Przejdź do głównej części strony

INTERIA360

Nawigacja

Górne menu

Ku pamięci Pauli

Autor: darika (zredagowany przez: Beata Traciak, sofia)

Słowa kluczowe: Wszystkich Świętych, 1listopada, śmierć, walka z nieuleczalną chorobą, Wspominamy bliskich

Narzekamy na okrutny los. Czujemy się gorsi od innych. Irytuje nas nasz wygląd, pozycja zawodowa czy status majątkowy. Co mają powiedzieć ci, na których choroba wydała wyrok?
Nie zdążyła zdać matury

Nie zdążyła zdać matury / fot. Wikipedia

Paulę poznałam w liceum. Na pierwszym spotkaniu naszej "nowej" klasy siadłyśmy obok siebie. Od razu miałyśmy wspólne tematy. Każdy dzień zaczynałyśmy spotykając się przed szkołą. Wspólnie chodziłyśmy na zajęcia i razem przesiadywałyśmy na przerwach. Bardzo się zżyłyśmy i zaprzyjaźniłyśmy.

Razem z Paulą, Karoliną, Ewą i Magdą  tworzyłyśmy zgraną "paczkę". Nie zawsze było wesoło i kolorowo, ponieważ każda z nas była inna. Jednak mimo wszystko czułyśmy się ze sobą dobrze. To była prawdziwa przyjaźń.

Pamiętam dzień, w którym wszystko się  zmieniło. Była to środa. Paula tego dnia przyszła do szkoły z zabandażowaną lewą ręką. Mówiła, że nie może nią ruszać i dlatego ma opatrunek. Ręka wydawała się w mojej ocenie jakby "nadwyrężona".

To była tylko kontuzja...

Dni mijały a Paula nadal odczuwała ból w okolicy ramienia. Lekarze kierowali ją na tak zwane "zamrażanie ręki". Te wszystkie "zabiegi",  miały pomóc w leczeniu. Gdy to nie pomagało wybrała się na szersze badania do innego miasta. Długo nie odpisywała na "smsy" . Minął miesiąc, a wiadomości nie było za dużo. W tym czasie Paula nie chodziła już do szkoły.

W czwartek wczesnym rankiem, dostałam wiadomość od Pauli: "Mam raka, umrę". W tamtej chwili nogi mi się ugięły, a serce na chwilę przestało bić. Wiadomość była krótka ale bardzo dobijająca.

Diagnoza?  nowotwór kości. Zarówno my, jak i nasza kochana Paula nie zdawałyśmy sobie sprawy z tak poważnej sytuacji. Bo przecież nie każdy nowotwór jest złośliwy. Rozmawiając z Paulą nie odczuwałam w jej głosie żadnego lęku.

Była taka dzielna i odważna. Jakby pogodzona z losem. Nie pokazywała po sobie żadnego smutku i zmartwienia. Jak zawsze była ostoją spokoju. To ona pocieszała wszystkich wokół siebie: rodzinę, przyjaciół.

Cieszyła się, żyła...

Po usunięciu guza zaczęła się chemioterapia. Paula trafiła na odział onkologii. To był najgorszy dla niej okres w jej walce z chorobą. Nie odpisywała na wiadomości, nie odbierała telefonów, ponieważ źle znosiła "chemię". Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co wtedy czuła. Jak musiało ją to okropnie boleć...

Po paru miesiącach zaczęły się kolejne dawki chemii. Pamiętam jak strasznie płakała, kiedy zobaczyła wypadające włosy. Gdy do nas zadzwoniła była załamana. Doskonale ją rozumiałam, bo nie wyobrażałam sobie bycia "łysą".

Paula z powodu tego, że nie była odporna na infekcje, nie spotykała się z nami. Najbliżsi, którzy ją odwiedzali musieli chodzić w maseczkach. Nie mogła nawet "normalnie" rozmawiać ze swoim chłopakiem.

Pomimo bólu, z nadzieją i uśmiechem na twarzy szła przed siebie. Walczyła z całych sił. Na początku stycznia Paula odezwała się do nas i powiedziała, że "chyba wygrała z chorobą". Bardzo się ucieszyłyśmy. Czułam, że teraz będzie już tylko lepiej.

Pamiętam dokładnie nasze wyczekiwane spotkanie. Schowałyśmy się naszą "paczką" w szkolnej toalecie, by zobaczyć jak dużo urosły Jej włosy. Była taka szczęśliwa. Planowała nową fryzurę. Chciała żeby jej "nowe" włosy nie były zbyt kręcone.

Od tamtej pory spotkań było wiele. Najpierw wyczekiwana studniówka, z której mamy tak wiele zdjęć. Później inne spotkania, głównie w domu Pauli.

Nie zdążyła zdać matury

Minął miesiąc, a ja nie miałam większego kontaktu z Paulą. Wiedziałam tylko, że pojechała na badanie kontrolne. Prawdopodobnie to wtedy stan jej zdrowia się pogorszył... Na badaniach znaleziono jakieś komplikacje. Paula przez ostatnie dni swojego życia bardzo cierpiała.

23 marca Paula odeszła tam, gdzie nie ma już cierpienia i bólu. Wiadomość o jej śmierci bardzo nas wszystkich dotknęła. Pomimo próśb i modlitw Bóg zabrał ją do siebie.

Tego dnia zdałam sobie sprawę, że w tych ostatnich dniach nie odzywałam się zbyt wiele. Gdybym tylko wiedziała, że to nasze ostatnie pożegnanie... Gdybym tylko mogła cofnąć czas...

Paula mimo choroby i bólu cieszyła się każdym dniem. Uczyła się do matury, spotykała ze znajomymi. Umarła z uśmiechem na twarzy. Czasem myślę, że Paula to Anioł zesłany z nieba. Anioł, który pokazał nam jak cieszyć się każdą chwilą swojego życia...

Aniołku spoczywaj w pokoju...

Przeczytano razy: 27585
Oceń tekst:
OCENA: 91%
  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
 

Ostatnio dodane

Pusta scena politycznaPusta scena politycznaDo niedawna polska scena polityczna była zdominowana przez dwie postacie Donalda Tuska oraz Jarosława Kaczyńskiego, brak jednego z aktorów zakończył spektakl.czytaj więcej

Dodatki


Wasze komentarze (114)

Dodaj komentarz

~Maria -

Tak również zmarł mój 16-letni Synek. To było 11 lat temu - dokładnie 1 listopada a ja do dziś nie mogę się z tym pogodzić.Trudno zrozumieć śmierć młodego człowieka - dlatego doskonale Cię rozumiem. Ale jesteś młoda więc musisz dalej żyć......Pozdrawiam

~piotr -

.....jestem mężczyzną, ale po przeczytaniu tego listu popłynęły po moich policzkach łzy.....(dwa tygodnie temu straciłem jedynego brata)...Tylko w Bogu...i Chrystusie nasza nadzieja!

~ELA -

JA TEŻ MAM RAKA I WIERZĘ TYLKO W BOGA TU JEST TE PIEKŁO TAM JEST SZCZĘŚCIE .NIE PŁACZĘ NIE MAM WŁOSÓW 5 CHEMIA BÓL ALE CIESZĘ SIĘ KAŻDYM DNIEM NIE CHCĘ BY MÓJ MĄŻ DZIECI WNUCZKI WIDZIAŁY MNIE SMUTNO TYKO BÓG NAS KOCHA I ON DECYDUJE O NASZYM ŻYCIU TU NA ŚMIERĆ TRZEBA SOBIE ZASŁUŻYĆ WYROK O RAKU PAD W MAJU PAULA BYŁA DZIELNA I SILNA JEST JUŻ BLISKO BOGA A MY DALEJ SZUKAMY DROGI DO NIEGO

~Ula -

Miałam raka. Wyzdrowiałam, ale żyję jak na cykającej bombie. Boję się przerzutów. Na zewnątrz jestem uśmiechnięta i pełna wiary w to, że będzie dobrze. W środku bardzo się boję.Musi być DOBRZE!!! Ula

~swiadek -

Najbardziej mnie wkurza, jak ktos pisze, lub mowi - "umierala/ral z usmiechem na twarzy". W takim przypadku napisz/powiedz czlowieku na jakich byla/byl prochach, to predzej uwierze. Widzialem wiele zgonow, a usmiech na twarzy widzialem tylko u tych umierajacych dzieci, ktore oklamywano mowiac, ze jak sie obudza, to beda zupelnie zdrowe.

~mała -

taka ciekawostka dla laików, gdy człowiek umiera to dusza najpierw idzie do nieba.... poszukajcie sobie na ten temat w biblii.....

~newa -

Jaki Bóg zabrał ją do nieba?????!!!!Bóg to nie sadysta!!!!Katolickie pojęcie o śmierci.Śmierć to niebyt, a nie wizyta w jakichś zaświatach.

~ulka -

Wszyscy umrzemy pytanie w jaki i jakich okolicznościach.Smutne jest to,że zaczynamy dostrzegać człowieka jako kogoś kto ma prawo być smutny,uśmiechnięty,robiący czasami robią głupie rzeczy jak zdiagnozuje się u niego raka,takim ludziom się wiele wybacza i postrzega się ich jako fajnych ludzi,którzy nie koniecznie byli fajni przed chorobą....

~szymon bachir -

Wzruszający,aż do łez,gratuluję i pozdrawiam,masz wielkie serce i logikę w szczerości, pisz częściej,od serca walisz prawdę o życiu pozdrawiam

~mgr. niesioi -

Ckliwe opowieści to se sama zadawaj,a nie ogółowi