Przejdź do głównej części strony

INTERIA360

Nawigacja

Górne menu

Kochanka - czy można ją nazwać kobietą drugiej kategorii?

Autor: nena (zredagowany przez: Anna Mielczarek)

Słowa kluczowe: los, wybór

Zapewne niewielu z was zastanawiało się kiedyś nad tym, jak może wyglądać życie kochanki. Bo po co zastanawiać się nad czymś, co nas osobiście nie dotyczy?
fot.Joseph M/sxc.hu 

fot.Joseph M/sxc.hu 

Człowiek zaczyna inaczej patrzeć na niektóre sprawy dopiero, gdy zaczyna mieć z nimi bezpośrednio do czynienia. Spróbuję więc odpowiedzieć na pytanie jak może wyglądać życie kochanki? Moja znajoma, Pani A., jest kochanką. Zawsze zastanawiałam, się czy ta młoda, piękna kobieta była na tyle samotna i zdesperowana, żeby zostać tą drugą. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak atrakcyjna kobieta decyduje się na taki układ? Układ, który nie wróży raczej samych przyjemności. Czy taka kobieta może być tak naiwna i wierzyć, że żonaty mężczyzna zrezygnuje ze swojej rodziny i poukładanego życia dla niej - swojej ucieczki od codzienności, życiowych problemów.

Owszem, kobiety bywają łatwowierne, ale czy aż na tyle, żeby wierzyć, że taki związek ma przed sobą świetlaną przyszłość, że ta znajomość jest zupełnie inna od pozostałych? Pani A. uważała bowiem, że to jest mężczyzna jej marzeń; mężczyzna, z którym spędzi resztę swojego życia i nie ważne było dla niej, że ma on żonę i dzieci, bo uczucie, które ich łączyło, było przecież wyjątkowe. Niektórzy mężczyźni, niestety, potrafią być zakłamani aż do bólu i bez żadnych wyrzutów sumienia mydlić oczy swoim żonom i kochankom.

Pani A. często opowiadała mi o swojej miłości. Wyglądała na bardzo zakochaną. Jej mężczyzna zapewniał ją, że z żoną nic go nie łączy oprócz wspólnych kredytów i faktu posiadania dzieci, które potrzebują ojca, a przecież on je kocha ponad życie i nie może ich za nic skrzywdzić. Nie przyszło jej do głowy, że niszczenie własnej rodziny, zdradzanie małżeństwa jest właśnie największą krzywdą wyrządzaną własnej rodzinie. Ona i tak mu ufała, bo przecież on ją kochał.

To ona, "kochanka", była tą jedyną, która potrafiła go zrozumieć bez zbędnych słów. Pasowali do siebie idealnie. Ona była wyrozumiała: nie robiła mu wymówek ani nie miała pretensji, czym zyskiwała w jego oczach (jak sądziła, była milion razy lepsza od jego żony). To ona (nie jego żona) czekała z niecierpliwością na każdy telefon i spotkanie, którego tak bardzo pragnęła.

Kochana Pani A., jestem gotowa się założyć, że zupełnie inaczej reagowałaby Pani na swojego idealnego mężczyznę żyjąc z nim na co dzień, gotując mu, piorąc i spełniając całą masę innych codziennych czynności. Zapewne wtedy wasze beztroskie, piękne chwile zamieniłyby się w rutynę, a z biegiem czasu również ty, Pani A., stałabyś się tą niedobrą żoną, która go nie rozumie, a zajmuje się tylko sobą i swoimi marzeniami. Czy więc, droga Pani A., nie zasługujesz na mężczyznę Ciebie godnego, który mógłby poświęcić Ci całą swoją uwagę? Czy nie pragniesz mężczyzny, u którego boku mogłabyś zasypiać wieczorem i budzić się rano? Czy masz aż tak małe ambicje i potrafisz zadowolić się mężczyzną, z którym możesz spędzić tylko krótkie chwile w ciągu dnia pomiędzy obiadem a kolacjom? Czy wierzysz w to, czym sama go usprawiedliwiasz? Twój biedny pokrzywdzony mężczyzna, którego żoną jest ta zła kobieta. W tej bajce to Ty jesteś tą dobrą postacią. Jesteś jego ratunkiem, nadajesz sens jego beznadziejnemu życiu, bo kocha tylko Ciebie i tylko Ciebie potrzebuje do szczęścia. Ile razy Cię tak czarował? Ile razy Ci obiecywał złote góry?

Dlaczego mężczyźni, którzy pakują kobiety w takie sytuacje, czują się bezwinni i są tak bezwzględni, że potrafią okłamywać obie kobiety naraz, zapewniając zarazem obie o swojej miłości? Czy tacy ludzie nie mają wyrzutów sumienia, a może ich całe życie to tylko jedna wielka gra, w której kłamstwo gra główna rolę. Czy nigdy nie zastanawiałaś się nad tym, droga Pani A., że mężczyzna, który zdradza żonę, będzie gotowy zrobić to samo i Tobie? Czy chciałabyś się znaleźć kiedyś na miejscu żony, którą on zdradza? Nie da się zbudować własnego szczęścia na nieszczęściu innych... Zło, które wyrządzamy bliźniemu, kiedyś z pewnością do nas powróci, a role mogą się wówczas odwrócić.

Nie zamierzam w tym artykule sądzić Pani A, ani żadnej innej kobiety, która była, jest, lub może w przyszłości będzie czyjąś kochanką... Staram się tylko zrozumieć. dlaczego piękne, młode kobiety (ogólnie kobiety) decydują się na taki związek, staram się przeniknąć w ich myśli i choć w najdrobniejszej cząstce zrozumieć ich tok myślenia. Sytuacje, które spotykają nas w życiu, są przeróżne - niektóre bardziej skomplikowane, inne mniej, ale co Cię popycha do tego, żeby zostać kochanką, droga Pani A.? Staram się zrozumieć.

Przeczytano razy: 17747
Oceń tekst:
OCENA: 74%
  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
 

Ostatnio dodane

Nadchodzi najgorszy weekend dla kierwoców!Nadchodzi najgorszy weekend dla kierwoców!W sobotę 1 listopada i Dzień Wszystkich Świętych. Miliony Polaków ruszą na cmentarze odwiedzić groby swoich bliskich. Ten newralgiczny okres dla kierowców, sprawia, że coroczne statystykiczytaj więcej

Dodatki


Wasze komentarze (146)

Dodaj komentarz

~OLGA -

NIKT TEGO NIE ZROZUMIE DOPOKI TEGO NIEPRZEROBI,SAMA TEGO DOZNAŁAM DŁUGO SOBIE WMAWIAŁAM ZE TO TEN JEDYNY ALE Z UPŁYWEM CZASU ZROZUMIAŁAM ZE TO BYŁA GRA Z JEGO STRONY WIEC WNIOSEK TAKI ZE NIE NALEZY UFAC FACETOWI...NALEZY SIE NIMI BAWIC TAK JAK ONI BAWIA SIE NAMI

~memistress -

nie próbuj tego zrozumieć, szkoda Twojego czasu i wysiłku... dopóki sama tego nie doświadczysz na własnej skórze, nie pojmiesz tego nawet w 1 %. Wowczas wyłącza się wszelki rozsądek, rozum zaćmiony jest uczuciami, ktore przejmuja nad Toba całkowita kontrolę. Nawet jezeli próbujesz walczyc z nimi, one zawsze wygrywają. raz im ulegniesz - stajesz sie ich niewolnikiem. Niewolnikiem JEGO. Rozumem tego nie ogarniesz - uczucia i rozum wzajemni sie wykluczaja...nie warto starac sie rozumiec cos, co w 100 % przesiąknięte jest uczuciem. Droga Autorko, żyjemy w tym momencie na dwóch różnych światach - Ty nie zrozumiesz mnie, ja nie zrozumię tego, co chciałbys mi porzekazać, a nawet próbujesz doradzić... Na próżno... Bo "Czucie i Wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko"...

~KOCHANKA -

Bo nikt tego nie rozumie , zanim sam nie przezyje ! i mozecie tu pisac o rozsadku, ale jak w gre wchodza uczucia to wszystko inne jest nieistotne, nie potrafimy racjonalnie myslec, a nawet jesli zdajemy sobie sprawe jakie moga byc konsekwencje, ze jestesmy wykorzystywane , to gdzies tam naiwnie wmawiamy sobie ,ze moze tym razem jest inaczej. Tak bardzo pragniemy byc kochane , tak bardzo jestesmy zapatrzone w tego faceta , ze nie widzimy jak wielka krzywde on nam wyrzadza, usprawiedliwiamy go , tlumaczymy jego zachowanie , ciagle trwajac w chorej nadziei ,ze przyjdzie taki dzien kiedy zostawi swoja dziewczyne/zone i bedzie z nami. Najglupsze jest to , ze taki facet sie nami bawi a my na to pozwalamy , nawet jesli wkolo sa tysiace mezczyzn ktorzy zabiegaja o nas bo jestesmy atrakcyjne i ktorzy nigdy nie potraktowali by nas w ten sposob. MILOSC jest chyba na prawde slepa, robimy wszystko by zadowolic naszego ukochanego ,zeby poczul ,ze jest mu lepiej z nami a nie ze swoja dziewczyna/zona i wybral nas. Nawet ceizko opisac co tak na prawde nami kieruje , to jest strasznie skomlikowane , ale wyjscie z takiego ukladu jest bardzo trudne. Widzimy jak niszczymy same siebie , jak z kazdym dniem jest nam coraz ciezej, ale boimy sie ze bez niego nie poradzimy sobie w ogole , nie chcemy go stracic, nie potrafimy uswiadomoc sobie ,ze on nawet nie jest nas wart !;( Przeraza nas mysl ,ze znowu powrocimy do szarej rzeczywistosci , ze skoncza sie esemesy i telefony na ktore zawsze czekalysmy z utesknieniem ,czyniac to sensem naszego zycia, ze juz nawet na chwile nie poczujemy sie szcesliwe , jak wtdy kiedy sie z nim wydywalysmy ... Nienawidzimy swojego zycia , ale boimy sie cokolwiek zmienic, bo chociaz szcescie z nim jest tak ulotne , to jednak jest , boimy sie ,ze ebz niego juz nigdy szczesliwe nie bedziemy...

~Ciekawski -

Witam. Poszukuję do programu telewizyjnego, kobiet, które były kochankami żonatych mężczyzn, a teraz szantażują swoich byłych partnerów, dla pieniędzy, bądź z miłości, bo chcą ich odzyskać. Jeśli możesz nam pomóc w tym temacie, bardzo proszę o kontakt pod numerem: 605 210 287

~kubek -

Lipa.Same oblatane banały.Uczucia,emocje między dwojgiem ludzi nie pozwalają sobą kierować rozumowi.Rozsądek schodzi na dalszy plan,jest nadzieja,że temu układowi uda się wymknąć ze schematu.Poczuj AUTORZE na własnej skórze,a może sam będziesz "drugiej kategorii".

~rudawiolka -

Nie przyszlo Wam do glowy, ze mezczyzni sa zdolni do wielkich poswiecen dla tzw. "kochanek" (smieszy mnie to nazewnictwo, w obecnych czasach slowo to ma troche archaiczne znaczenie). Dla tychze "kochanek" wznosza sie na wyzyny swoich mozliwosci i swojej wyobrazni. Robia rzeczy, ktorych nigdy przedtem nie robili, dzieki tym "kochankom" dostaja skrzydel, czuja sie dowartosciowani, bardziej seksowni. Przezywaja emocje, uczucia w sposob cudowny, ekscytujacy... a dla swoich zon sa czesto bezbarwnymi nudziarzami. Albo odwrotnie, zony staja sie mdle i nieciekawe. Nawet zakup bukietu roz powodowany jest wylacznie poczuciem obowiazku lub wyrzutami sumienia...i nie pisze tego dlatego, ze jestem czyjas kochanka. Kiedys bylam i czulam sie jak krolowa, najpiekniejsza i najwspanialsza kobieta swiata...dzieki Niemu, zonatemu mezczyznie, ktory nigdy zle nie mowil o zonie. Nie skarzyl sie, nic Jej nie zarzucal.Nie mowil, ze jest samotny i ze zona Go nie rozumie, nic takiego. Pokochalismy sie szczerze i wbrew naszej woli. Bronilismy sie dlugo przed tym uczuciem. Nigdy nie nazwalabym sie Jego kochanka. To co nas laczylo bylo magiczne, szczere i czyste. Nie skonczylo sie, bo ze mnie zrezygnowal, to ja dokonalam wyboru.Poczucie winy w stosunku do Jego rodziny mnie zabijalo.Teraz jestem w zwiazku i nie jestem niczyja kochanka. Boje sie zdecydowac na "sakramentalne tak", poniewaz rozgladajac sie wokol i obserwujac ludzi - dochodze do smutnych wnioskow, ze dla "kochanek" mezczyzni sa zdolni do szalenstw, spontanicznych niespodzianek, wiekszej kreatywnosci itd. Takze czasem zastanawiam sie, ktora z tych kobiet tak naprawde jest drugiej kategorii? A to, ze zawsze (prawie) wraca do domu (czasem pachnacy inna kobieta) i kladzie sie z zona do jednego lozka, a mysli o innej kobiecie...czy to takie cudowne? Nie uogolniam, ale statystyki sa przygniatajace.

~Ktosica -

A jednak się zakochałam w żonatym mężczyźnie... Do bólu, do granic wytrzymałości... I dziś jesteśmy razem ponad 10 lat.... Rozwiódł się z Nią. Przepraszam każdego dnia. Naprawdę nie chciałam....

~ta druga -

ja to widzę jeszcze inaczej.nie chcę nigdy więcej być w formalnym związku,za dużo by opowiadać.wystarcza mi bycie tą drugą,choć nie jest łatwo.kiedy jestem sama ,żyję wspomnieniami krótkich chwil spędzonych z moim partnerem.on nigdy,przenigdy nie powiedział na żonę złego słowa.nigdy nie żądam od niego żadnych deklaracji.kiedy jesteśmy razem jest mi cudownie.nie chodzi tylko o fizyczność,wręcz przeciwnie.czekam na każdy jego telefon,wtedy jest dla mnie święto.wiem,że on musi dużo poświęcić by choć chwilkę spędzić w moim towarzystwie.wiem,że jestem dla niego ważna,dawał niejednokrotnie tego dowody.wiem,że to on jest w trudniejszej niż ja sytuacji.na spotkanie czekam czasem miesiąc,ale warto.nie uważam się za osobę wykorzystywaną.nie wiem czy taka sytuacja może trwać wiecznie,ale modlę się o to.wiem,że to jest życie w nieprawdzie.choć mam okresowo wyrzuty sumienia,myślę że zasłużyłam sobie na takie krótkie chwile radości.a tych,których krzywdzę-nie potrafię przeprosić.nie potrafię tego wszystkiego wyrazić.za moim partnerem tęsknię,ale nigdy nie zrobię nic by naciskim odciągnąć od rodziny.ten układ trwa już bardzo długo i oby trwał wiecznie.

~mati krk -

Witam, widzę tutaj wiele ciekawych wypowiedzi i to mnie zaintrygowało do wypowiedzi. Z jednej strony argumenty w artykule są racjonalne, jednak życie nie jest takie proste. Jestem mężem,ojcem 2 dzieci - które kocham ponad wszystko.O mojej żonie nie dam złego słowa powiedzieć jako o matce i osobie która prowadzi dom, ale...... to nie to. Od ponad 1,5 nawet nie leżeliśmy koło siebie.I od razu pisze wszystkim zaciekawionym,że w ogóle nie ma w domu awantur.Mamy inne podejście do życia, inny model rodziny, ja nie żyję ja egzystuje, a chyba nie o to chodzi w życiu.Obecnie nikt nie jest szczęśliwy. Poznałem kobietę (cholernie inteligentną i mającą prezencję), już po tym jak moje małżeństwo przerodziło się w życie obok siebie a nie z sobą. Nie zakochałem się od razu, raczej dane mi było poznać inny świat. Jestem w przeddzień złożenia wniosku o rozwód (pokojowo), bije się z myślami co moje dzieci mi kiedyś powiedzą, czy będą chciały ze mną rozmawiać. Specjalnie dla niech nie przeprowadzam się do innego miasta, chce je widywać prawie codziennie, ale strach pozostaje. Jestem na zakręcie i to cholernym zakręcie. Kocham kobietę którą poznałem bliżej jakieś rok temu (znamy się już znacznie dłużej),ona na tą chwilę jest tą drugą wedle artykułu..ale ja z tym się nie zgadzam. U mnie na pierwszym miejscu będą dzieci, później jest cała reszta. Nie wiem co robić, aczkolwiek wiem że obecna egzystencja nie jest dobra dla nikogo -dla obecnej żony, dla dzieci, dla poznanej kobiety i dla mnie. Jeżeli ktoś ma swoje zdanie lub doświadczenie będę wdzięczny za opinię.

~Ines -

ale prawda jest okrutna.Żonaty facet nigdy nie odejdzie od żony i nie zostawi dzieci dla kochanki!!!!!!!