Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Szczęście, które tak strasznie przeszkadza innym

Autor: KenG3011 (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: singiel, życzliwi, samotność, związek

fot. J. Meyer/Stock.Xchng

fot. J. Meyer/Stock.Xchng

Życie w pojedynkę. Temat szeroki jak rzeka: samotność z wyboru czy życiowa niezaradność? Kaprys czy porażka, do której wstyd się przyznać? Budzi współczucie czy tak naprawdę... zawiść?

Korespondencja z jedną z czytelniczek natchnęła mnie na ponowne poruszenie jakże rozdmuchanego tematu singli. Nawet dziś trudno niektórym pojąć, że są osoby spełnione w życiu, aczkolwiek niebędące jednocześnie w żadnym związku. Po prostu są same, bez drugiej połówki, co nie znaczy, że dręczy je uporczywa samotność. Wręcz przeciwnie, ku niezrozumieniu i, co smutne, zawiści zazdrośników i fałszywie współczujących "nieszczęścia" ludzi z kompleksami.

Gorsi?

Ja naprawdę rozumiem, że są ludzie, którzy bez partnera czują się niedowartościowani i gorsi, choć uważam, że jest wiele innych sposobów "terapii" niż łapanie się pierwszego lepszego w miarę zainteresowanego człowieka, żeby tylko nie być samemu. Według mnie to żałosne, bo oznacza niesamowite zakompleksienie i uważanie siebie za niewiele wartą osobę. Trzeba się podeprzeć kimś, kto dostrzegł w nas coś wartościowego ("Mam kogoś, ktoś mnie zechciał, czyli jestem fajna"). Ponieważ dużo częściej robią tak kobiety - mężczyźni, z tego, co obserwuję, nie czują potrzeby dowartościowywania się w ten sposób - skupię się, zatem na nich.

Jestem w związku od kilku lat, ale uważam, że i bez mojego ukochanego stanowię całkiem interesującą całość, nie jestem tylko połówką jabłka. Wcześniej czekałam na księcia z bajki i żyłam sobie w tym czasie zupełnie szczęśliwie, czego nie mogły zrozumieć niektóre koleżanki i niestety, również koledzy. Kilku z nich zerwało ze mną kontakt, kiedy zrozumieli, że nie mają szans na więcej niż koleżeństwo. Mało rzeczy może wpłynąć na męskie ego tak boleśnie jak odrzucenie przez "samotną", która wszak powinna umrzeć z radości na samą myśl, że ktoś okazał jej zainteresowanie.

Co w tym złego?

Wielu ludzi uważa, że singiel to tak naprawdę samotny, który strasznie chciałby kogoś mieć, ale z jakichś względów nie może. Albo jest wyjątkowo szpetny (tyle, że to przeczy wielu przypadkom długich związków "pasztetów" i ich ślubów w wieku dużo młodszym niż ich atrakcyjnych znajomych) albo ma beznadziejny charakter, albo jest w jakiś sposób "ułomny" i nie umie ani zdobyć ani zatrzymać partnera na dłużej niż jeden numerek. Dobrze, ale to jest właśnie osoba samotna, nie singiel. Nie wiem, czemu to takie trudne - pojąć, że jest ogromna różnica między człowiekiem, który jest sam, bo nie może sobie nikogo znaleźć, a człowiekiem, który jest sam, bo tego chce.

Nie widzę nic złego w byciu samemu, zwłaszcza, kiedy zna się swoją wartość i ma mnóstwo znajomych. Bawią mnie opinie niektórych "laseczek", które w singlach widziałyby najchętniej właśnie zakompleksione pasztety, których nikt nie chciał (aczkolwiek wiele takich osóbek można spotkać na imprezach, gdzie są zaliczane przez podpitych macho. W końcu kompleksy można leczyć i tak: "ktoś chce ze mną seksu, więc jednak nie jestem taka beznadziejna") albo wyniosłe księżniczki, którym poprzewracało się w głowie i mają wymagania z kosmosu, jakby myślały, że same są nie wiadomo kim. A między uważaniem się za ósmy cud świata a braniem co popadnie jest jeszcze cała gama kolorów.

Wysokie wymagania

Po prostu można mieć wymagania adekwatne do swojej samooceny i nie dodawać sobie pewności przez związek, którego jedynym plusem jest fakt, że kogoś się ma. To tak jak w reklamie l'Oreal: "Jestem tego warta". A że sfrustrowani faceci, odrzuceni przez singielkę, mszczą się później za porażkę przez nazywanie jej księżniczką... Ona tylko odrzuciła ich zaloty. Otóż to, panowie. Ona odrzuciła CIEBIE, co nie robi z niej księżniczki, tylko oznacza, że TY nie jesteś dla niej odpowiednią osobą. Ona po prostu szuka lepszego niż TY. I tyle. Nie ma nic złego w przebieraniu i grymaszeniu. Jeśli uważam, że jestem warta więcej, przebieram, a że komuś wjedzie to na ambicję, to już nie mój problem. I nie moje kompleksy.

Moja historia jest dobrym przykładem: nie szukałam na siłę, nie łapałam się wszystkiego, co miało spodnie i wyglądało w miarę jak facet, nie robiłam usilnie z kolegów partnerów do związku. Żyłam sobie spokojnie i szczęśliwie i pewnego pięknego dnia po prostu wpadłam na swojego księcia. I tyle, cała historia. Nie stałam się W KOŃCU sparowana, weszłam jedynie w kolejny etap życia. Tylko teraz dla niekumatych pozostaje pytanie: czy jestem zakompleksionym pasztetem czy wyniosłą księżniczką?

Przeczytaj też:

Małżeństwo to przeżytek

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   67,77 %

Przeczytano razy: 31928

 

Dodatki

Oferty samochodowe