Przejdź do głównej części strony

INTERIA360

Nawigacja

Górne menu

Organizacja, stan i kształt oświaty w Polsce oraz status nauczycieli, przed, po i w czasie wojny

Autor: Andrzej Żmójdzin (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: Sejm Nauczycielski, reforma Jędrzejewicza, Wojciech Świętosławski - uczony światowej sła, okupacja.

Osiągnięcia przekraczały średnią europejską. Niestety, nie zdążyły w pełni zaowocować w ostatnich latach Drugiej Rzeczpospolitej. Reformę przeprowadzono późno, wyszły tylko dwa roczniki maturzystów. Znakomite szkoły funkcjonowały jako tajne przez lata wojny i siłą rozpędu trzy lata po wojnie.
fot. E. Jordan/Stock.Xchng

fot. E. Jordan/Stock.Xchng

Organizacja, stan i kształt szkolnictwa polskiego, podstawowego i średniego oraz status nauczycieli, przed, po i w czasie wojny. Część I:

Państwo polskie w okresie międzywojennym miało silne i słabe strony, sukcesy i porażki. Z pewnością najbardziej spektakularnym osiągnięciem była nowa organizacja nauczania szkół podstawowych i średnich. Osiągnięcia przekraczały średnią europejską miarę. Niestety, nie zdążyły w pełni zaowocować w ostatnich latach Drugiej Rzeczpospolitej. Reformę przeprowadzono zbyt późno, wyszły z niej tylko dwa roczniki maturzystów. Później te znakomite szkoły funkcjonowały jeszcze jako tajne przez lata wojny i siłą rozpędu dalsze trzy lata po wojnie.

Ostatnie prawdziwe matury na pełnym poziomie przypadły na rok 1948, potem już zaczął się okres psucia i manipulacji, po roku 1950 szkolnictwo polskie docelowo miało naśladować model sowiecki, jeden z najniższych. Piszę to z własnej obserwacji, w latach 1948, 49 i 50 uczestniczyłem w czterech komisjach egzaminacyjnych. Jednocześnie drastycznie obcinano programy i ilość lat nauki, matury uczniowie składali w jedenastej, a potem nawet dziesiątej klasie, żałosny widok. Jedynie stara kadra nauczycielska chroniła jeszcze przez kolejne kilka lat system przed osiągnięciem dna, ale w roku 1954 było już blisko, choć nie aż tak źle, jak w ZSRR. Potem już gorzej być nie mogło, tylko lepiej; po roku 1956 sytuacja trochę jakby zaczęła się poprawiać.

Jednak przez jedenaście lat, polski model szkolnictwa zdecydowanie wyprzedzał średni w Europie i USA, w każdym razie dotyczy to szkolnictwa ogólnie dostępnego. Tylko ekskluzywne szkoły europejskie, zwłaszcza prywatne szwajcarskie, oraz niektóre elitarne licea francuskie i angielskie przewyższały polskie w 1939r.


Po zakończeniu I wojny światowej i polsko- bolszewickiej jeszcze około dekady funkcjonował system przyjęty z trzech państw zaborczych w czasie, gdy Polska była w niewoli. Z pewnymi różnicami, były to obowiązkowa czteroklasowa szkoła podstawowa i opcjonalne ośmioklasowe gimnazjum ogólnokształcące. Różne szkoły zawodowe i prywatne nie zapewniały matury (za wyjątkiem jednego typu, tzw. szkoły realnej, która była uważana za równorzędną z gimnazjum, ale z ograniczeniami, nie dla studiów humanistycznych).

 Wprawdzie już w 1919r tzw. Sejm Nauczycielski zalecił reformę, obejmującą powszechne nauczanie w zakresie sześciu klas szkoły podstawowej i następnie albo siódma klasa kończąca naukę jako minimum, albo kontynuacja w szkoły średniej. Ale w kraju, zdewastowanym przez wojny i odbudowującym się z ruin i rabunkowej okupacji, trudno było znaleźć środki nawet na dotychczas istniejący system edukacji i sytuacja raczej się pogarszała niż polepszała. Uchwała miała wpływ tylko na opinię publiczną, stanowiła deklarację i weszła do realizacji dlatego, że ówczesnemu rządowi zabrakło innych sukcesów. Dopiero po ożywieniu gospodarki, gdy mijał wielki kryzys światowy, w 1932 roku ówczesny minister i następnie premier Jędrzejewicz, którego nazwiskiem nazwano reformę, zaczął ją realizować. Rząd sanacyjny nie cieszył się wciąż popularnością i realizacja jednego z haseł, miała poprawić te notowania, co w niczym nie umniejsza osobistej zasługi J. Jędrzejewicza. Odejście od starego modelu, ośmioletniej szkoły średniej do czteroletniego gimnazjum i następnie dwuletniego, a wyjątkowo trzyletniego liceum zostało inteligentnie przemyślane i starannie opracowane

Tym niemniej, popularny z początku program stał się kontrowersyjny i spotykał się z opozycją, albo ostrą negacją, nazywano go udawaniem, pozorną reformą. Pierwsze dwie klasy dawnego Gimnazjum przesunięto  z uproszczeniem do szkoły podstawowej, a dodano klasę siódmą, która miała wykształcić umiejętność samodzielnego myślenia i jednocześnie pozostawić pogląd na pozostały program szkoły średniej tak, żeby uczeń mógł do nie w przyszłości wrócić. Jednak wciąż jeszcze współistniały szkoły czteroklasowe, szczególnie w rzadko zaludnionych i biednych obszarach. W zasadzie, po ukończeniu czterech klas większe już i silniejsze dzieciaki miały przejść do najbliższej większej szkoły, sześcio- lub siedmio-klasowej. Ale było to często nierealne, zarówno ze względu na odległość jak i brak miejsc w szkołach zreformowanych. Po prostu nie starczyło środków, pieniędzy. Angus zaczynając szkołę nie rozumiał tych spraw, ale pamięta, że jeszcze w roku 1935 prasa pisała, że około miliona dzieci podlega dyskryminacji, nie mogąc ukończyć kształcenia w szkołach wiejskich. Dziwne, sądził, że to on jest dyskryminowany, a tamci to szczęściarze.

Być może to przyczyna, że matka wysłała go do najlepszej w mieście, ale niewyobrażalni drogiej szkoły prywatnej, gdzie mógł uczyć się za astronomiczny koszt, 60 zł miesięcznie. Czuł się winny do tego stopnia, że w desperacji zmusił się pracy dla dobrych wyników. Uczniowie którzy osiągali przeciętną ocenę ponad dobrą, mogli starać się o obniżkę opłaty do połowy. To jeszcze wciąż była ogromna suma i nadal czuł się winny. Na wojnie schemat był podobny, uczęszczał na prywatne lekcje i rodzice płacili ciężki pieniądze nawet, jeśli wszyscy nie mieli prawie nic do jedzenia. Ale okazało się to najlepszą inwestycją, jedyną udaną. Było warto.


Reformę ukończył minister Wojciech Świętosławski, uczony o światowej sławie, profesor (i rektor) Politechniki Warszawskiej, przekształcając ją w sukces. Cóż, miał do dyspozycji więcej pieniędzy, gospodarką rosła, ale przede wszystkim osiągnął to dzięki lepszym programom i podręcznikom. Wybrał do tego celu właściwych ludzi, wielu z Lwowa, tak, że jego przeciwnicy nazywali ich często "kliką", czy "bandą ze Lwowa". Ale to był świetny wybór, nawet teraz przetrwała pamiętać nazwisk, na przykład Banach i Stożek, Tołłoczko i wielu innych. Obok znakomitej kariery naukowej, stworzyli wspaniałe podręczniki dla nowych szkół.  Nawet Puer Romanus, Juvenus Romanus, Vir Romanus i Res Publica Romana to esencja piękna w pigułce, zamiast dawnego klepania na blachą łaciny.

Od czasu "Komisji Edukacji Narodowej" w XVIII wieku z Potockim, Kołłątajem i Staszicem dawna Rzeczpospolita ani nowa Polska nigdy nie miała ludzi tak wielkiego formatu. Zadziwiające, rzadki zbieg okoliczności, że przed ostateczną katastrofą, zarówno pierwsza jak i druga Rzeczypospolita pozostawiła dobre szkoły, gdzie uczniowie poznali i kontynuować najlepsze tradycję. Po latach niewoli państwo dzięki nim, zdołało się odrodzić się jak Feniks z popiołów. Jedyną wadą może być, że ich absolwenci byli zbyt dobrzy, aby przeżyć. Zbyt wielu ginęło, najlepsi jako pierwsi. Okupanci w ostatniej wojnie, starali się wytępić wszystkich ludzi wykształconych, a w miarę możności najpierw, szlachetnych idealistów. Na szczęście nie dotarli do wylęgarni.
Angus zaczął uczęszczać do szkoły już zreformowanej, nowego typu, było już sześć klasy szkoły podstawowej. Ale spory i kontrowersje trwały nadal, w szkołach średnich dopiero wprowadzano czteroklasowe gimnazja oraz dwa lub trzy klasowe "licea", ze zróżnicowaną specjalizacją.

Opcjonalna, siódma klasa szkoły podstawowej przeznaczona dla dzieci kończących edukację, było nowością. Tym bardziej, że nie we wszystkich gimnazjach metody nauczania zmieniono. Mieli tutaj chociaż krótką okazję zetknąć się z otwartym, swobodnym, dyskusyjnym sposobem stawiania problemów zamiast dotychczas rygorystycznego "siedzenia  i słuchania". Do swobodnej dyskusji problemów zaczerpniętych z życia, bez tematów tabu. We wszystkich klasach, zarówno kończący szkołę i gimnazja zwłaszcza licea lekcje powinny być inteligentnie i starannie przystosowane do nowych metod. Mówiąc krótko, końcowe klas powinny przygotować uczniów do prawdziwego życia, a do tego z pewnością trzeba było wychowawców z otwartym umysłem. Co rozpoczęło się, powinny być dalej rozwijane. Pierwszym i najlepszym krokiem były nowe programy i wspaniałe, piękne napisane podręczniki. Naprawdę, wielka reforma była jeszcze w toku. Jednak sukces był oczywisty i poczucie, że musi być lepiej. To przyciąga najlepszych ludzi.

Nie wszystkie szkoły podstawowe wprowadziły opcjonalne siódme klasy. W głębokiej prowincji, były szkoły z niewielką liczbą dzieci i nauczycieli (czasem tylko jednym), nieraz funkcjonował nadal stary, czteroklasowy typ. Wystąpiły problemy z otwarciem nawet obowiązkowych, piątych i szóstych klas, nie mówiąc o siódmej. Przyczyna zawsze ta sama , brak pieniędzy.
Krótko mówiąc, nawet jeśli reformy nie udało się dokończyć i pozostało wiele problemów, dała kilka pokoleń ludzi na wysokim poziomie. Młodych, wspaniały idealistów. Oczywiście, ani szkoła, ani edukacja nie może zmienić prawdziwej natury człowieka. Jedna bez najmniejszej wątpliwości, te pokolenia nadprzeciętnych młodych ludzi które weszły wtedy w życie, walczyły (i niestety wielu zginęło na wojnie), to zasługa tych - naprawdę dobrych szkół. Część honorowego zachowania polskiej młodzieży w II wojny światowej i dalszych tragicznych latach wynikła z ich pięknej tradycji i wychowania.

Na szczęście, w najgorszych latach, szkoły wzorowane przemocą na radzieckich, nigdy nie przekształciły się na tak złe, jak w ZSRR. Na drodze kompromisu między presją tyranii i ludzką naturą pozostałych nauczycieli, przetrwała dawna, lepsza tradycja. Pozycja profesora szkoły średniej, jak wynika z powyższego, była komfortowa, nauczyciel szkoły powszechnej, choć skromniejsza, zadawalająca. Po kilku latach przepracowanych jako nauczyciel kontraktowy i wykazaniu się w środowisku, kiedy otrzymał pozycję profesora mianowanego, stawał się praktycznie niezależny i prawie nieusuwalny. A także, odpowiednio do tej pozycji społecznej wynagradzany.

Zmieniło się to po wojnie, podobnie jak w ZSRR pensje spadły do najniższych, ale mimo to, przez kilka lat zawód cieszył się jeszcze wysokim prestiżem.

Szkoły średnie i nauka w okresie okupacji

Pod okupacją, nauka w gimnazjum była zabroniona. Budynek gimnazjalny, duży reprezentacyjny gmach wraz z przyległym terenem, a także budynek naprzeciwko położonej nowej szkoły powszechnej z boiskami został zajęty przez Armię Niemiecką, stacjonowało tam wojsko. Potem, w roku 1941 i pierwszej połowie 1942 boiska ogrodzono dodatkowo drutem kolczastym i urządzono wprost na dworze obóz przejściowy dla jeńców rosyjskich. Tam właśnie obserwował Angus opisane uprzednio, makabryczne sceny.

Jednak już w 1940 r. gimnazjum zaczęło znów funkcjonować, chociaż oczywiście nie w dawnej siedzibie i nie legalnie. W okupowanym kraju, powstały podziemne władze Rządu Emigracyjnego, a tajna delegatura tego rządu zorganizowała następnie delegatury okręgowe i powiatowe, spełniające rolę dawnych województw i powiatów. Jedną z pierwszych spraw było odtworzenie systemu oświaty. Oczywiście, warunki nauki były całkiem inne, lekcje odbywały się w różnych i zmieniających się miejscach, przeważnie w prywatnych domach i małych grupach, po kilka do kilkunastu osób. Zespół nauczycielski pozostawał prawie ten sam, co przed wojną, a chociaż zmniejszano liczbę godzin każdego przedmiotu, co oczywiście powodowało przełożenie większego nacisku na pracę domową uczniów, małe grupy wymagały więcej nauczycieli. Dlatego szkoła sama dobierała sobie nauczycieli pomocniczych - formalnie, według dawnej terminologii byliby to nauczyciele kontraktowi. Praktycznie przyjmowano wszystkich z wyższym wykształceniem w danym zakresie, a dawni profesorowie mianowani, formalnie odpowiadali za poziom swego przedmiotu i egzaminy.

Ciąg dalszy nastąpi. Por. andrzej-anonimus.com/pl, Rozdział 14

Przeczytaj też:

Walki bratobójcze skrajnej lewicy i prawicy, koniec federacji, państwa Zgody Narodów

Przeczytano razy: 7358
Oceń tekst:
OCENA: 58%
  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
 

Ostatnio dodane

Niezwykła śluzaNiezwykła śluzaŚluzy w Hohensaaten są ewenementem, nie widziałem żadnych podobnych ani w Niemczech, ani w Holandii, ani w Belgii. Owszem wiele z nich zamykana jest stalowymi zasuwami, jednak wznoszą się oneczytaj więcej

Dodatki


Wasze komentarze (37)

Dodaj komentarz

~Das perfekte Dinner. -

Panie Hmmm.częściowo się zgadzam,ale tylko częściowo.Moja córka,rocznik 1990,pierwsza klasa podstawowa,na koniec roku otrzymaliśmy z żoną oprócz cenzurki ,także ćwiczenia ,w 1\3 zapisane(czytajcie,tyle ich nauczycielka nauczyła).Jazda,zmiana szkoły i co?34-ech uczniów i jedna nauczycielka,ok teraz najlepsze,to coś z czym się z Autorem nie zgadzam.Urodziłem się w 1968 roku,moje klasy liczyły przeważnie od 34-39 uczniów(boom demograficzny w Polsce,pamiętacie?)jakoś to szło,jak nauczyciel złapał kogoś w szkole podstawowej na paleniu papierosów,szkoła huczała przez cały rok,picie alkoholu?W podstawówce?Podejrzewam,że rodzice takiego dzieciaka ,byli by "internowani"do 1989 roku,wtedy wszystkich wypuszczali,i wszyscy byli "polityczni".W trzeciej klasie mojej córki ,dowiedziałem się co to jest ADHD,(Taki mały gutek,co chodzi do czwartej klasy i musi jarać).Jedna nauczycielka,która boi się o swoja posadę,dobra kobieta,ale też mająca rodzinę.Życie,jak by niektórzy powiedzieli.W 2003 urodziła mi się następna córa,w 2006 wyemigrowałem do Niemiec z całą rodzinką(nie pochodzę ze Śląska,nie mam tzw.pochodzenia,mam fach w ręku, po prostu ).We wrześni tamtego roku ,najmłodsza ,poszła w wieku sześciu lat ,do pierwszej klasy.Co się okazuje?-na 14-ro dzieci,trzech nauczycieli,można?Można.Pozdrawiam ludzi,którzy odważyli się na to ,co ja.

~olo -

poziom , natworzono gminnych sorbon , bo niedouczonymi baranami dobrze się rządzi , nie myślą nie analizują i jest ok , władza kreci lody - ale do czasu dzban wodę nosi!!!!

~Collibri -

Fanką dawnego (czyt. lata 60-te) systemu oświaty nie jestem - za dużo słyszałam o uczeniu się tajników uprawy roli i budowy sprzętu gospodarskiego (liceum ogólnokształcące!!) od mojej mamy. Chwalę jednak system nauczania z czasów mojej szkoły (późne lata 90-te - czyli jeszcze tzw. stara matura) - jasne było czego ode mnie się wymaga na maturze, co muszę wiedzieć aby mieć szansę na studia. Matura miała swój poziom, sprawdzała wiedzę odpowiednio. Teraz mamy nową maturę - o pożal się Boże poziomie, mamy nowych maturzystów - o pożal się Boże żądaniach i wyobrażeniach o własnym geniuszu, mamy w końcu studentów, którzy nie potrafią najprostszych rzeczy, niegdyś wymaganych w liceum. A wszystko to ponieważ z uporem maniaka próbujemy skopiować amerykański system nauczania - system na którzy sami Amerykanie narzekają.

~Maruda -

Autor opracowania pisze ,że brał udział w komisjach maturalnych w latach 48-50. Musiał zatem byc w wieku minimum 25-30 lat, czyli tera ma około 85-90 lat. Gratuluję pamięci.Tylko czy zachowany obraz nie jest zbyt idealny. Pamięć wsteczna zawsze jes dobra ale podkolorowana.

~tomekk -

w podstawowce mialem chyba z 30 przedmiotow, uczylem sie o takich totalnie nieprzydatnych pierdolach jak podzial komorkowy dlugosc wisly..i tak nikt nic z tego nie pamieta po 2 tygodniach ale kuc jak nienormalny trzeba bylo..kazdy kto chce isc na biologie/chemie/goegrafie i tak to samo musi przejsc w liceum czy na studiach..wiec po co uczyc tego male dzieci? zamiast uczyc je MYSLEC, czy SAMODZIELNIE rozwiazywac problemy, uczymy je kombinowac (sciaganie) - bo przeciez nikt normalny nie bedzie tego wszystkiego wkuwal na pamiec...a konczy sie to tym ze zamiast wynalazkow i patentow mamy w kraju montownie i fabryki dla zagranicznych producentow

~edukator -

Wtedy nieliczni mieli dostep do edukacji.I niech nikt nie bredzi ze to komunisci cos popsuli,oni wprowadzili system powszechnej edukacji wyzszej,tak jak na zachodzie. Problem w tym ze Polacy popsuja nawet to co wszedzie indziej dobrze dziala.

~Valdemaras -

To prawda,że jest to kpina,ale jak ulał cała, ta sytuacja,wraz ze skutkiem jakim jest wtórny analfabetyzm,rosnący obskurantyzm i ciemnota,pasuje do polskiego państwa wyznaniowego,tak ,tak,wyznaniowego nie demokratycznego.Nie tak dawno w jednym z programów,"boso przez świat",moralizujący błazen cejrowski powiedział;po co większości edukacja,wystarczy,że pisać i czytać będzie umiał misjonarz.A tak na marginesie,dlaczego mówię o cejrowskim jako klaunie!? - Bo równie dobrze mógłby jeden ze swoich cykli programowych przeprowadzić w obozie zagłady,gdzie jak ulał pasowałaby tam jego odzywka - cytuję; "To my jemy za dużo,oni jedzą w sam raz.

~GodSaveEU -

wyzej tym gorzej.Najnizszy poziom maja polskie uczelnie wyzsze.Bez bazy badawczej, kontaktow,pieniedzy.Czasem w dziedzinach teoretycznych ktos dzieki wlasnej determinacji i kontaktom cos osiagnie,ale nie dzieki szkole.

~ad -

Teraz szkoła też była by lepsza gdyby nauczanie prowadzić w małych grupkach. Zupełnie inaczej uczy się takich, którzy narażają życie aby zdobyć wiedzę (nauczyciele też), a bo za tajne komplety groziło rozstrzelanie. Inaczej uczy się w 36 osobowej klasie, w której może jest parę zainteresowanych, większość obojętnych, a kilku zagraża zdrowiu innych. Rozwiązanie problemów oswiaty jest bardzo proste. -klasy 15 osobowe -zniesienie obowiazku szkolnego (tylko podstawówka) -korelacja zarobków z poziomem wykształcenia(to niewykonalne) Przedwojenna matura to było coś,a ludzie z wyższym wykształceniem byli poszukiwani bo było to kilka pocent najzdolnieszych i najbardziej pracowitych. Dzisiaj pewnie z 90% trzydziestolatków ma magistra czy też licencjat. Owszem poziom nauczania jest ważny, ale nie da się zrobić 90% elity.

~PIK -

STUDIACH A NIC NIE UMIE,LICZY SIĘ ILOŚĆ WYKSZTAŁCONYCH A NIE JAKOŚĆ