Przejdź do głównej części strony

INTERIA360

Nawigacja

Górne menu

Śladami Odyseusza

Słowa kluczowe: Italia, turystyka, mafia, Odyseusz, Scylla

Pokaz zdjęć
Zdjęcie: 1/7
  • Galeria: Scilla to piękna miejscowość
    południowych Włoch. Jest kolejny
    miejscem nierozerwalnie związanym z
    mitologią grecką. Scilla bowiem, to
    nie tylko nazwa uroczego miasteczka ale
    też imię potwora, który żyje tam do
    dziś.
  • Zdjęcie: Według mitologii greckiej Charybda i
    Scylla to dwa potwory morskie, ongiś
    zamieszkujące Cieśninę Mesyńską,
    postrach żeglarzy i podróżników.
  • Autor: MariaMagdalena
  • Wyświetlono: 1866 razy
dodaj komentarz

Komentarze 4

Oceń zdjęcie z galeriiOcena: 55%
  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu

Dodatki

Poleć:

Wasze komentarze (4)

Dodaj komentarz

~rhegium -

Krwawe żniwo Kongregacji Kanonicznej Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz W końcu lat sześćdziesiątych XX w. watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych postanowiła zweryfikować całą listę świętych. Zakupiono w tym celu „mózg elektronowy" (komputer), w którym gromadzono informacje o świętych. W wyniku tego przedsięwzięcia wielu świętym zdjęto aureolki. Nie obyło się przy tym bez zgrzytów i ostrych protestów. W początkach chrześcijaństwa, kiedy „żyło" najwięcej świętych nie było żadnych kryteriów takich jak dziś do zaliczania danej osoby w poczet świętych. Nie było procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Wystarczy, że kogoś ukamienowano, to taką osobę uznawano za świętą. Jeśli pamięć o danej śmierci męczeńskiej utrzymywała się do średniowiecza, to wpisywano ją na listę świętych, do kalendarza liturgicznego. Były to czasy, kiedy ścisłość faktów nie miała żadnego znaczenia. Nie było też wielkich wymogów moralnych zostania świętą osobą."W średniowieczu większość przekazów i wierzeń dotyczących świętych była odbiciem różnych legend, klechd rycerskich, pobożnych opowiadań pątników i mnichów, ożywionych silną wiarą i nie mniej bujną wyobraźnią. Budujące obrazy z życia konkretnych ludzi oraz zjawiska cudów przekreślających prawa natury były dla umysłowości przeciętnego człowieka tamtej epoki o wiele bliższe, bardziej zrozumiałe i silniej oddziaływały dydaktycznie od pojęć oderwanych, abstrakcyjnych." [ 1 ] Komisja weryfikacji świętych dokonała istnej rzezi na liście świętych. Setki imion musiało zniknąć z kalendarza liturgicznego. Byli to przeważnie tacy święci co do których było wiele podstaw aby sądzić, że nigdy nie istnieli, ze byli tylko odbiciem jakiejś legendy. I tak dostało się św. Jerzemu smokobójcy, św. Barbarze, jednemu ze świętych Mikołajów. Święty Szymon Słupnik okazał się chorym na katatonię. Współcześni lekarze, specjalizujący się w historii medycyny, studiując dostępne życiorysy Szymona doszli jednogłośnie do wniosku, że był on po prostu chory psychicznie. Katatonia objawia się zmianami napięcia mięśniowego oraz zredukowaniem funkcji psychomotorycznych aż do stanów osłupieniowych. Jej najczęstszym objawem jest znieruchomienie, czasami całkowite. W społeczeństwach prymitywnych, które nie znały istniejących chorób psychicznych oraz możliwości leczenia „nawiedzonego", ludzie tacy uważani byli (i są) za „nawiedzonych przez Boga". Na liście świętych okazało się gościć wielu mniej lub bardziej chorych psychicznie, których choroba poczytywana była za działanie sił nadprzyrodzonych. Nie obyło się bez licznych protestów. I tak np. ludność Neapolu oburzyła się na wiadomość o skreśleniu ich świętego Januarego, patrona grobu pod Wezuwiuszem. W miejscowej katedrze znajduje się ampułka z ciemnym, krwawobrunatnym proszkiem, który uznawany jest za krew świętego. Regularnie dwa razy w roku, w ściśle określonych dniach i godzinach, relikwia zmienia się z proszku w płyn, który się burzy. W uroczystości związanej ze wzburzeniem krwi świętego Januarego biorą udział, obok tłumów wiernych , członkowie miejscowej hierarchii kościelnej oraz przedstawiciele arystokratycznych rodzin, które od wieków mają tradycyjne prawo ustalania, czy krew wzburzyła się, czy też nie. Tradycja głosi, że jeśli to nie nastąpi, na Neapol lub całe Włochy spadną klęski i nieszczęścia. Liczne komisje stwierdziły ponad wszelką wątpliwość, że rzeczywiście proszek w ampułce zmienia się w określonych dniach roku w musujący płyn. Eksperci kościelni doszli jednak do wniosku, ze fenomen, który powtarza się z dokładnością szwajcarskiego zegarka, nie jest cudem. Jeden jedyny cień na ten cud rzuca pewne wydarzenie z przeszłości. Otóż po zajęciu Neapolu przez wojska Napoleona, nastawione niechętnie do Kościoła i papiestwa, w oznaczonym dniu krew świętego Januarego nie wzburzyła się. Wywołało to głębokie zaniepokojenie wśród ludności miasta. Sądzono powszechnie, że bezbożni rewolucjoniści ściągną na Włochy przerażające kataklizmy. Marszałek Murat, mianowany później przez Napoleona królem Neapolu, dowiedziawszy się, że niespełnienie się cudu wywołało napięcie w mieście, wezwał arcybiskupa i zakomunikował mu, że albo krew się w katedrze wzburzy w ciągu 24 godzin, albo ekscelencja zostanie rozstrzelany. Święty okazał dbałość o życie dostojnika kościelnego, ponieważ cud spełnił się już po kilku godzinach... Przypisy: [ 1 ] Watykan z daleka i z bliska" - Zdzisław Morawski - Książka i Wiedza 1987 Mariusz Agnosiewicz Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm. Anatomia kolaboracji (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011). Koordynator ceremonii humanistycznych. Strona www autora Liczba tekstów na portalu: 585 Pokaż inne teksty autora Oryginał.. (link) (Ostatnia zmiana: 03-05-2004)

~rhegium -

Legenda o św. Jerzym Anegdotka opowiedziana przez Stefana Kisielewskiego: Rozgniewany [Stanisław Mackiewicz-Cat, były premier emigracyjny] zadzwonił tu: — Co ten wasz szef wyrabia? — ...Jaki szef? — No ten Jan XXIII. — No cóż ci takiego złego zrobił Papież? — Jak to, skasował św. Jerzego, czy on zwariował? Święty Jerzy — patron Litwy, patron Anglii. Ja mówię: — Tak, ale podobno św. Jerzy nie istniał. A Mackiewicz: — To co z tego. A Pan Bóg istnieje? Św. Jerzy ze smokiem, 1455-1460, Paolo Uccello Legenda o św. Jerzym Jacek Kaczmarski z płyty Między nami Zabił święty Jerzy smoka, w płaszcz z atłasu wytarł miecz. Czarna zdobi go posoka. Smocza śmierć — rycerska rzecz. Odrąbanym skrzydłem gadzim mąż opędza się od much. Dowód triumfu w sakwę wsadził komplet świeżych smoczych kłów. Święty Jerzy, święty Jerzy, smok bezzębna paszczę szczerzy, chociaż już się nic mu nie śni. Zabić gada los ci każe, żebyś trafił na ołtarze. Ale to nie koniec pieśni. Zasłużoną karmił sławą smokobójcę wdzięczny lud i podziwiał sakwę krwawą z której snuł się smoczy smród. Rycerz pocił się w purpurach wśród koronowanych głów i nie było trubadura co nie śpiewałby tych słów. Święty Jerzy, święty Jerzy, gadzi zewłok w prochu leży, na robactwa żer i pleśni. Zabić smoka los ci kazał byś się znalazł na ołtarzach. Ale to nie koniec pieśni... Wszędzie swą postawił stopę, wszędzie dowiózł gadzi sąd. Pokrył świat swój świętym tropem, aż posiwiał, schudł i zwiądł. A z rozprutej sakwy Ś krok po kroku kieł za kłem i odrastał smoczy pomiot z triumfu dobra drwiąc nad złem Święty Jerzy, święty Jerzy, święty sen ci się należy, wymęczyli cię współcześni. Bo uprawiać smokobicie łatwiej jest niźli walczyć z życiem. Ale to nie koniec pieśni. Umarł rycerz, a w Kościele rozprawiano parę lat, jak podzielić jego szkielet, bo relikwii żąda świat. Smoków się wyraja mrowie, za to świętych nigdy dość, sprawiedliwie ktoś podpowie — mit za mit i kość za kość. Święty Jerzy, święty Jerzy, liczą kości buchalterzy, ile w nich się wiary zmieści. Niepisany sen twym szczątkom musisz zacząć od początku. I nie będzie końca pieśni Oryginał.. (link) (Ostatnia zmiana: 12-08-2006)

~Kocio -

Przyznaję,MM,że masz dobre oko do kompozycji fotograficznej.Zdjęcia równie piękne :-)