Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Samotność w małym mieście

Autor: Barbapapa (zredagowany przez: Zielonooka, Analityk)

Słowa kluczowe: samotność, choroba, małe miasto, praca, nałóg

Samotność w małym mieście

Samotność w małym mieście / fot. Marja Flick-Buijs/Stock.Xchng

Samotność kojarzy się najczęściej z ludźmi starymi, schorowanymi i opuszczonymi, no i może też z dużym miastem, gdzie często nie wiadomo, kto mieszka za ścianą. Ale samotność dotyka ludzi w różnym wieku i nie wybiera jakoś szczególnie miejsca. Ma też niejedno imię.

W Janowie Lubelskim jest wielu samotnych ludzi, a słuchając historii Joli i Wojtka, pana Karola czy Adama coraz trudniej mi wierzyć w samotność z wyboru.

- Każdy z nas jest sam - mówi Jola, trzydziestolatka, której mąż pracuje w firmie transportowej i wyjeżdża z domu na dwa tygodnie w trasę, by pobyć w domu co drugi weekend. - Wojtek jest samotny w drodze. Ja jestem samotna z dziećmi w domu, córka jest sama, bo nie ma ojca na co dzień. Zabrał ją nawet kiedyś w trasę, ale ona się zmęczyła, a tata i tak był zajęty. Na pytanie, czy jest szansa to zmienić, odpowiada, że to trudne, bo w Janowie ciężko z pracą. - Niby mam małe dziecko, a to pochłania wiele czasu, ale przecież samotność dopada i nie pyta, czy mam na nią czas, czy nie. Mąż też czuje się samotny, niezależnie od tego czy jest właśnie na autostradzie, czy zjeżdża na parking przy stacji benzynowej, żeby wziąć prysznic, bo jeść już przestał.

- Więc co? Suchy prowiant przez dwa tygodnie? - pytam i trudno mi sobie wyobrazić młodego mężczyznę, który żywi się kanapkami.

- Nie, wozi w swojej kabinie kuchenkę i gotuje sobie na niej. Tak jest po prostu taniej. Gdy w końcu wraca do domu je domowy obiad, czasem coś zabierze w drogę, żeby odgrzać, gdy jeszcze świeże. Oczami wyobraźni przypominam sobie filmy, w którym kierowcy tirów mijają się z głośnym pozdrowieniem i słyszę w tej chwili jak na gitarze gra córka Joli i Wojtka. To właśnie on nauczył ją gry. Pewnie nauczyłby swoje dzieci o wiele więcej, gdyby ciągle nie był w drodze...

Pan Karol ma pięćdziesiąt lat i codziennie zmaga się z samotnością, chociaż ta jego wynika z zupełnie innego powodu. Jeszcze kilka lat temu był aktywnym mężczyzną, chodził do pracy, a potem wracał do domu, do żony. Dziś jego aktywność ogranicza się do prostych czynności, na jakie pozwala mu wózek inwalidzki.

- Zdziwiłam się, gdy czekając kiedyś jak zwykle na męża przy furtce, zobaczyłam, że wraca z pracy pijany. Wkrótce się okazało, że nieskoordynowane ruchy pana Karola to początek stwardnienia rozsianego. Potem było już coraz gorzej, aż konieczny stał się wózek inwalidzki. Na takim zwykłym porusza się po mieszkaniu i wyjeżdża na podwórko, bo ma już podjazd. Na drugim, elektrycznym czasem wybierze się do miasta. - Ale wjechać sam nie dam rady, opiekunka mi pomaga. Opiekunka stała się niezbędna, gdy żona pana Karola straciła pracę w miejscowym GS-ie i wyjechała do Włoch, żeby zarobić na utrzymanie swoje i chorego męża. - Dzwoni do mnie trzy, cztery razy dziennie - śmieje się pan Karol. Pyta czy zjadłem śniadanie, co robię, czy ktoś mnie odwiedził.

- Znajomi pana odwiedzają? - pytam i nie wiem, co usłyszę. - Bracia pamiętają, czasem znajomi, ale przecież każdy ma swoje życie. Próbuję sobie wyobrazić jak wygląda takie życie, a pan Karol jakby odgadując moje myśli, uśmiecha się i mówi: - Powiedziałem kiedyś żonie, że mam życie usłane różami. Żona nie zrozumiała, więc wyjaśniłem...no bo przecież róża ma kolce. No to żona się rozpłakała. Jak kiedyś przeliczyłem dni, kiedy żona wyjeżdża na godziny i minuty też płakała. Słuchając tego, tak trudno o coś zapytać, żeby nie dotknąć jeszcze boleśniej tego, co i tak boli, a pytania czy z niepełnosprawnością można się pogodzić nie mam odwagi mu zadać.

Samotność Adama, młodego mężczyzny, tuż po czterdziestce jest jeszcze inna, tak jak inna jest historia jego życia. Jeden dzień, jedno tragiczne wydarzenie sprawiło, że odrzucany przez najbliższych przez wiele lat z powodu swojego nałogu, wreszcie mógł powiedzieć, co czuje. Bo wreszcie ktoś słuchał, co on miał do powiedzenia. Wie, że ten wypadek miał trochę na własne życzenie, bo samochód wjechał w niego, gdy wracał do domu pijany. Przeżył cudem, wrócił w niewiarygodny sposób do sprawności i właściwie tylko problemy z pamięcią nie pozwalają mu zapomnieć o tamtym dniu. Nie zapomniał też, że wtedy po raz pierwszy w życiu nie czuł się samotny. Ciągle ktoś przy mnie siedział, aż mnie to złościło. Ale w końcu mogłem powiedzieć, co czuję. Bo wie pani...alkoholik też ma marzenia. Wcześniej rozmawiałam z nim o jednej z nowości książkowych, bo Adam jest molem książkowym. W książki i alkohol zaczął uciekać dawno temu. Najpierw jego ojciec opuścił rodzinę, potem Adam stracił pracę i stopniowo tracił motywację do życia. - Wtedy w Sylwestra chciałem się zapić - wyznaje. Lekarz się dziwił, bo jeśli nawet nie od urazu głowy, to z ilości alkoholu nie powinienem przeżyć. - Zastanawiał się pan, dlaczego? - pytam.

-Myślałem o tym, dlatego chodziłem nawet do poradni leczenia uzależnień. Ale dałem sobie spokój. Dla wszystkich jestem tylko pijakiem, nie mam rodziny, dla której miałbym motywację walczyć. - A dla siebie? - Siebie też mam już dosyć. Żałuję, że wtedy przeżyłem, skończyłaby się wtedy moja samotność - rozpłakał się, a ja pomyślałam o tych wszystkich pijaczkach, których mijam codziennie i obiecałam sobie mieć dla nich przynajmniej szacunek. Nawet jeśli ich nie rozumiem.

Z ostatniej chwili. Żona pana Karola zmarła we Włoszech na zawał i niedawno odbył się pogrzeb. Samotność pana Karola nabrała jeszcze innego wymiaru.

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   67,86 %

Przeczytano razy: 448

 

Dodatki


Informacje dodatkowe