Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Gdy żona jest własnością męża

Autor: GiaurIslamista (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: Islam, małżeństwo, własność, niewolnictwo, praca, prostytucja, seks, dziedziczenie, hipoteka

Muzułmanki nie są własnością mężów

Muzułmanki nie są własnością mężów / fot. AFP

W wielu dawnych kulturach, a także w niektórych współczesnych przyjmowało się bądź przyjmuje, że kobieta stanowi własność jej małżonka. Kulturę islamu oraz archaiczne wspólnoty plemienne charakteryzuje takie właśnie podejście do żon.

A prawa panujące w tych kulturach sprowadzają kobietę do roli żywego inwentarza… Oto jeden z najpopularniejszych argumentów antyislamistów. Tylko co to za prawa, które miałyby w różnych kulturach czynić żony własnością ich mężów?

Istota własności

Prawo od czasów rzymskich definiuje własność poprzez triadę uprawnień: ius possidendi, czyli prawo posiadania, ius utendi, fruendi et abutendi, czyli prawo korzystania, pobierania pożytków i zużycia rzeczy, oraz ius disponendi, czyli prawo rozporządzania. Niby które prawa islamskie albo zwyczaje ludów pierwotnych przyznają mężom w stosunku do żon choćby niektóre z tych uprawnień? Które prawa szariatu czynią męża posiadaczem żony, uprawniają go do korzystania z niej, pobierania z niej pożytków, zużycia jej i dysponowania nią?

Posiadanie

Posiadaczem danej rzeczy nazywa się osobę, w której rękach rzecz ta się faktycznie znajduje. W tym sensie porywacz jest posiadaczem zakładników o tyle, o ile faktycznie ich los od niego zależy. Prawo określa jako warunek własności danej rzeczy uprawnienie do jej posiadania. Takie uprawnienie do posiadania niewolnika prawo przyznawało amerykańskiemu plantatorowi bawełny czy rzymskiemu trenerowi gladiatorów. Takie uprawnienie do posiadania żywego inwentarza prawo przyznaje rolnikom.

Jednak takiego uprawnienia do posiadania zakładników żadne prawo nigdy nie przyznawało porywaczom. Takiego uprawnienia do posiadania swoich dzieci żadne prawo nigdy nie przyznawało rodzicom. Podobnie, takiego prawa do posiadania swojej żony ani nie daje muzułmaninowi szariat ani nie dawały mężczyznom normy jakiegokolwiek znanego ludzkości plemienia.  

Żaden czyn męża wobec żony, jaki mógłby wyrażać jej przez niego posiadanie, nie jest przez szariat dopuszczany, a każda tego typu uzurpacja jest przez to prawo bezwzględnie karana. Muzułmanin nie ma prawa decydować o wydatkach ponoszonych na żonę, np. skąpiąc jej przyzwoitego noclegu czy posiłku, tak jak właścicielowi niewolnika czy inwentarza żywego przysługuje prawo decydowania o nakładach na jego wyżywienie czy zakwaterowanie. Wręcz przeciwnie, szariat zobowiązuje męża nie tylko do samodzielnego utrzymywania rodziny, w tym żony, na odpowiednim poziomie tak, by kobieta nie musiała pracować, lecz również do ofiarowania jej mahru służącego zaspokajaniu przez nią swoich bardziej wyrafinowanych potrzeb.

Muzułmaninowi nie wolno też przeprowadzić żony z ich domu, samemu zamieszkać osobno czy też wysłać jej wbrew jej woli w podróż, tak jak właścicielowi niewolnika czy inwentarza żywego przysługuje prawo trzymania go oraz transportowania tam, gdzie postanowi. Muzułmaninowi nie wolno również ograniczać kontaktów żony z jej rodziną pochodzenia. Trudno więc powiedzieć, na czym to jego posiadanie żony miałoby polegać…

Korzystanie, pobieranie pożytków i zużycie

Prawo szariatu nie pozwala też mężowi korzystać z żony. Nie wolno mu jej posłać do pracy, podczas gdy ona ma prawo wymagać od niego utrzymania, jeżeli więc komukolwiek prawo islamskie pozwala korzystać ze współmałżonka, to jej a nie jemu. Szariat wyznacza małżonkom obowiązek współżycia, jednak temu obowiązkowi daleko do relacji korzystania któregoś z nich z drugiego. Przede wszystkim dlatego, że jest to obowiązek obopólny. Ponadto nie daje on żadnemu z małżonków swobody w seksualnym "korzystaniu" ze współmałżonka: zobowiązuje on ich do współżycia tylko co najmniej 4 razy w tygodniu, tylko o ile nie przeszkodzi w tym choroba któregoś z nich oraz tylko w nielicznych dopuszczalnych pozycjach. Jeżeli by już stosować do tych norm nomenklaturę antyislamistów, to można tu mówić raczej o licencji niż o pełnym prawie do korzystania. Gdyby natomiast zastosować do nich nomenklaturę typową dla każdej kultury jaka kiedykolwiek występowała na nasze planecie, to mamy tu do czynienia po prostu z typowymi obowiązkami małżeńskimi. 

Nawet jednak gdyby uznać te obowiązki za prawo do korzystania, to co z prawem do pobierania pożytków? Islam nie zezwala na prostytucję w ogóle, a w świetle jego norm prostytuowanie żony przez męża byłoby czymś jeszcze bardziej zbrodniczym niż zwykła prostytucja. Muzułmanin nie ma też oczywiście prawa nikomu wynająć żony do pracy, skoro w ogóle nie ma prawa wymagać od niej pracy i wspólnego łożenia na dom.  

A skoro tak, to tym bardziej nie ma prawa w takiej pracy żony wyeksploatować na śmierć, czyli zużyć. Jak już była mowa, małżonkowie nie mają też obowiązku współżyć w chorobie, nie ma więc mowy zużyciu się ich poprzez zaciupcianie się na śmierć, co w wypadku innych małżeństw jest możliwe.

Rozporządzanie

I wreszcie muzułmanin nie ma prawa żoną rozporządzać, czyli zbyć jej, utracić, obciążyć ograniczonym prawem rzeczowym np. do użytkowania, przenieść jej własności, zrzec się jej, zapisać jej w testamencie ani ustanowić na niej prawa zastawu. Muzułmanin, który popadłby w tarapaty finansowe, posiada nie większe prawo zastawić czy sprzedać żonę niż Europejczyk. Nijak wierzyciel nie znajdzie drogi prawnej do przejęcia muzułmanki jako pokrycia długów jej męża. Nie ma sposobu, żeby muzułmanin komuś swoja żonę zapisał w testamencie. Nie może jej nikomu podarować ani zrzec się jej na rzecz instytucji charytatywnej. Łączenie islamskiego małżeństwa z prawem do rozporządzania jest nie tylko fałszywe, ale stanowi czysty absurd.

Muzułmanka a własność

Jest oczywistym, że stanowisko islamu nie pozostawia najmniejszego nawet pola do interpretacji muzułmańskiego małżeństwa jako stosunku własności. Islamskie małżeństwo stanowi nawet luźniejszy układ niż małżeństwo chrześcijańskie, którego w najmniejszym stopniu nie podejrzewalibyśmy o ustalanie stosunku własności jednego małżonka nad drugim. Islamskie małżeństwo stanowi nie, jak chrześcijańskie, sakrament lecz kontrakt, w ramach którego małżonkowie ustalają między sobą chociażby wysokość mahru, płaconego żonie przez męża, czas trwania małżeństwa, po którym ulegnie ono automatycznemu rozwiązaniu, oraz czy i ile jeszcze żon będzie wolno mężowi poślubić. Ponadto małżeństwo islamskie, znów inaczej niż chrześcijańskie, dopuszcza rozwód.

Zatem gdyby islamskie małżeństwo miało stanowić stosunek własności, byłoby bardzo dziwnym stosunkiem własności. Ustalałoby się go za porozumieniem właściciela z przyszłą własnością, na mocy którego mienie to dyktowałaby właścicielowi zakres swoich uprawnień wobec niego i czas trwania stosunku własności, zrywałoby się go z inicjatywy mienia, a właścicielowi wobec mienia nie przysługiwałoby żadne z triady uprawnień składających się na prawo własności.

Gdyby muzułmanka stanowiła własność swojego męża, islam musiałby stanowić jedyną kulturę w dziejach, w której małżeństwo ustala taki stosunek. Bowiem żadne społeczeństwo w historii nawet nie zbliżyło małżeństwa do stosunku własności, w takim sensie, żeby żony czynić przedmiotem obrotu handlowego, dziedziczenia czy zastawu, a istotą małżeństwa czynić nie prokreację lecz stosunek pracy.

Niewolnictwo

Jak całość islamskich stosunków małżeńskich ma się do stosunków pana z niewolnikiem? Prawdziwy stosunek własności człowieka wobec człowieka charakteryzował się tym, że właściciel miał prawo nadać posiadanemu wybraną przez siebie specjalizację zawodową, przeznaczyć go do wybranej przez siebie roboty, w wybranym przez siebie miejscu, kwaterując go i karmiąc tak, jak uznał za korzystne, a nawet spisując na straty, gdy jego transport był bardziej kosztowny niż jego wartość – jak to miało miejsce w słynnym przypadku ładunku Amistad.

Miał prawo zmusić go do pracy, wynająć go komuś oraz wyeksploatować na śmierć, będącą czy to skutkiem ubocznym pracy czy też, jak w wypadku gladiatorów, jej istotą. Niewolnikami się oczywiście handlowało. Niewolników się dziedziczyło. Płaciło się od nich podatki. Można było ich zastawić. Można się było ich zrzec oraz ich porzucić, np. nadając im wolność. Niewolnikiem rzadko stawało się na mocy dobrowolnie zawartej przez siebie umowy. Niewolnik prawie nigdy nie miał prawa posiadać własności – a jeżeli miał, to tylko na mocy tzw. "fikcji prawnej". Żaden niewolnik nigdy nie posiadał żadnych uprawnień wobec właściciela. Nie mógł też zerwać stosunku niewolnictwa.

Paranoja a rzeczywistość

Krótki przegląd norm kierujących muzułmańskim małżeństwem pokazuje, że nawet 1300 lat temu, w memencie swojego powstania, islam nie traktował tej instytucji w sposób ekonomicznych. Tymczasem w dzisiejszych czasach ze świecą by szukać prawodawstw państw muzułmańskich, które traktowałyby małżeństwo w na tyle surowy sposób co ówczesna ortodoksja. Takowe posiadają jedynie być może Somalia i Arabia Saudyjska.

Czy możliwe jest zatem, aby antyislamiści, stawiając argument o własnościowym charakterze muzułmańskich małżeństw mówili poważnie, wykazując w tej materii niefrasobliwość rozmówców Borata, gotowych uwierzyć w największe dziwy dokonujące się poza Ameryką i Europą? Niestety tak. Kiedy fanatyczny antyislamista prawi o muzułmankach jako inwentarzu domowym ma na myśli literalne prawo własności. Przekonałem się o tym ostatnio, kiedy takie stanowisko wobec muzułmańskiego małżeństwa zajął dr hab. prof. US  Dariusz Wysocki w dygresji do swojego wykładu – notabene z dziedziny ornitologii. Jak widać paranoja zaszła już bardzo wysoko…

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   39,08 %

Przeczytano razy: 15586

 

Dodatki


Informacje dodatkowe