Pierwsza wyprawa do Egiptu
Słowa kluczowe: nurkowanie, niepełnosprawni, wózek, sport, Egipt, nautica, FAR
2008-08-11 11:44:56
Wróciliśmy do Polski z wyprawy do Egiptu, którą udało nam się zrealizować po wielomiesięcznych poszukiwaniach sponsorów, a w ich efekcie sponsoringowi jednego z koncernów paliwowych. Cała nasza 12 osobowa ekipa Stowarzyszenia Nautica wróciła szczęśliwa, opalona, choć zmęczona intensywnym nurkowaniem i podróżą do zimnej, mokrej Polski. Wrażeń, jakie zrobiła na mnie rafa, którą widzieliśmy, nie da się opisać w całości, ale kilka słów, aby przybliżyć klimat wyprawy, postaram się napisać. Niezliczona ilość ryb, dużych i małych, jedno- lub wielokolorowych, niekiedy śmiesznych z wyglądu, czasem budzących respekt swoim ogromem lub widocznymi zębami, sprawiła, że dotychczasowe nurkowania w Chorwacji wydają się mi teraz jedynie wstępem do krain podwodnych. Nie można porównywać Chorwacji i Egiptu. bo są to przecież inne miejsca, inna flora, inna fauna, jednak porównanie takie przychodzi samoistnie. Ale po kolei.
align="justify">13 listopada 2002 z lotniska na Okęciu wyruszyliśmy samolotem do Sharm el Sheik - miejscowości położonej na Półwyspie Synaj. Przygoda zaczęła się już na lotnisku, kiedy po wejściu do „pelikana" - specjalnego samochodu, którym dostaliśmy się do samolotu, okazało się, że samolot ma awarię i mamy około godzinne opóźnienie, bo muszą wymienić samolot na inny. Już wtedy wiedziałem, że nasze wyprawa będzie wyjątkowa, nie tylko dlatego że po raz pierwszy w Polsce zostało zrealizowane takie przedsięwzięcie - wyjazd 6 osób na co dzień poruszających się na wózkach i jednej osoby z porażeniem mózgowym - lecz dla wszystkich z nas była to możliwość zobaczenia po raz pierwszy prawdziwej rafy.
align="justify">Lot, podróż do hotelu i zakwaterowanie, przebiegło bez żadnych problemów. Zresztą, cały nasz pobyt tam i nurkowania również przebiegały bez zgrzytów czy jakichś nieporozumień organizacyjnych, za co należą się szczególne podziękowania organizatorom.
align="justify">Około 9. rano wyjeżdżaliśmy z hotelu busami do portu, skąd dużą łodzią (27m) wypływaliśmy na nurkowania. Przyzwyczajeni w Chorwacji, że na łódkę wsiadamy zostawiając wózki na brzegu, tu z dużym zadowoleniem przyjęliśmy wiadomość, że wózki również się zmieszczą na łodzi i nie musimy być związani „na stałe" z jednym miejscem na ławeczce. Pokład łodzi był na tyle duży, że bez większych problemów mogło się po nim przemieszczać równocześnie 6 osób na wózkach i dużo większa liczba osób chodzących.
align="justify">Przed każdym nurkowaniem, a było ich 10 - po dwa dziennie, przewodnicy Egipscy omawiali dokładnie nurkowanie, pokazując na mapkach plany nurkowań, gdzie jakie stworzenie będzie można spotkać, co robić, by nurkowanie było przyjemne i bezpieczne. Należało by tu wspomnieć o tym, że większość nurkowań odbywało się w prądach i były to nurkowania dryfingowe, co dla większości z nas było zupełnie nowym doświadczeniem. Nowych wrażeń dostarczała również świadomość, że ściany rafy, przy których nurkowaliśmy, opadały nie jak w Chorwacji do 50-60 metrów, ale często do głębokości ponad 500, a czasem 900 metrów - to musiało budzić respekt.
align="justify">W przerwie między nurkowaniami na łodzi podawany był lunch - dużo smacznego, dobrze wyglądającego jedzenia, w przeciwieństwie do wyżywienia w hotelu.
align="justify">Drugie nurkowania, już po południu, były zwykle mniej kolorowe niż poranne, ze względu na chylące się ku zachodowi Słońce, dające dużo mniej światła, niż kilka godzin wcześniej. Dostarczały jednak podobnych wrażeń, co poranne.
align="justify">Przed pierwszym nurkowaniem dowiedzieliśmy się, że pod wodą nie można niczego dotykać, niszczyć, a tym bardziej wyławiać żadnych muszli czy innych „pamiątek". Trochę mnie to zmartwiło, bo liczyłem na przywiezienie jakiejś ładnej muszli, lecz już po pierwszym nurkowaniu zrozumiałem, dlaczego są tu takie zasady, a każde następne utwierdzało mnie w przekonaniu, że są one słuszne. Ilość i różnorodność korali, ukwiałów, i muszli na dnie robi niesamowite wrażenie. Gdyby tak każdy chciał przynajmniej jedną muszelkę czy kawałek korala wyciągnąć, to nie byłoby po co jeździć na takie wyprawy, bo wszędzie byłoby tak samo pusto. Mieć pamiątkę miła rzecz, lecz zobaczyć to, co widziałem, to dopiero jest niesamowite.
align="justify">Codziennie robiliśmy dwa nurkowania na różnych rafach, z dnia na dzień ciekawszych, bardziej kolorowych i w coraz silniejszych prądach, co sprawiało, że wiedziałem, że następny dzień będzie bardziej niesamowity od tego, co już mijał.
align="justify">Często zdarzało się, że wracaliśmy z nurkowań jak już było ciemno, lecz zawsze weseli i szczęśliwi, że mogliśmy zobaczyć część tajemnic, jakie skrywa morze.
align="justify">Największe wrażenie na mnie zrobiły szczególnie dwa nurkowania tego samego dnia. W czwartym dniu nurkowym wstaliśmy o 3.15 rano, by kilka minut po 4 siedzieć już na łodzi płynącej na wrak Thistlegorma - okrętu dostawczego zbombardowanego przez Niemców 1943 roku, wyładowanego sprzętem wojskowym. Podróż w jedną stronę trwała prawie 5 godzin, więc był czas na dospanie, zjedzenie śniadania zabranego z hotelu i dokładne omówienie nurkowania. Nurkowanie miało być bardzo trudne ze względu na wysoką falę i silne prądy występujące w tym miejscu. Po dopłynięciu na miejsce okazało się, że mieliśmy bardzo dużo szczęścia, gdyż morze było prawie gładkie, a prądy prawie nieodczuwalne. Podobno warunki takie zdarzają się w tym miejscu bardzo, bardzo rzadko, 3-6 razy do roku.
align="justify">Pierwsze nurkowanie to opłynięcie 120 metrowego wraku wokół i oglądnięcie go z zewnątrz. W czasie drugiego, wpłynięcie do środka (to było moje pierwsze nurkowanie wewnątrz jakiegoś wraku) i... niesamowite, cudowne, zaparło mi dech w piersiach. Ładownie z ciężarówkami wypełnionymi butami, motocyklami, częściami do samolotów i innym sprzętem. Na pokładzie lokomotywy i cysterny, działa przeciwlotnicze i bardzo duża kotwica. I wyobrażenia o tym, czego nie widzieliśmy. Olbrzymie ryby pływające wokół wraku dopełniały ogrom przygody, jaką były te nurkowania.
align="justify">Powrót również prawie 5 godzinny zleciał bardzo szybko na dzieleniu się wrażeniami z tych szczególnych dwóch nurów.
align="justify">Być w Egipcie i nie widzieć Blue Hole? Nie mogło tak być. Jak wyprawa, to wyprawa. Po trzecim dniu nurkowania zrobiliśmy jeden dzień przerwy i wybraliśmy się na wycieczkę do Dahab i oczywiście na Blue Hole.
align="justify">Dahab w porównaniu z ogromem Sharm wydało się mi bardzo ciekawym miejscem. Koloryt małego afrykańskiego miasteczka, jego dzikość w porównaniu z Sharm i okolica urzekły mnie bardzo i zapragnąłem wrócić właśnie tam (może uda się kiedyś). Jechaliśmy busami po wybrzeżu do pewnego miejsca, od którego droga stawała się na tyle trudna, że musieliśmy przesiąść się na jeepy, które w tempie idącego piechotą człowieka dowiozły nas na miejsce - nad Blue Hole. Tu, niedługo czekając, wskoczyłem do wody i pływając na zatrzymanym oddechu podziwiałem najbardziej kolorową rafę, jaką widziałem dotychczas - niesamowite. Z Blue Hole pojechaliśmy do oazy położonej w pobliskich górach, lecz poza bardzo smaczną herbatą, którą podano nam na miejscu i beduińskimi plackami nie wywarła na mnie większego wrażenia. Powrót do Dahab, szybkie zwiedzenie miasteczka i zakup sziszy zakończyło naszą wycieczkę do „dzikszej" Afryki.
align="justify">Ostatni dzień - dzień wyjazdu- spędziłem w basenie hotelowym, w którym zimna woda skutecznie pomagała znosić gorąco afrykańskiego słońca.
align="justify">No tak, zapomniałem napisać, że wieczorami schodziliśmy do położonego poniżej hotelu „Old Marketu" - taki sobie tamtejszy targ, gdzie można było dokonać zakupów pamiątek po specjalnych cenach, które po długich targach ze sprzedawcami (twoimi przyjaciółmi oczywiście, którzy znają twoją rodzinę, a w Polsce to ich dziadek się urodził) okazywały się 2-3-krotnie niższe niż proponowane zaraz po wejściu do sklepiku.
align="justify">Wszystkiego i tak nie da się opisać, bo cały pobyt był niezapomnianym wrażeniem i przeżyciem, które teraz przez długie lata będę wspominał z zadowoleniem i sentymentem - w końcu to była pierwsza taka wyprawa.
align="justify">Dzięki sponsorowi wyprawa nasza doszła do skutku po prawie 3-letnich przygotowaniach, planowaniu i szukaniu sponsorów. Mam nadzieję, że w przyszłości wyprawy w takie lub w podobne niesamowite miejsca będą odbywać się częściej, a nurkowanie osób niepełnosprawnych stanie się dla nich popularną formą aktywności.
align="justify">Czytaj także: Druga wyprawa do Egiptu



















~samiswoi
co wy odgrzewacie:
"13 listopada 2002 z lotniska na Okęciu
wyruszyliśmy samolotem do Sharm el ...
~qqa
ziomek nurkował i mówił, że faktycznie
świetnie.
ja byłem na desce (windsurfing) i egiptu ...
~paqpoint
Niechętnie krytykuję, nie uważam się za
znawcę, czy eksperta. Niemniej sugerowałbym
popraco...
~joanna123@op.pl
...interesujący artykuł, i chętnie
poczytałabym jeszcze o samej rafie koralowej
widzianej Pa...
~blee
Historia sprzed 6 lat?!
dodaj komentarz »wszystkie wątki »
zgłoś naruszenie prawa »