Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Piekło nietolerancji

Autor: Agnieszka Zadanska (zredagowany przez: kambuzela, Christiano Carmelli)

Słowa kluczowe: nietolerancja, krytyka, ocena

fot. Petr Vins / sxc.hu

fot. Petr Vins / sxc.hu

Nietolerancja jest jak choroba. Szerzy się równie szybko jak grypa, lecz nie ma na nią niestety szczepionki. Uleczyć możemy się jednak sami, bez wizyt u lekarzy i drogich medykamentów.

Ludzie... bez względu na wiek i kraj pochodzenia reagują podobnie na prowokacje i inność. Jesteśmy zgodni, ugodowi i przyjaźnie nastawieni tak długo, jak długo poglądy innych nie odbiegają za daleko od naszych własnych. Gdy, nie daj boże, spotkamy się z odmiennością, wówczas nasza tolerancja i dobre maniery odchodzą do lamusa. Nie szczędzimy obraźliwych uwag i obelg, nie mamy litości, zapominamy o naszych głęboko ukorzenionych zasadach. Krzyczymy naiwnie wierząc, że im głośniej, tym będzie bardziej przekonywująco. Gdy zabraknie nam już logicznych argumentów, pozostaje przemoc - chociażby ustna. To ona daje nam poczucie siły i dowartościowania.

Z taką reakcją można spotkać się na każdym kroku i niestety, trochę smutno to pisać, ale im mniejsze miasteczko, tym więcej krzykaczy, a mniej logiki. Pozornie dobrze wychowani, bogobojni, przestrzegający dekalogu, a tak naprawdę zapatrzeni w siebie, widzący jedynie swoje racje. Kłaniamy się nisko księdzu i sąsiadowi, a jak ci się tylko odwrócą, z chęcią skomentujemy to i owo. Niby współczujemy samotnej matce z dzieckiem, ale nie oszczędzimy komentarzy, jak to się nieprzyzwoicie wiodła i ma czego chciała. Bezdzietnej też się dostanie, że samolubna, przebierała, aż nie zostało w kim przebierać i dobrze jej tak, na starość będzie sama. Nie znając ludzkich historii komentujemy i wyciągamy pochopnie wnioski. Bezlitośnie oceniamy cudze decyzje i wybory, nie szczędząc krytyki, gdy te odbiegają od tych podjętych przez nas samych. Inność razi, jest jak stygmat. Nie zawsze wynika ona z podjętych decyzji, lecz jest po prostu częścią nas samych, jest niechcianym bądź nieoczekiwanym podarunkiem od losu, którego nie możemy zwrócić. I tak jakże kontrowersyjna bezdzietność nie zawsze jest wyborem, czasami jest koniecznością. Nie każdemu jest dana radość macierzyństwa i nie wszyscy muszą się dzielić tą wieścią ze światem. Nie noszą plakietki „chcę, ale mi nie dane, więc nie komentuj i nie pytaj”. Nawet jeżeli bezdzietność jest wyborem, to nie znamy przyczyn takiej decyzji. Może jest to ucieczka przed odpowiedzialnością, a może próba ulepszenia świata przez ciężką pracę i pomoc innym. Nic nam do tego.

Razi to jednak wielu i wielu w imię wspólnego dobra stara się leczyć inność jak zaraźliwą chorobę. Wolimy nie widzieć i nie wiedzieć niż zaakceptować. Plujemy przez ramię przeganiając diabła, prosimy o pomoc niebiosa, gdy inność zagości pod strzechą. I wszystko na nic. Chcemy czy nie, nasze dzieci (o ile się na nie zdecydujemy) będą dokonywać wyborów nie zawsze zgodnych z naszymi poglądami, będą kochać tak lub inaczej. I nie powinno mieć większego znaczenia, kto z kim mieszka i czy ma na palcu obrączkę, czy przysiągł miłość w kościele, czy na plaży przy świetle księżyca. Tak długo, jak nikt nikogo nie rani i nikomu nie dzieje się krzywda, życie toczy się właściwym torem. Nie nam oceniać i na siłę przestawiać zwrotnice.

Do wiadomości czytelników: Nie kocham inaczej i nie mam dzieci. Póki co jestem szczęśliwa. Mam nadzieję, że pociąg mojego życia zabierze mnie w dalszą podróż wciąż właściwym torem.

Przeczytaj też:

Człowiek - to brzmi dziwnie

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   77,59 %

Przeczytano razy: 3219

 

Dodatki

Odszkodowania

  • Wypadek?
    Wypadek?
    Miałeś wypadek w Polsce lub za granicą? Uzyskaj pełne odszkodowanie. Bez opłat wstępnych. Zgłoś szkodę!
    Sprawdź