Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

"Będąc młodą lekarką"...

Autor: Monika Landzberg (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: lekarze, medycyna, pacjenci, smieszne, pogotowie

fot. Archiwum Autora

fot. Archiwum Autora

Trudne czasy?... A może w ogóle nie były trudne tylko bardzo nerwowe?

Człowiek, który dopiero co ukończył studia i odbył kilka miesięcy stażu w szpitalu, gdzie nikomu nie był potrzebny, rzucony na głębokie wody, po prostu musi nauczyć się pływać, aby nie utonąć, albo właśnie utonie i tyle go widzieli (tak jak ten pilot co to wodował, wypłynął, wszyscy go widzieli, ale nikt mu nie pomógł dotrzeć do brzegu…).

Ja też się uczyłam. Do karetki wsiadałam z książką i duszą na ramieniu. Dusza była cięższa od książki, ale duch okazał się być niezłomny i nie dał się pokonać przez te lata. Przydały się też zdolności aktorskie i talent improwizacyjny. Oraz coś, co w medycynie jest chyba ważniejsze od wiedzy encyklopedycznej - intuicja, inteligencja, urok i czar.

Intuicja przydaje się tam, gdzie nie działa logika. Inteligencja natomiast podpowiada, kiedy należy na chorego rzucić urok, a kiedy trzeba zadziałać czarami. Na dobrą miarę na końcu dopiero potrzebna jest wiedza. A tę jak zawsze najlepiej czerpać ze słowa pisanego, tyle że bezwzględnie trzeba wiedzieć, w którym miejscu jej szukać.

Jest też i łut szczęścia… Pytanie tylko czyjego? Chorego czy lekarza? A może każdego z nich po trochu? I są też sytuacje komiczne poza wieloma ludzkimi tragediami, z jakimi człowiek styka się na co dzień, i które doprowadzają nas do Shakespeare’owskiego „być albo nie być” czy też łacińskiego „memento mori”.

Poza zabawnym środowiskiem osób pracujących w każdym Dziale Pomocy Doraźnej najweselszą grupą są pacjenci. I nie chodzi mi tu tylko o hasło „płacę i należy mi się”, które w odniesieniu do takich choćby rolników nabiera całkiem nowego wymiaru. Trudno bowiem dopatrzeć się ich wkładów w ubezpieczenie zdrowotne. A korzyści, jakie wyciągają ze swego „pseudoubezpieczenia”, w niewymierny sposób wykraczają poza to „NIC”, jakie zapłacili.

To stwierdzenie zaboli pewnie w tym momencie wiele osób, ale proszę nie mieć mi go za złe, to nic osobistego. Zwykła matematyka, która w chwili olśnienia doprowadza człowieka do łez ze śmiechu. Bo jak się tu nie śmiać, kiedy weźmie się ołówek do ręki i okaże się, że tenże rolnik, który przepracował 35 lat ciężko i uczciwie na roli, zapłacił 35.000 ubezpieczenia zdrowotnego w ramach KRUS przy założeniu, że w tym czasie ani razu nie skorzystał ze zwolnienia lekarskiego 180-dniowego.

Dlaczego?

Ponieważ przy stawce 250 pln na kwartał 500 pln zapłacił, 500 pln mu zwrócono.

Bilans?

W najlepszym razie byłoby „0”. Ale nie jest. Bo jest koszt wizyt w gabinecie lekarskim i koszt refundacji na kupowane na zniżkę leki. To wszystko jasno dowodzi, że rolnik na 180-dniowym zwolnieniu, kupujący leki i odwiedzający lekarza, najprawdopodobniej korzysta z cudzych pieniędzy. Ot, choćby moich, ponieważ ja w odróżnieniu od ciężko i uczciwie pracującego rolnika jestem przedstawicielką wybitnie „nieuczciwej i leniwej” grupy zawodowej i przez 35 lat tej poniżenia godnej postawy w pracy zapłacę blisko 450.000 pln składek w ramach ZUS, do którego należę i który po 2 tygodniach ewentualnego zwolnienia lekarskiego szybko mnie zweryfikuje, jeśli odważę się z niego skorzystać. A tym, który mnie „podkabluje” będzie nikt inny jak mój pryncypał, ponieważ ja nie mam prawa ani chorować, ani opuszczać stanowiska bojowego z żadnego innego powodu - co jest skądinąd zgodne z opinią społeczeństwa traktującego nas jak Judymów Żeromskiego (do którego mam ogromną pretensję za obraz lekarza, tudzież nauczyciela, jaki stworzył, a który komuniści skwapliwie wykorzystali wychowując młodzież na jego wesołej twórczości ).

Wspomniany wyżej wątek bawi mnie w każdym miejscu i czasie. Najbardziej jednak wówczas, kiedy na kolejnym raporcie lub journal-watch’u w Klinice toczy się dyskusja na temat kosztów takiego dajmy na to układu stymulującego serce za ni mniej ni więcej kilkanaście tysięcy pln, czy też ICD za 40.000…


Siedzę sobie w takich chwilach w kącie i ocieram łzy rozbawienia i absurdu… Dokąd to wszystko zdąża? Kiedy skończy się ta idiotyczna gonitwa w piętkę? Kto rozwiąże węzeł gordyjski i komu spadnie na łeb nieuchronny miecz Damoklesa?

Byle nie mnie i moim bliskim oczywiście. W tej sytuacji wykażę się nadnaturalnym egoizmem.
A propos absurdów (zanim dotrę do tych naprawdę wesołych i luźnych treści muszę rozprawić się z nimi niestety…), ciekawym zjawiskiem z mojego przynajmniej punktu widzenia okazała się być ustawa o ratownictwie medycznym.

Dlaczegóż to? Ha! Komedia omyłek. Normalnie normalka.

Po pierwsze, najpierw był projekt, który założył przejęcie funkcji ratowniczych przez tzw. „ratowników medycznych”, a potem dopiero zaczęto ich „produkować”. Na czym polegała ta produkcja w rzeczywistości? Na przekwalifikowywaniu w sposób naturalny ogólnie dostępnych w DPD (w całym kraju) kierowców i sanitariuszy, również tych jedną nogą na emeryturach.
Pal sześć wiek jednak. Kłopot największy stanowiły braki w wykształceniu.

Ale że Polak potrafi, to i cała rzesza absolwentów szkół zawodowych (dawniej ZSZ) w tempie zbliżonym do prędkości światła posiadła średnie wykształcenie maturalne (średnio w rok to, co tak tępa jak ja osoba zdobywać musiała całe 4 lata) i szturmem zdobyła okoliczne szkoły medyczne, uzyskując w dwa lata dyplom i szlify ratownika dające prawo wykonywania czynności ratujących życie ludzkie (czego np. nie ma prawa robić samodzielnie lekarz po ukończeniu 6 lat studiów!!!).

O, to również bawi mnie do łez, zwłaszcza od chwili, kiedy jedna z pracujących w pogotowiu koleżanek skręcając się ze śmiechu opowiedziała mi „historię jednej reanimacji”…


Proszę sobie wyobrazić przykrą w swojej wymowie, a jakże komiczną scenę. Jest reanimacja człowieka. Jest lekarz (wspomniana koleżanka) i dwóch ratowników medycznych. Koleżanka intubuje biedaka, jeden z ratowników zakłada wkłucie, wobec tego prosi drugiego o przyniesienie z karetki worka Ambu. Wówczas tenże RATOWNIK pyta „a który to?”. Uzyskawszy od zaskoczonej koleżanki odpowiedź „ten czarny!” wraca po 5 minutach z… czarnym workiem… na zwłoki…

Trudno podejrzewać tak daleko wybiegającą zapobiegliwość zwłaszcza, że ostatecznie historia miała swój happy end. Chory zdecydował się mimo wszystko przeżyć… Ten dosyć skrajny przykład w jaskrawy sposób przedstawia, w ręce jakich ludzi oddane zostało zdrowie i życie Polaków z chwilą wejścia w życie ustawy o ratownictwie medycznym…

Gwoli ścisłości dodać muszę, że zachwyt dysydentów nad kształtem potworka, jaki został stworzony, w takich warunkach usprawiedliwiony być może li tylko brakiem jakiejkolwiek kontroli nad działaniem samodzielnym Panów Ratowników z braku możliwości teletransmisji danych (co ma miejsce w każdym kraju, który zdecydował się wpuścić ratowników do samodzielnej pracy - samodzielnej, ale pod bezpośrednią kontrolą dyżurnego lekarza dzięki transmisji danych dotyczących wszystkich parametrów życiowych chorego na odległość!!!).

I aby zachować twarz i uczciwość podkreślę, że ratownictwo medyczne w oparciu o licencjatów kończących Akademie Medyczne ma ogromną przyszłość. Ale ci ratownicy są niestety tak samo tępymi i ograniczonymi umysłowo przedstawicielami społeczeństwa, jak lekarze, ponieważ muszą długie lata uczyć się do matury i zdać wiele trudnych egzaminów na studiach poświęcając mnóstwo czasu na naukę, odbywać praktyki i staże zanim zasiądą na zaszczytnym miejscu w karetce… Gdzież im więc do jednostek wybitnych? No gdzież?


A my? My śmiejmy się, bo śmiech to zdrowie, jak powiadali nasi przodkowie, może dzięki temu nie będziemy chorować, a co za tym idzie ominie nas kontakt z rzeczywistością… Was też. Co mnie jeszcze rozśmiesza? No to akurat proste pytanie. Koledzy, oczywiście koledzy… Moi, ci po fachu… Ci z pipidówy o ambicjach profesorskich, ale z kulturą żula spod budki z piwem.
Zabawne są zwłaszcza ich zazdrości i małostkowość, tak dobrze widoczne z odległości, z jakiej ich obserwuję.

I nie chodzi mi tu wcale o bezpardonowe golenie chorych z kasy - to mogę skwitować niezbyt eleganckim stwierdzeniem opartym o wysokość lekarskich pensji „każdy orze, jak może”, a skoro pacjenci płacą, to widać chcą. Cyniczne to może i niepopularne, ale za to uczciwe, tym bardziej, że uczciwie staram się nie brać, a przynajmniej nigdy nie uzależniam swojego działania od podniet finansowych (chora jestem jakaś, ale mam nieodmiennie satysfakcję płynącą z faktu, że miałam rację…). Zarabiam pracując DOSŁOWNIE przez 7 dni w tygodniu w 6 miejscach (liczyłam skrupulatnie), a rozrzut moich zainteresowań jest skrajny. Pasją jest Klinika,której chętnie oddałabym duszę (i niezłomnego ducha) razem z ciałem, dochodem jest praca w karetce reanimacyjnej, a zawodem opieka nad 3000 istnień ludzkich w terenie… Rodzina? Dzieci?

A jakże, zmieniam im zdjęcia w albumach, żeby kiedyś nie musieć tłumaczyć się przez drzwi, że to mamusia wróciła do domu, a nie obca, sterana pracą i życiem baba. Tęsknię… Zwłaszcza za ich utraconym dla mnie dzieciństwem. I chłonę bez słowa ich obecność, kiedy wreszcie mam okazję się wtulić w ich ciepłe ciałka…

Ale nie o tym chciałam pisać. Miało być wesoło, a nie rzewnie… Hmmm… I wesoło to faktycznie było, kiedy kolega z pracy, sfrustrowany gwiazdorstwem swego znienawidzonego opozycjonisty zawodowego, w pijanym widzie objechał mu gwoździem dookoła nowiutkie auto i został schwytany na gorącym uczynku...

Fajnie też było, kiedy jeden ze zdolniejszych, bardziej pracowitych i mądrzejszych lekarzy usłyszał publicznie od tegoż opozycjonisty, że jest tumanem i nierobem. Super jest, kiedy koleżanka koleżance podkłada świnię, tłumacząc pacjentowi, że specjalistka medycyny rodzinnej nie ma uprawnień do wypisywania leków psychotropowych.


Świetnie jest, jak apteka realizuje recepty na antybiotyki, licząc za nie choremu 100% przy 50% odpłatności, a preparaty zamieniane są nie tylko w grupach, ale i w zakresie substancji chemicznych, a farmaceuci leczą na własną rękę czym popadnie (ot choćby zapalenie płuc chloramfenikolem…) i wydają psychotropy bez pokrycia. I na każdym kroku komentują decyzje lekarzy oraz podważają ich wiedzę.

Koń by się uśmiał, kiedy dowiedziałby się, że chorzy latają od Annasza do Kaifasza w ramach kolekcjonowania makulatury pod postacią recept z prywatnych wizyt, tudzież tych zebranych w publicznej służbie zdrowia i kolejnemu fachowcowi opowiadają tę samą historię z tą różnicą, że to już 50, a nie 49 lekarz nie był w stanie uleczyć biedaka z męczących go dolegliwości. Zapominają jedynie dodać, że sami decydują o tym, który to preparat jest im niezbędny, a który jest zbędny do kuracji.

Czkawki by dostał (koń oczywiście) ze śmiechu, gdyby usłyszał, że chory zapłacił w prywatnym gabinecie 200 pln za usłyszenie tych samych informacji, jakie przekazał mu za darmo jego lekarz rodzinny kilka miesięcy wcześniej i za przepisanie tych samych sprawdzonych preparatów ze zmienionymi nazwami handlowymi – ale darmowe leczenie, choćby najlepsze i zgodne ze standardami, nie ma żadnej wartości i jedyne, co można za to usłyszeć (i dostać wysypki przy 100 razie… ), to „na razie dziękuję”… (I jak tu być Judymem, kiedy z jednej strony każdy się go domaga, a jak ma go obok siebie, to ani go ceni ani poważa… Właśnie?... )

Osobiście do łez się uśmiałam, kiedy usłyszałam, że napisałam donos na swojego ówczesnego kierownika specjalizacji. Nawet wtedy, kiedy wszyscy powtarzali to z namaszczeniem i głębokim przekonaniem (łącznie z dyrekcją). I choć nigdy nie znalazłam źródła tej rewelacji, ani też nie dopatrzyłam się w niej żadnego sensu, do dziś jestem wdzięczna za tak skrajną podłość, ponieważ pozwoliła mi wyrwać się z bagna ludzkiej bezinteresownej nienawiści i zmobilizowała mnie do poszukiwania innej alternatywy, a ta okazała się być zbawienną i nad wyraz satysfakcjonującą.

Trafiłam do wspaniałych ludzi o wielkich sercach… Wielkich, mądrych, wybitnych w swojej dziedzinie, a jakże normalnych, ludzkich i uczciwych… Kochanych… (IKiKK CSK)


I nawet jeśli idealizuję ich obraz, to z pełną świadomością i celowo, ponieważ w porównaniu do tego, z czym zetknęłam się przez lata pracy, po raz pierwszy mogłam powiedzieć, że jest na tym świecie i w tym kraju jakaś ludzka norma… I to jest to, z czego się nie śmieję, ale do czego się uśmiecham gdziekolwiek bym w danym momencie nie była…

Przeczytaj też:

Co robią Polscy europosłowie, za 14 tysięcy euro?

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   73,75 %

Przeczytano razy: 39957

 
  • " Szanowna pani" (7)
    ( 2009-11-27 16:29)
    ~medyk

    Czytając powyższy artykuł oraz dość liczne
    komentarze dochodze do wniosku iż cały ten
    'mia...

  • Brawo!
    ( 2010-01-15 02:31)
    ~ja@

    Bardzo dobre spostrzeżenia

  • głupizna.....Polak Polakowi.....syf...
    ( 2009-12-14 03:06)
    ~Acha

    głupizna.....Polak Polakowi.....syf...

  • Grafomania (1)
    ( 2009-12-09 13:44)
    ~kalina

    Mysle, ze w konkursie na najbardziej grafomanski
    tekst artykul splodzony przez panie

    Monike L...

    • Re: Grafomania
      ( 2009-12-13 19:09)
      ~wiedźmin

      Co do pani Magdy G-H,to nie mam wiedzy,ale pani
      Monika Landzberg jest lekarzem.A wiem to
      stąd,bo...

  • cd
    ( 2009-12-10 08:45)
    ~Eneo

    http:// kardiologia. mp.pl/ publikacje/
    problemy-kardiologiczne/ show.html?id=47137

  • Pani dr
    ( 2009-12-10 08:43)
    ~Eneo

    Sumienni ratownicy

    Mało kto przypuszczał, że dwa lata po
    wprowadzeniu karetek bez lekarza ...

  • irq
    ( 2009-12-09 20:49)
    ~irq

    słaby artykuł zero konkretów same bla bla bla

  • Pani dr (1)
    ( 2009-12-07 09:35)
    ~Eneo

    Niepokoi mnie to, iż cała społeczność rat med
    została zakwalifikowana jako nieudolni, niedo...

    • Re: Pani dr
      ( 2009-12-07 09:48)
      ~autorka

      To przeczytaj Eneo odpowiedni fragment raz
      jeszcze, potem drugi a na końcu trzeci. Może
      zauważ...

  • Do autorki (1)
    ( 2009-11-27 15:49)
    ~Ratownik -specja...

    Współczuje ludziom z brakiem poczucia własnej
    wartości i próbującym odgrywać się na
    innyc...

    • ratownik specjalista
      ( 2009-12-04 16:25)
      ~zwykły ratownik

      A ja chciałbym zwrócić uwagę na twoją
      ortografię.
      Gdybyśmy czerpali schematy z pracy rato...

  • co do tej fatalnej reanimacji (1)
    ( 2009-12-01 11:03)
    ~starszy ratownik

    Szanowna pani worek samorozprężalny AMBU
    znajduję się zawsze w torbie w której znajduję
    siÄ...

  • Kilka pytań do autorki (1)
    ( 2009-12-01 21:08)
    ~starszy ratownik

    mam kilka pytań
    1 czy kiedy zaczynała Pani pracę w zespołach
    wyjazdowych - sięgała pani po...

    • Re: Kilka pytań do autorki
      ( 2009-12-03 00:06)
      ~autorka

      4x TAK, a cóż w tych pytaniach jest
      nadzwyczajnego?
      Nigdy nie negowałam współpracy z pozost...

  • Kilka pytań do autorki
    ( 2009-12-01 21:20)
    ~rm

    Mam kilka pytań do pani:
    - Czy kiedy zaczynała pani pracę w zespołach
    ratownictwa- pytała k...

  • produkcja ratowników
    ( 2009-12-01 20:54)
    ~ratmed

    ciekawe jest proszę Pani to, że pisze pani że
    produkcja ratowników rozpoczęła się jak
    usta...

  • Boże jacy Ci lekarze są biedni: nikt ich nie ... (1)
    ( 2009-11-30 19:42)
    ~noszowy

    Boże jacy Ci lekarze są biedni: nikt ich nie
    lubi, nie kocha, a i za mało zarabiają...
    A ku...

  • czas najwyzszy zeby ratownikow medycznych i ich... (6)
    ( 2009-11-22 16:01)
    ~emergency medica...

    czas najwyzszy zeby ratownikow medycznych i ich
    edukacje zaczeto brac powaznie. czego tu
    oczekiwa...

  • Mysle ze ...
    ( 2009-11-28 19:01)
    ~Skromny ratownik

    Mysle ze wiekszosc z nas ratownikow i pielegniarek
    mogla by nie jeden artykuł o lekarzach napis...

  • świnia
    ( 2009-11-27 17:42)
    ~emt

    Głupia krowa....niedlugo nie bedzie lekarzy w
    karetkach w ogole, to zobaczymy, co powiesz,

  • RATOWNIK MEDYCZNY TO:
    ( 2009-11-27 09:29)
    ~autorka

    W większości krajów osoby posiadające polski
    tytuł licencjata mogą wykonywać swój zawód
    ...

  • Post Scriptum
    ( 2009-11-27 09:22)
    ~autorka

    Panie i Panowie Ratownicy Medyczni!
    (Wszyscy oburzeni i dotknięci moim artykułem)

    W celu we...

  • Kilka prawd nieopisanych w tym tekście.
    ( 2009-11-27 00:13)
    ~Adi rat.med.

    Kilka prawd nieopisanych w tym tekście.

    Piszę ten komentarz by osoby nie związane z
    medycy...


Dodatki

Odszkodowania

  • Wypadek?
    Wypadek?
    Miałeś wypadek w Polsce lub za granicą? Uzyskaj pełne odszkodowanie. Bez opłat wstępnych. Zgłoś szkodę!
    Sprawdź