najlepszego. Jeśli dla kogoś ważne są sprawy pracownicze, mógł śmiało głosować na kandydatów z SLD. Na partię od lat walczącą o prawa pracowników. Można powiedzieć, że niektórzy jej członkowie na długo przed formalnym powstaniem partii jeszcze w poprzednim systemie. Chyba, że jak obecni jej liderzy byli wtedy w piaskownicy. Odnoszę wrażenie jakby jeszcze nie wyszli z tej piaskownicy. Nie wiem tylko czy głosując na SLD nie głosuje się za symbolicznym spaleniem budynku IPN i zamknięciem przeszłości. Ale przecież liczy się tylko przyszłość. Zastanawiam się tylko jak funkcjonują sądy, bo one w trakcie procesu zawsze zajmują się przestępstwami popełnionymi w przeszłości. Powinny raczej pytać oskarżonego co zamierza zrobić w przyszłości, jeśli chce być praworządnym obywatelem to należy go zwolnić, a nie ciągać za przeszłość i niszczyć mu życiorys. Głosuj za tym żeby IPN nie niszczył życiorysów posłom z SLD, a sądy życiorysów przestępców. 

Jeśli dla kogoś ważne są sprawy wsi i rolnictwa może głosować na partię o ponad stuletniej tradycji - PSL. Partię demokratyczną, potrafiącą dla dobra Polski z każdym się dogadać. Nie przeszkadza im, że z tych ponad stu lat prawie połowę świetnie funkcjonowali jak druga siła polityczna w reżimowym państwie, też potrafili się dogadać. Wypowiedzi liderów, że dbałość o własne rodziny, czytaj intratne posadki dla kolesiów i rodziny, nie jest niczym złym nie mają tu znaczenia. Ja myślę, że dbałość ta jest nawet godna pochwały. Już sporo lat temu mój znajomy miał takie powiedzenie o angażowaniu się w sprawy publiczne. „Dla mnie najważniejsze jest państwo..., oczywiście państwo Kowalskich”. Widać w PSL-u ten pogląd nie jest obcy. Głosuj żeby rodzinom posłów z PSL żyło się lepiej. Możesz nawet swobodnie wybierać, rodzina którego posła ma się wzbogacić.

Jeśli dla kogoś ważne są sprawy narodowe, katolickie tradycje, nie ma żadnych przeszkód żeby oddać głos na PiS. Zatroskanie nad ogromem zadań i problemów prze liderów partii, przemawia za poparciem PiS-u. Spraw tych jest tak dużo, że cieszmy się, że jest ich dwóch. Na barki jednego byłoby chyba zbyt dużo. Brak dyskusji wewnątrz partyjnej czy dialogu ze społeczeństwem nie stanowi chyba przeszkody. Tradycja chrześcijańska nie zakłada dyskusji i głosowania nad ważnymi kwestiami. Są one raczej objawione. W naszych sprawach bieżących kraju rolę tę przyjął na siebie prezes partii i należy mu być wdzięcznym, bo to wyjątkowo trudne zadanie i nie wiele osób potrafiłoby mu sprostać. Głosuj zatem za szeroką wizją lidera, zwolni nas to z kłopotu myślenia, wystarczy tylko słuchać.

Jeśli dla kogoś jednak najważniejsze są sprawy ekonomiczne to może oddać swobodnie głos na PO. Partia dbająca o przedsiębiorców z ogromną ilością pomysłów i projektów ułatwiających życie w Polsce. Świetnie radzącą sobie z kryzysem. Pamiętającą, że nie wystarczy dobry pomysł, ale potrzebne są finanse na jego zrealizowanie i ludzie z fachowym przygotowaniem do jego przeprowadzenia. A takich osób nie brakuje w PO. Co prawda nie rozumiem dlaczego w przypadku szpitali mówi się, że nie ważne czyją będą własnością byle tylko pacjent był zadowolony. Natomiast w pozostałych przypadkach najważniejsze żeby były prywatne, a nie państwowe. Czy wtedy nie liczy się najbardziej, by klienci byli zadowoleni z ich produktów.

Nie rozumiem na czym ma polegać obniżanie podatków przez liberałów z obecną propozycją podniesienia VAT-u, składek ZUS i akcyzy. Można zrzucić to na kryzys, ale tak dobrze sobie radzimy z nim na tle innych krajów. Czy 100% PKB z poprzedniego roku pozwalało patrzeć z optymizmem w przyszłość, a dzisiejsze 100,8 % PKB w stosunku do poprzedniego roku jest aż tak wielkim zagrożeniem? Czy wydatki państwa tak bardzo urosły w ciągu roku, przecież podobno są obcinane, że trzeba myśleć o podnoszeniu podatków. Czy jest to sygnał, że rząd obawia się, że z gospodarką może być gorzej niż to się w tej chwili przedstawia, a kryzys może przyjść do nas później, ale będzie głębszy i trwalszy? Do słów ministra finansów już dawno straciłem zaufanie i chyba nie tylko do słów tego ministra.

Straszenie Uniwersytetu Jagiellońskiego przez innego ministra czy bujna działalność ministra do spraw korupcji, a raczej dla mnie powinno się ono nazywać ministerstwem spraw niepotrzebnych albo ministerstwem wywiadów i dyskusji, bo chyba tym się najbardziej zajmuje pani minister, bez względu na temat – ekspert od wszystkiego. Czy choćby poseł ośmieszający wszystko na co ma ochotę nie patrząc nawet czy ma jakiekolwiek argumenty na poparcie swoich śmiałych tez a przy tym wielce oburzony, że w końcu zaczęto jemu zarzucać różne sprawy nie do końca je sprawdzając. Kiedyś wydawał mi się chociaż trochę mądrzejszy, ale czego oczekiwać od posła.  Głosujmy zatem na uśmiechniętych pogodnych kandydatów. Jak nie może być mądrze to niech chociaż będzie wesoło i przyjemnie.

A co mają zrobić Ci, co nie bardzo chcą oddać głos na te partie? Od dłuższego czasu, w związku z finansowaniem ich działalności, utrwalone jako jedyna istotne w Polsce. Mogą zagłosować na kilka innych, najczęściej powstałych jako wynik personalnych kłótni pomiędzy liderami. Nie mogąc się pogodzić, przegrani w sporach wewnątrzpartyjnych tworzą odłamy lub nowe partie. Nie powstają one jako polityczna reprezentacja jakiejś grupy społeczeństwa. Jeśli chcesz by twój głos nie miał znaczenia, ale nie przepadły pieniądze dla partii za twoje głosowanie możesz zagłosować na mniejsze partie. Oczywiście nie myśl, że te pieniądze otrzymają małe partie. Łupem dzielą się tylko zwycięzcy.

Jeśli już zdecydowałeś się na którą partię chcesz głosować to nie kończy się twój wybór, bo na każdej liście, na którą zdecydujesz się głosować możesz sobie wybrać najlepszego kandydata, który ma ciebie reprezentować w euro parlamencie. Oczywiście jeżeli kandydat nie startuje tylko po to, by się wycofać przy najbliższej okazji. Zamierza coś robić jako euro poseł. Mieliśmy już posła ze znanym sportowym nazwiskiem, który praktycznie nic nie robił. Jeszcze jedno, że twój kandydat cokolwiek wie o Unii i cokolwiek ma do powiedzenia w swojej partii, i nie stracił, jeśli w ogóle miał, swoich poglądów, bo ograniczył się tylko do słuchania lidera. No może jeszcze jedno, że choć trochę interesuje się tym co myślą jego wyborcy, ale na to bym nie liczył. Może najwyżej czasem się zastanowi, dlaczego wyborcy nie myślą tak jak on.

Swoboda głosowania na najlepszych z najlepszych jest tak wielka, że słowa internauty, które zacytowałem na wstępie wydają się nie budzić wątpliwości, a jednak we mnie budzą.

Może wśród tych co nie głosowali, po za tymi, którzy są obojętni wobec wyborów, są również tacy którzy nie chcą głosować na lokalnych kacyków partyjnych. Trudno byłoby mi wymienić polityka, który nie kieruje się swoim interesem prywatnym lub partyjnym. Świadczą o tym choćby same głosowania w najważniejszych sprawach. Podział na "za" i "przeciw" odbywa się według przynależności partyjnej, a nie słuszności sprawy. Odpowie ktoś, że jest dyscyplina klubowa. Ale mówienie społeczeństwu, że głosując właśnie wpływa się na kształt Polski, a przecież partie też są demokratyczne i funkcjonują w wolnym kraju. Sami członkowie stworzyli ich zasady, mogą znieść dyscyplinę partyjną w głosowaniu. Jeśli ktoś uważa, że nie jest w stanie tego zmienić w grupie 100 czy 200 osób niech nie oczekuje, że obywatele uwierzą, że ich głos ma takie znaczenie, że warto pójść i głosować.

Ci co nie poszli na wybory mają takie samo prawo krytykować naszą rzeczywistość. Nie są gorsi od głosujących. Ci co nie poszli, bo jest im to obojętne w większości nie zainteresują się sprawami publicznymi, bo one też są im najczęściej obojętne. Ale ci, którzy nie głosowali, bo nie mieli na kogo, nie podoba im się system wyboru kandydatów, ich odpowiedzialność za sprawowanie mandatu lub inne przyczyny dla nich ważne, a niezauważane przez polityków, mają może nawet większe prawo do krytyki. Jeśli już, to myślę, że to właśnie Ci co poszli głosować nie mają prawa do krytyki. Wręcz powszechnie słychać słowa krytyki wobec obecnej klasy politycznej, a do euro parlamentu wybrano tych najpopularniejszych przedstawicieli. Jeśli na nich głosowaliście to ich nie krytykujcie przecież sami ich wybraliście, a znani są na tyle, choćby z telewizji i licznych funkcji jakie sprawowali, że nie można powiedzieć, że głosowaliście w ciemno i ich postępowanie was zaskoczyło.   

Nie poszedłem na wybory, bo nie jest mi obojętne cytując "klasyka wymachującego laską" jacy "posłomatołki" będą mnie reprezentować w euro parlamencie, bo chcę by oni reprezentowali w nim swoich wyborców, a nie liderów partyjnych. Kandydaci nie mający właściwie nic do powiedzenia w sprawach Unii, a jeśli już mają doświadczenie, to jak poruszać się po korytarzach w Brukseli lub jak rozmawiać w kuluarach. Jedyna ważna zmiana jaka miałaby zajść w Unii to wprowadzenie Traktatu z Lizbony, który ogranicza możliwości Polski, a walczy się o niego jak o niepodległość.  Mogę zrozumieć, że nie każdy kandydat ma jakieś szersze spojrzenie ale żaden?

Jeśli ktoś mi mówi, że wybieramy spośród tych jakich mamy, a nie mamy lepszych, to stanowczo się z tym nie zgadzam. Przez te dwadzieścia lat wolności uczestniczyłem w wyborach praktycznie z każdej strony, proszę nie mylić, że z każdej opcji. Nie liczyłem też wtedy, że po dwudziestu latach będziemy mieli tylko świetnych kandydatów, dlatego trudno mi mówić o rozczarowaniu. Ale nie podoba mi się i w tym czyję się rozczarowany i uważam, że Polska traci czas i możliwości, gdy patrzę na sposób doboru kandydatów. Nazwałbym to selekcją negatywną. Ludzie wartościowi przepadają w walkach partyjnych. Zwycięża miernota i wierność do lidera. Klasa polityczna nie jest zainteresowana tworzeniem mechanizmów umożliwiających odrzucenie takich polityków. Może liderzy boją się, że sami zostaną odrzuceni. Chyba to jeden z ważnych powodów, że kandydaci nie zaproponowali niczego ciekawego w kampanii. Czegoś co by zainteresowało wyborców i z realizacji tych projektów można by ich rozliczać w trakcie kadencji. Ich chyba po prostu na to nie stać, przerasta to ich intelekt.

Unia Europejski podoba mi się jako swobodny przepływ ludzi i kapitałów, a nie zbiurokratyzowanych system super państwa rządzącego właściwie bez nadzoru społecznego. Z szerokim zakresem kompetencji komisarzy unijnych nie podlegających wyborom. Realizacji takiej wizji oczekiwałem od tego mojego kandydata, a praktycznie spotkałem wmawianie mi, że to jedynie słuszny system, ale ja już to przerabiałem. 

Dlatego, choć nie byłem na wyborach nie odbierze mi nikt prawa do krytyki obecnej rzeczywistości lub nazywania się Polakiem.

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   78,57 %

Przeczytano razy: 786

 

Dodatki


Informacje dodatkowe