Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Odrzuciła szansę na miłość

Autor: Contessa1946 (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: miłość, zdrada, porozumienie

fot. A. Stafiniak/Stock.Xchng

fot. A. Stafiniak/Stock.Xchng

Często zastanawiała się, dlaczego nie odeszła od niego. Na co liczyła, przecież nigdy podczas trwania małżeństwa nie układało się im.

Zakochana, zaślepiona miłością, sądziła, że kiedyś się to zmieni, że on zrozumie i doceni jak bezgranicznie go kocha. Była atrakcyjną szczupłą dziewczyną o zalotnych niebieskich oczach. Miała duże powodzenie u mężczyzn, których lekko traktowała. Mogła przebierać jak w ulęgałkach i przebierała. Trafiali się poważni, wartościowi mężczyźni, którzy proponowali jej małżeństwo. Nie dostrzegała jak inni wzdychają do niej. Dopiero dziś po latach zrozumiała, że mogła być szczęśliwa, ale z innym, mężczyzną, człowiekiem, który ją kochał, pragnął, który byłby pewnie dziś dla niej ostoją i wsparciem.

Wtedy jednak tylko jej mąż dla niej się liczył, on jeden, jej ukochany. Kiedy był w wojsku stwierdziła, że jest z nim w ciąży. Pobrali się, a potem okazało się, że była to urojona ciąża, której tak bardzo pragnęła. Jeszcze przed ślubem powiedziała mu, że to pomyłka, on jednak stwierdził, że mimo wszystko pobiorą się.

Przed ślubem różnie bywało. Były piękne, upojne dni, także i takie, kiedy świadomie ją ranił. Wybaczała, bo wciąż kochała. Zazdrosny, apodyktyczny, lubił, gdy wszystko kręciło się wokół jego osoby. Czasami w swoich działaniach był absolutnie nieobliczalny. Kiedyś, tuż po ślubie, gdy wybierała się do szkoły zerwał z niej całe ubranie nie wypuszczając jej z mieszkania, bo uznał, że na pewno ma jakiegoś szkolnego kochasia.Pamięta, gdy kiedyś oboje wrócili z pracy, 0na podała na stół zupę pomidorową. Mąż bez żadnego powodu złapał za obrus wylał tą zupę na nią.

Zdarzało się, że potrafił przez wiele, wiele nocy zasypiać przy niej, odwracając się do niej plecami. Nie chciał się z nią kochać. Płakała, żebrała o miłość, aby kochał się z nią. Pragnęła pocałunku, pieszczot od niego. Zasłaniał się zwykłymi frazesami, że jest zmęczony, aby dała mu spokój.

Młoda niedoświadczona dziewczyna nie wiedziała? Czemu? Odrzuca ją, jej miłość. Kiedy ośmieliła się spytać, dlaczego wywoływało to u niego nie wyobrażalną agresję? Zazdrosny, lecz sam zdradzał. Po latach dowiedziała, się, że miał kochanki i to nie jedną. Wybaczała, mimo iż czuła się jak mocno zranione zwierzę. Agresywny i okrutny bił ją, kiedy próbowała przeciwstawić się metodom, jakie stosował wobec jej osoby. Kłótnie były na początku dziennym. Często wyjeżdżał w delegacje trwające kilka dni.

Anna wtedy wypoczywała psychicznie.

Chciała skończyć ze sobą, bo na odejście nie mogła się zdobyć, bo i dokąd. Nie szukała znajomości, przygód, a innych, którzy próbowali ją poderwać całkowicie ignorowała, bo 0n się tylko dla niej liczył i tylko dla niego żyła. Nigdy nawet przez chwilę nie przyszło jej do głowy, aby zdradzić go z innym mężczyzną.

Dopadła ją depresja, do tego stopnia, że odebranie sobie życia stało się obsesją. Nie jadła, nie spała. Skorzystanie z porady pomocy psychologa i psychiatry stało się koniecznością. Udała się do Poradni po pomoc i uzyskała ją. Dostała zestaw leków, które Anna skrupulatnie przyjmowała. Po zażywaniu leków, dziewczyna dopiero zaczęła jeść i spać. Leczenie trwało miesiącami. Anna z trudem odzyskiwała zdrowie. Nie pamięta jak przetrwała ten okres, kiedy była chora. Na pewno w pewnym sensie czas choroby i leczenia można zaliczyć do letargu.

Niestety po wyleczeniu nie była to już ta sama Anna.

Mąż był tak zajęty sobą i swoimi romansami, że nie dostrzegał, co działo się żoną.

Baśka żona jednego z kolegów jej męża, odwiedziła ją kiedyś i powiedziała, że nie może już dłużej milczeć. Wie od swojego męża, że Sławek od 8 lat ma kobietę, z którą spotyka się potajemnie.· Fakt ten potwierdziła, jeszcze inna osoba. Ale dla Anny to nic nowego, ponieważ od dawna wiedziała o romansach swojego męża. Kiedy zapytała? Zaprzeczył.

Kiedyś, gdy Anna wróciła po dwutygodniowej delegacji z zagranicy, spostrzegła na plecach męża zadrapania. Głębokie podłużne rany, które mogła tylko pozostawić kobieta będąca w ekstazie. Zapytała skąd te zadrapania na jego plecach męża, ze stoickim spokojem odpowiedział jej, że to Anna mu zrobiła. Bezczelnie robił z Anny idiotkę, przecież po powrocie nie dotykał się do niej. Dziewczyna miała już dość wszystkiego. Dość męża i takiego życia. Tylko, co dalej, gdzie i dokąd ma podążyć. Matka mieszkała tam, gdzie nie mogłaby przygarnąć nieszczęśliwej córki. A ojca nie miała. Nikt, do kogo mogłaby się zwrócić o pomoc. Nie stać jej było na wynajęcie mieszkania.

Niestety nie miała już sił walczyć o lepsze jutro, o miłość i szacunek dla siebie. Schorowana poddała się.

Wygodny, coraz bardziej wymagający. Przestał dbać o siebie. Z trudem zabierała mu bieliznę do uprania. Niczego nie potrzebował, tylko samego siebie. Anna całe życie zabiegała o to by ich dom był piękny, ale cokolwiek chciała zmienić były awantury, próby udaremnienia zmian. Mąż izolował się od niej zamykając się w innym pokoju. Dla niego liczyło się tylko, aby miał piwko, papierosy i krzyżówki, z którymi siedział nocami Byli i są razem, ale osobno. Tylko miłość do innych ludzi, podtrzymuje ją, aby nie skończyć ze sobą. Właściwie już nie myśli o tym, bo i tak nie długo odejdzie na zawsze gdzie spokój i miłość Boga. Wreszcie uwolni się od niego

Samotna, rozgoryczona, samotna we dwoje stwierdziła, że nie ma nic gorszego na świecie niż samotność we dwoje.

Nie oczekuje już niczego, poddała się rozpaczy. Na kartkach papieru wyrzuca z siebie, ból i żal. Kartki te, potem skrzętnie chowa do szuflady. Nie kocha go od dawna. Na samo wspomnienie kochania się z nim czuła wstręt. Kiedyś pożądała i błagała, aby ja kochał, teraz zadowolona, że nie żąda od niej spełnienia zobowiązań małżeńskich. Anna nie czuje już nic. Nie wie, po co i dla kogo ma walczyć o życie, życie, które pozostawiło tyle blizn i bólu.

Stała się jednak silna. Nikt i nic teraz nie może zranić jej uczuć, których dawno się wyzbyła.

Aż nagle w jej życiu zdarzył się epizod, który Anna w swoim sercu do dziś pielęgnuje jak najdroższy skarb.

Część Druga 

To zdarzenie z jej życia, pozwoliło przetrwać i żyć dalej. Otworzyło przed nią okno na piękny, wspaniały świat.

Lecz było to tak dawno, że dziś ze łzą w oku wyrzuca sobie, dlaczego nie skorzystała i odrzuciła to, co było piękne. Odrzuciła przeznaczenie i miłość – tylko czy trwałaby ona do dziś? Bo ten, który podobno kochał, też nie wytrzymał ciężkiej próby.

Pewnego dnia mąż Anny poszedł w odwiedziny do swego kolegi. Anna nawet nie wiedziała, że poszedł do niego. Być może, że częściej gościł w domu kolegi, gdyż żony kolegi nie było w domu, bo wyjechała do swojej siostry na pół roku. Mąż Anki dość długo nie wracał do domu, więc Anna domyślając się, gdzie jest, udała się pod adres kolegi.

Kiedy poszła tam, zastała towarzystwo nie tylko panów, ale i pań? Kątem oka zauważyła, że panowie świetnie się zabawiają. Mąż Anki wyrzucił ją z mieszkania kolegi. Używając wulgarnych słów popchnął ją.

Tego dla Anny, było już za wiele. Po powrocie do domu zapakowała męża ubrania i zawiozła do domu jego matki. Anna wyjaśniła matce, że jak chce zobaczyć i przekonać się, dlaczego go wyrzuciła podała adres kolegi, gdzie w obecnej chwili jej mąż urzędował. Matka zaniepokojona sytuacją pojechała tam. Zabrała swojego syna z balangi i pojechała z nim do swojego domu. Kiedy wysiadała z taksówki Sławek jej uciekł i wrócił na balangę.

Nad ranem przyszedł do domu, do Anny, waląc w drzwi i odgrażając się, że jak Anna nie wpuści go do mieszkania to wywali drzwi, albo puści je z dymem. Anna otworzyła drzwi, bo wstydziła się sąsiadów, prosząc, aby dał jej spokój. Po wejściu do mieszkania Sławek złapał za telefon i pewnie chciał gdzieś zatelefonować. Anka nie chciała pozwolić mężowi by dzwonił i odebrała mężowi słuchawkę. Wyrwał jej słuchawkę i z całych sił uderzył.

Anna upadła, z bólu zaczęła krzyczeć, ale on nie zważał na jej krzyk. Wrzeszczał, żeby zdechła, po czym pozostawił ją samą. Dziewczyna nie mogła się podnieść. Zadzwoniła w nocy do brata, który zawiózł ją na ostry dyżur do szpitala praskiego. Zrobili RTG, który nie wykazał złamania. Na wszelki wypadek obwiązano chorą bandażem i wysłano do domu. Na drugi dzień, jadąc do pracy zemdlała na ulicy. Ktoś jej pomógł dostać się do pracy. Lekarz zakładowy po zbadaniu zlecił ponowne zrobienie rentgena. Okazało się, że żebro między 7, a 8 jest złamane. Po tym zdarzeniu małżonkowie przez dłuższy okres nie rozmawiali ze sobą. Sławek nigdy nie przeprosił żony. Nie miał w zwyczaju przepraszać.

Na drugi dzień Sławek wrócił z pracy śmiał się i szydził, że żona udaje. Minęło około pół roku. Wydawałoby się, że w małżeństwie nastały dni, które można by zaliczyć do tych w miarę spokojnych. Sławek wracał do domu, kiedy chciał. Nie interesował się, co Anna robi w wolnym czasie. Zajęty sobą był bez reszty.

Pewnego razu Anna z mężem była zaproszona na imieniny Czesława. Czesław mieszkał w tym samym domu. Dziewczyna czekając do późnej godziny, nagabywana przez koleżankę poszła do niej, choć nie miała na to ochoty, ani sił. Mąż tej nocy w ogóle nie wrócił do domu.

Na imprezie był chłopak, brat koleżanki, na którego Anna nie zwracała uwagi. Chłopak nazywał się Jacek. Na drugi dzień zadzwoniła koleżanka, mówiąc, że bardzo spodobała się Jackowi, że ten koniecznie chce się z nią zobaczyć.

Anna zażartowała sobie, że jeśli chce ją zobaczyć, to niech przyjdzie do niej z bochenkiem chleba. Nim się spostrzegła zadzwonił dzwonek do drzwi. W drzwiach stał uśmiechnięty Jacek z bochenkiem chleba. I tak się zaczęło. Anna nie traktowała Jacka poważnie. Trzymała go na dystans od siebie.

Spotykali się początkowo rzadko, potem coraz częściej. Jacek zabierał ją do kina, do kawiarni, na kawę. Dziewczynie chłopak zaimponował ponieważ był subtelny, delikatny i zabiegał o jej względy. Bawiło ją to, bo wydawało się jej, że chłopak, chce po prostu zdobyć mężatkę. Ponadto Jacek był kawalerem, więc nie przeszkadzało jej trochę poflirtować z wolnym od zobowiązań facetem. Anna rzeczywiście bardzo podobała się Jackowi i była dziewczyną, którą za wszelką cenę chciał zdobyć. Czym więcej Anna się opierała tym więcej Jacek ją pragnął. Był wspaniałym człowiekiem zanim pomyślała już to miała. W lot zgadywał jej potrzeby i marzenia. Przynosił jej kwiaty, drobne prezenty. A że Anna miała dużo czasu dla siebie, bo mąż nadal ją zaniedbywał i poświęcała mu każdą wolną chwilę. Coraz bardziej brnęła w ten związek i coraz bardziej przywiązywała się do Jacka.

Czy go kochała – wtedy raczej nie?

Imponowało jej wszystko, co oferował chłopak. Jacek, który z góry kiedyś zakładał, że nigdy się nie zakocha wpadł w sidła miłości.

A 0na biernie wszystkiemu się przyglądała aż wreszcie dała się ponieść chwili. Były naprawdę wspaniałe dni, pełne miłości, uniesień, radości i absolutnego szczęścia.

Do dziś Anna rozpamiętuje dzień, kiedy Jacek zabrał ją nad rzekę. Zaproponował jej przejażdżkę na pontonie. Był piękny słoneczny dzień. Zakochani pływali sobie przytuleni do siebie. Pozwolili ponieść się namiętności. Żar miłości spalał ich ciała, a oni drżeli mimo gorącego słońca, które pieściło ich swymi promieniami.

I tak trwało to kilka lat.

Nadal jednak dziewczyna myślała a swoim związku, o mężu, o tym jak bardzo by chciała, żeby to Sławek był przy niej i żeby ją tak gorąco kochał.

Kiedyś Jacek zaproponował Annie, aby wreszcie rozwiodła się z mężem, bo już nie chce spotykać się potajemnie. Prosił, nalegał. Zaproponował jej małżeństwo

Anna, czuła się szczęśliwa, zdawała sobie jak bardzo ją kochał i pożądał i pomyślała sobie, dlaczego nie?

Na co miała czekać – Już nic dobrego od swego męża nie może się spodziewać.

Początkowo nie chciała wyprowadzać się do Jacka. Zabrała swoje rzeczy, napisała list do męża i pojechała do koleżanki i tam się zatrzymała.

Sławek jakby oprzytomniał i zaczął szukać żony.

Jedna znajoma Anny, powiedziała Sławkowi, że Anna jest u swojej koleżanki i podała Sławkowi adres, gdzie zatrzymała się Anna. Nie sądziła, że 0n po nią pojedzie.

W tym czasie, kiedy mąż Anny ustalił miejsce pobytu żony, Anna będąc u koleżanki po wielu przemyśleniach podjęła ostateczną decyzję, że wyprowadzi się do Jacka i zostanie z nim.

I właśnie w dniu, kiedy dziewczyna była umówiona z Jackiem, że przyjedzie po nią, pojawił się mąż Anny.

Przepraszał Annę za wszystko obiecywał, że się zmieni, że ją kocha.

Głupia dziewczyna dała się przekonać i wyszła z mężem. Wyszła akurat w tym momencie, kiedy Jacek po nią przyjechał. Chłopak przyjechał dużo przed umówiona godziną i obserwował z samochodu całe zajście między Anna i jej mężem. Widział jak mąż klęka przed żoną całuje jej ręce. Widział jak odjeżdża z nią.

Wtedy w nim wszystko pękło. Zrozumiał, że Anna nigdy nie będzie należała do niego. Jakby obudził się z długiego pięknego snu. Od tamtego czasu nie chciał już widzieć Anny.

Nie pomogły żadne tłumaczenia. Po dłuższym okresie od tego zajścia Jacek przyjechał do Anny. Jednak dziewczyna nie chciała powracać do przeszłości. Dopiero po wielu latach zrozumiała jak bardzo zraniła Jacka.

Najgorsze jest to, że zrozumiała, że go kochała ·i że mogła być z nim szczęśliwa.

Jednak za późno.

Odrzuciła szczęście i miłość. Zraniła drugiego człowieka.

Do dziś dnia Jacek nie chce widzieć Anny. Minęło wiele lat, Jacek ożenił się, ale chyba nie był szczęśliwy z żoną, bo rozpił się.

Nie wiadomo czy chciał w ten sposób zapomnieć o dziewczynie, która go zawiodła. 

Zakończenie

Czytelnik pewnie chciałby wiedzieć jak potoczyły się dalsze losy Anny. Sławek trochę się zmienił. Od, kiedy poszedł na emeryturę skończyły się wypady. Stał się domatorem. Wciąż zapewnia żonę, że bardzo ja kocha i daje temu wyraz w swoim postępowaniu.

Anna pozostała z mężem i jest nim do dziś. Są ze sobą razem na dobre i złe. Nie można mówić o szczęściu w tym związku, gdyż niegdyś zranione serce dziewczyny pozostałe nie czułe na jego zapewnienia o miłości. Obydwoje są już u schyłku życia i Annie wystarczy, że znalazła w nim zrozumienie, wzajemną akceptację i pomoc. Anna dużo choruje. Z cała pewnością może liczyć na wsparcie ze strony męża, który z trudem, ale nauczył się wykonywać różne drobne czynności. Pomaga w pracach domowych, robi czasem zakupy. Kiedy przebywała w szpitalu, bywał u niej codziennie i wspierał ją, nawet w pewnym momencie płakał, gdy dotarło do niego, że mógłby na zawsze utracić żonę?

Ona tkwi nadal przy mężu. Pogubiła się w uczuciach do niego. Toleruje i znosi jego złe humory. Jest z nim i nadal zastanawia się, dlaczego? Czy go kocha, na pewno nie? W związku tym niewątpliwie, odnalazła nową formę życia. Wygodę, spokój, obojętność, a przede wszystkim siłę. Nie czuję się już samotna jak kiedyś, bo odnalazła samą siebie. Dzięki temu, że udziela się w pracach społecznych, a pisanie refleksji, wierszy pochłonęło ją bez reszty stała się Kimś. Osobą, która nie gardzi już sobą jak kiedyś, osobą godną pożałowania. Nie oczekuję już litości od nikogo. Natomiast tylko sobie może podziękować, że nie chwytała promieni słońca, które kiedyś i dla niej świeciło jasnym blaskiem.

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   50,44 %

Przeczytano razy: 8872

 

Dodatki

Oferty samochodowe