Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Wykończą nas!

Autor: Sebastian Ottenbreit (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: Lubin, SB, komunizm, PRL, stan wojenny, sierpnień, sąd, Solidarność

Grupa demonstrantów niesie rannego w głowę Michała Adamowicza/fot.Krzysztof Raczkowiak

Grupa demonstrantów niesie rannego w
głowę Michała Adamowicza/fot.Krzysztof
Raczkowiak

31 sierpnia mija 25. rocznica „Wydarzeń lubińskich”. Poległo trzech manifestantów, kilku odniosło rany i obrażenia. Winnych tej zbrodni skazanoŚ Czy sprawiedliwie? Czy powinno się karać funkcjonariuszy Służb Bezpieczeństwa za to, co zrobili 20, 30 lat temu? Szukamy sprawiedliwości, czy popadliśmy w paranoję?
Michał Adamowicz, górnik, miał 28 lat osierocił dwójkę dzieci, żona Wanda nigdy nie wyszła ponownie za mąż. Zginął od postrzału w głowę. Mieczysław Poźniak, elektromonter, miał 26 lat, kawaler. Andrzej Trajkowski, elektryk, miał 32 lata, osierocił czworo dzieci. Trzej mężczyźni stracili życie, żony straciły mężów, dzieci straciły ojców, bo ZOMO strzelało z broni z ostrą amunicją. Manifestanci byli bezbronni, ludzie w popłochu uciekali, ratowali życie.

W drugą rocznicę Sierpnia mieszkańcy Lubina postanowili wyjść na rynek, by ułożyć wspólnie ułożyć krzyże z kwiatów i pokazać, ze Lubińczycy pamiętają. Śpiewano pieśni narodowe, to była manifestacja pokojowa. Na wieść o demonstracji, na rynku pojawiły się siły porządkowe. Nikt nie brał pod uwagi masakry, jakiej dokonali ZOMO-wcy. Po wydarzeniach lubińskich milicja twierdziła, iż nie wydano rozkazy strzelania, co inne po latach zeznali byli funkcjonariusze. Komuniści działali świadomie, więc domniemywać można o celowym zabójstwie Adamowicza, Trajkowskiego i Poźniaka. Każdy demonstrant był celem, każdy z manifestantów mógł zginąć. Zapewne wielu uczestników wiecu, do dziś myśli: „To mogłem być ja". Nie było zagrożenia życia funkcjonariuszy, mimo to ZOMO z KW MO z Legnicy otwiera ogień. Rozpoczęło się „polowanie"

> „Wykończą nas!" - krzyczały uciekające kobiety. Według świadków kule świstały nad głowami demonstrantów, liście spadały z drzew, tynk odpadał z domów. Pociski były prawie wszędzie, nie obyło się bez pistoletów maszynowych. Jak stwierdził na jednym z procesów sadowych oskarżyciel posiłkowy Henryk Rossa: „milicjanci strzelali do bezbronnych ludzi jak do kaczek". Wozy milicyjne jeździły po mieście i urządzały sobie polowania na grupki osób. A artykule Piotra Baczka z Tygodnika „Głos" z 7 września 2002r. możemy przeczytać o incydencie, jaki opowiedział fotoreporter zeznający w czasie procesu: „Na pustej ulicy, milicjant siedzący w otwartych bocznych drzwiach wolno jadącej nyski strzelił do kobiety idącej z dziecinnym wózkiem. Świeca dymna utkwiła w koszyku pod wózkiem. Słyszałem głośny rechot." Poznając takie kulisy wydarzeń lubińskich, coraz bardziej jestem przekonany o słuszności ukarania winnych.

>Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał byłego milicjanta Jana M. na 3,5 roku więzienia. Uznano go za winnego śmierci trzech demonstrantów. Czy to mało? W obliczu pozbawienia życia trzech osób, wyrok wydaje się niski. To właśnie Jan M. wydał rozkaz użycia broni, by rozproszyć manifestację. Prokurator domagał się 9 lat więzienia, a oskarżony uniewinnienia. Jan M. opuści rodzinę i przyjaciół na 3,5 roku, natomiast Michał Adamowicz, Andrzej Trajkowski i Mieczysław Poźniak pożegnali się z bliskimi na zawsze. Czy to jest sprawiedliwe? W ostatnich latach rozgorzała w naszym społeczeństwie dyskusja na temat słuszności powoływania do odpowiedzialności karnej byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa.  Po dojściu do władzy, PiS zapowiadał „rozliczenie z przeszłością".

>Pojawiły się informację o karierach napędzanych przez PZPR, prześladowaniach, nie milkną doniesienia o kolejnych teczkach IPN „na kogoś". Nie dajmy się ponieść emocją. Sprawiedliwość a paranoiczne szukanie winnych to, co innego. Moim zdaniem powinno się karać ludzi za popełnione czyny bez względu na to jaką pełnił funkcję kiedyś i pełni dziś. Rozwiązywanie sprawy zbrodni komunistycznych należą do IPN, prokuratorów, historyków. Coraz częściej przeszłością ludzi z pierwszych stron gazet zajmują się dziennikarze. Według mnie media nie mogą oskarżać kolejnych osób o „współpracę" na podstawie wzmianek wyczytanych w jakiś aktach, teczkach. Jestem za karaniem byłych funkcjonariuszy, ale przeciwko pochopnemu wydawaniu wyroków przez media.

>Nie będę przytaczał argumentów za i przeciw w tym artykule, ponieważ ocenę słuszności karania byłych funkcjonariuszy pozostawiam do ceny każdemu człowiekowi z osobna. Moralność i człowieczeństwo nie pozwala na jednogłośne potępienie wszystkich SB-ków. Chyba dla nich największą karą jest świadomość, co zrobili i nasza pamięć o ich czynach. 

>

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   56,69 %

Przeczytano razy: 1630

 
  • Rozliczanie przeszłości PZPR
    ( 2007-11-25 18:39)
    ~xxx

    Równiez jestem za rozliczeniem ludzi
    działającym w aparacie władzy komunistycznej. I
    równie...


Dodatki


Informacje dodatkowe