Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Życie 100% soku

Autor: JustynaS (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: codzienność, niezaradni, relaks, problemy, ludzie

Radość rośnie w grupie

Radość rośnie w grupie / fot.  Stock.Xchng

Masz coś, jedną rzecz, która sprawia ciągle problemy. Oddałbyś ją do warsztatu, do tuningu albo przynajmniej do konserwatora, gdybyś tylko mógł. Ale nie możesz, bo ten złom i zarazem warsztat to twoje życie.

Ludzie kochają narzekać i marudzić, wahać się, odwlekać decyzje, kląć i wyzywać. Proszę, ile znacie osób naprawdę zadowolonych z życia, potrafiących cieszyć się chwilą, takich, które częściej się śmieją niż krzywią? (Maaało) Kiedy ostatnio nie chcieliście kłaść się do łóżka, żeby dzień jeszcze się nie kończył? (Daawno). Jak często zdarza wam się włożyć w coś tyle pasji i tyle serca, żeby odciąć się na chwilę od wszystkiego innego? (Rzaadko). Dziękuję, ukłony. Jeszcze jedno: czy odpowiedzi są optymistyczne? (Nie!)

Grzechy główne przeciw życiu

Zachłanność. Pan B. miał skórzany portfel pełen papierowych uciech. Zarabiał je i wydawał, zarabiał i wydawał. Nie rozdawał, nie rozrzucał. Miał też dobrą żonę, z żoną synka siedmiolatka. Synek miał mamę i tylko momentami tatę, bo pan B. spędzał 2/3 doby w swoim gabineciku w szklanym biurowcu.

Nie, żeby to lubił. Ale wydawał więc zarabiał. Na rodzinę, na wydawanie, na wakacje (Czyje? Przecież on cały czas zarabiał). Synek siedmiolatek również tego nie lubił, dobra żona tym bardziej. Pan B. nawet znalazłby mniej wymagającą pracę, ale wtedy dostawałby mniej i wydawałby mniej. Ostatecznie zarobił się na śmierć, przynajmniej wewnętrzną. Finisz.

Stracho-wahanie. Panna K. miała szesnaście lat, kiedy zakochała się w Nim. Tak mocno, że ręce drżały jej, kiedy znalazł się w pobliżu, a jedno Jego spojrzenie wystarczyło, żeby uznać dzień za udany. W każdym razie do wieczora, kiedy zaczynała o Nim marzyć i postanawiać, że z Nim w końcu porozmawia. Następnego dnia zaczynała się wahać, przerażać i martwić, aż znowu musiała się zadowolić spojrzeniami.

Wiedziała, że patrzył jej prosto w oczy, że mogłoby się udać. Ale przychodził następny dzień… i klops. W końcu On zdał maturę i wchłonęła Go dorosłość, a pannie K. zgniły poduszki od przemoczenia łzami.

Brak ludzkich odruchów. Pan R. mieszkał w blokowisku. M-3 dzielił z kolegą, nie mieli własnych rodzin. Z mieszkania obok kilka razy w tygodniu dochodziły wrzaski i szlochanie kobiety, pan R. widywał jej "pana domu" pod monopolowym "U Heli". Helę widywał u "pana domu" kiedy tamtej hałaśliwej kobiety nie było. Jednak to nie była jego sprawa i nie miał ochoty babrać się w cudzych brudach.

Pewnego wieczoru pan R. został napadnięty przez złodzieja z nożem. Nie miał przy sobie portfela, więc miły pan złodziej pozwolił mu zadzwonić do kolegi z mieszkania. Kolega z niesmakiem odpowiedział, że nie wie, gdzie jest portfel, rozłączył się i poszedł po piwo. Pan R. otrzymał ranę ciętą w podbrzusze i stracił telefon. Dalsze losy nieznane, niepomyślne.

Defetyzm. Defetyzmu krótka historia. Pani N. nigdy nie wierzyła w sens proponowanych jej działań i sytuacji podpychanych pod nosek przez życie. Skutkiem tego nic nie było dla niej dość dobre. Skutkiem tego jest bardzo nieszczęśliwą kobietą i nie wie nawet, dlaczego.

A teraz w drugą stronę!

Jest mnóstwo sposobów na zaszkodzenie samemu sobie i zatrucie życia innym (powyższe cztery wyjątkowo skuteczne). Ale każdy ma do dyspozycji tylko jedno krótkie, poplątane życie i każdy chciałby móc kiedyś powiedzieć, że zrobił coś, z czego jest dumny, że nie zmarnował zbyt wielu szans. A szanse czasem przychodzą same, czasem trzeba się o nie postarać, ale najważniejsze to je dostrzec i korzystać.

Jest takie sformułowanie - "wycisnąć życie jak cytrynę". Czyli? Hmm, łatwiej rzucić hasłem, trudniej się nim kierować. Trudniej! Wiecie, co jest trudniej? Robić coś niż nie robić, starać się niż mieć w dupie. Iść pod górkę niż turlać się w dół. Kiedy chcemy coś osiągnąć, trzeba zacząć działać i nie składać broni pod ciężarem docinków, uśmieszków czy kłód pod nogami. Oczywiste, ale jakoś nie trafia do świadomości, gdy cel wydaje się za trudny do zdobycia.

A psychiczny relaks? Coraz mniej ludzi potrafi tak naprawdę się wyluzować, uspokoić, uwolnić od stresu. Większość wisi jak marionety na własnych nerwach, znajdując sobie co chwilę nowe powody do zmartwienia. Kiedy pani M. idzie wieczorem ze znajomymi na imprezę albo przyjęcie, zapewnia wszystkich łącznie z sobą samą, że wreszcie może odpocząć i się rozerwać. Zajrzyjmy do błyszczącej od lakieru głowy pani M: "Nie mogę zjeść za dużo, bo wyjdę na żarłoka… Ciekawe, co ci tam w rogu powiedzą o mnie po imprezie, spodobałam się czy nie? Szmata już pewnie mnie obmawia, jeszcze zobaczymy, kto będzie górą… Chryste, znowu zabrałam pracę do domu!" Uff, jaka wyluzowana. Potrzebuje mocnego drinka albo długiego snu. Ile razy na imprezie zdarza się spinać i złościć? Nie dajmy innym nas zatruć. Człowieku, co cię obchodzą krzywe uśmieszki, szeptanie po kątach? Rób swoje, to twoja droga. Masz mocne nogi, więc idź.

Zmierzam do tego, że by zacząć cieszyć się życiem, trzeba zastanowić się co jest ważne, co konieczne, co można odpuścić zupełnie, a co tylko na jeden wieczór. I poszukać wokół pozytywnych iskierek, i zbierać je jak grzybki do koszyczka, bo w końcu uzbiera się z nich prywatne, rozgrzewające ognisko. O czym pamiętać? Że radość rośnie proporcjonalnie do ilości osób, z którymi się nią dzieli. Że jest OK. póki nie idziesz po trupach dla własnej uciechy i nie wchodzisz w drogę kogoś, komu nie trzeba w nią wejść. Że nie wszystko, co słodkie, wychodzi na zdrowie i za dużo słodyczy mocno szkodzi. Trzeba umieć docenić wartość tego, co gorzkie i kwaśne. Wtedy nasz sok możemy oznaczyć 100%.

Przeczytaj też:

Obywatele Świata - czyli, jak zrealizować swe marzenia o podróżach

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   86,34 %

Przeczytano razy: 16931

 

Dodatki

Oferty samochodowe