Książka naszego dziennikarza Czesława Suchcickiego już jest!
Słowa kluczowe: książka, Czesław Suchcicki, Wspomnienia Sybiraka
2009-07-02 10:47:05
Z okazji premiery poprosiliśmy szacownego autora o kilka słów dla swoich wiernych czytelników.
Jak rozpoczęła się Pańska przygoda z Internetem?
To dosyć trudne pytanie. Można zacząć odpowiedź od zakupu pierwszego komputera (Atari), bo wtedy zaczęło się moje pisanie w ogóle, ale odpowiedź byłaby zbyt długa. Dlatego zacznę od momentu poszukiwania możliwości utworzenia w internecie własnego bloga, by móc w nim zamieścić różne swoje przemyślenia. Wtedy natknąłem się również na Interię. Otwarcie konta w poczcie internetowej, ułatwiło mi wysyłanie artykułów do "Pszczelarstwa", które od czasu do czasu pisałem. Następnym krokiem było natrafienie na serwis Interia360, zarejestrowałem się i jestem w serwisie od 30.12.2007 roku. Wtedy ukazał się mój pierwszy artykuł, który teraz nosi datę 14.04.2008, odziedziczoną po innym moim artykule z tą datą, w którym nawiązałem do artykułu pierwszego (trochę to zawiłe i sam nie wiem dlaczego?).
Taki w skrócie był początek mojej wielkiej przygody z internetem, która trwa nadal i mam nadzieję, że w przyszłości rozwinie się jeszcze bardziej.
Jak widzi Pan społeczność internetową i przyszłość dziennikarstwa obywatelskiego?
Właściwie to, co ja szary człowiek mogę powiedzieć na tak szeroki i poważny temat? Przede wszystkim jestem pełen podziwu dla wiedzy i sposobu myślenia tych ludzi, którzy stworzyli komputery, ich oprogramowanie, stworzyli internet i w ogóle wprowadzili komputeryzację do przemysłu i całego życia gospodarczego oraz w dalszym ciągu to wszystko rozwijają i doskonalą. To jest chyba jedno z największych osiągnięć XX wieku i gdyby ono nie zaistniało, nie byłoby teraz o czym mówić na ten temat i takiego pytania też by nie było. Jest to dziedzina, którą się wykorzystuje, wcale tak do końca jej nie rozumiejąc, jak zresztą jest to w wielu innych dziedzinach.
Ale jeżeli już koniecznie muszę coś powiedzieć, to według mnie są dwa odrębne zagadnienia, a właściwie nawet trzy. Pierwsze zagadnienie to społeczność w pojęciu najszerszym, to są ci wszyscy internauci korzystający z internetu w najszerszym tego słowa znaczeniu. Na temat tej społeczności internetowej, jako zagadnienia zbyt szerokiego nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
Mogę jedynie mieć jakiś swój pogląd na społeczność internetową związaną z dziennikarstwem obywatelskim, która według mnie dzieli się na społeczność czytającą i społeczność piszącą. Tak jedna, jak i druga jest w swoim przekroju zróżnicowana. Szczególnie najbardziej ta czytająca, wśród której są i tacy, którzy nie zawsze potrafią dokładnie zrozumieć czytany tekst. To zróżnicowanie wyraża się również w komentarzach pisanych przez tych czytelników. Czasem aż dech zapiera, gdy się te komentarze czyta. Są przypadki kiedy ma się wrażenie, że piszący komentarz, wcale artykułu nie czytał. I tu właśnie widzę ogromną rolę edukacyjną, jaką może spełnić dziennikarstwo obywatelskie przez to, że udostępnia możliwość pisania dla wszystkich bez wyjątku obywateli.
Pomysł utworzenia dziennikarstwa obywatelskiego uważam za wprost genialny, a jego przyszłość jest ogromna, bo ma ono już teraz wielką, a może mieć jeszcze większą rolę edukacyjną do spełnienia. Ponadto jest w tym serwisie jeszcze wiele możliwości dotychczas nie wykorzystanych. Bardzo dobrze, że jest dowolność tematyczna w pisanych artykułach. Za najważniejsze uważam tworzenie zainteresowania tymi artykułami wśród jak najszerszych rzesz czytelników. Niech czytają i z czasem sami niech też próbują pisać. Jeżeli początkowo nie mają o czym pisać, to zamiast krótkich komentarzy, niech szerzej wypowiadają się na temat przeczytanych artykułów.
Dziennikarstwo obywatelskie to przysłowiowe okno na świat dla ogromnych rzesz naszego społeczeństwa, tego piszącego, a przede wszystkim będącego w swoim początkowym stadium pisania i oczywiście społeczeństwa czytającego. Możliwość pisania bez ograniczeń, to możliwość uzewnętrznienia się tak nam obecnie potrzebnego choćby tylko ze względu na nasze zdrowie psychiczne.
Jak czuje się Pan w roli nestora dziennikarstwa obywatelskiego Interia360.pl?
Nestorem wcale się nie czuję poza jednym wyjątkiem. Jestem chyba rzeczywiście najstarszym dziennikarzem obywatelskim i tak jestem traktowany przez pozostałych piszących i wielu komentatorów moich artykułów. Mam jednak przy tym świadomość, że jako najstarszy z życiowym doświadczeniem starzec, nie mogę sobie na wiele pozwolić. Ot choćby dla przykładu, na odpowiednią replikę na czasem głupi komentarz nie mający nic wspólnego z napisanym artykułem, a takie komentarze często się zdarzają.
Jeżeli natomiast za nestora dziennikarstwa obywatelskiego jestem rzeczywiście uważany, to jest mi bardzo miło, czuję się przez to wyróżniony i za to serdecznie dziękuję wszystkim, którzy tak uważają.
Jakie jest zatem Pańskie przesłanie dla piszących?
Na żadne przesłanie dla piszących nie mogę sobie pozwolić, bo byłoby to z mojej strony zarozumialstwo i nietakt, a nawet do pewnego stopnia znieważenie piszących. Wśród wielu z nich są tacy, co mają kierunkowe przygotowanie i nie mnie się z nimi nawet równać, a co dopiero przekazywać im jakieś przesłanie. Jedyne, co mogę zrobić, to w kilku słowach zwrócić się do wszystkich potencjalnych dziennikarzy obywatelskich. Bądźcie odważniejsi i śmiało zabierajcie się za pisanie o wszystkim, co Was nurtuje, czym chcielibyście z innymi się podzielić. Tutaj wolno pisać o wszystkim byleby tylko to pisanie nie naruszało obowiązującego regulaminu. W tym naszym pisaniu najważniejsze jest poprawne formułowanie i wyrażanie wszystkiego tego, co chcemy przekazać.
Umieć napisać, to znaczy umieć wyrazić swoją myśl w formie pisemnej. Można to zrobić w formie krótkiej i bardzo zwięzłej lub nieco poszerzonej, z większą ilością szczegółów. Wszystko zależy od potrzeb i okoliczności.
Jednak zapisana myśl, musi być zawsze wyrażona jasno i zrozumiale dla tego, kto ma być jej odbiorcą. Dobrze jest, gdy jeszcze dodatkowo umie się tę myśl wyrazić pięknie. Ale to już jest sztuka. Jak to zrobić, żeby jednocześnie chcieć i umieć? Sam dokładnie nie wiem. Wprawdzie tak, jak wszyscy, uczę się tego przez całe życie. Ale nigdy nie mam pewności, jak mi się to naprawdę udaje, lepiej czy gorzej?
Bywa różnie. Na pewno trzeba próbować, nie zrażać się niepowodzeniami, a najważniejsze to uwierzyć w siebie i nie załamywać się, trzeba ćwiczyć i mieć nadzieję, że z czasem uda się cel osiągnąć. Trzeba utwierdzać się w przekonaniu, że jeżeli inni potrafią, to my też nie jesteśmy gorsi. Problemem pisania trzeba tym bardziej się zająć, jeżeli w późniejszym okresie zechcemy po sobie zostawić swój ślad, niewątpliwie swój piękny ślad. Trzeba przy tym wiedzieć, że nikt za nas nie zrobi tego tak dobrze, jak tylko my sami.
Dlaczego zdecydował się Pan przekazać swoje wspomnienia szerokiej publiczności internetowej?
Odpowiedź na to pytanie jest zupełnie prosta. To był zwykły przypadek. W wiadomościach programu pierwszego TVP w dniu 25.12.08 poinformowano, że w Moskwie powstał pomnik walonka. Wspomniano również o Syberii i o tym, że tam bez walonków nie da się przeżyć. Ponieważ znam się na tym rzemiośle, (na produkcji walonków), więc z tej okazji, jako Sybirak i były "pimokat" dla uczczenia tego wydarzenia napisałem artykuł pt. "Walonki". Został on opublikowany w Interii360. Było w nim dużo moich syberyjskich wspomnień. Artykuł przeczytało 37 tysięcy internautów wysoko go oceniając. Ponieważ artykuł spotkał się z tak przychylnym przyjęciem, więc postanowiłem moje wspomnienia kontynuować. W miarę publikowania dalszych wspomnień, było coraz więcej przychylnych komentarzy oraz prośby o ich dalszy ciąg i wydanie wspomnień w formie książkowej.
Pańskie wspomnienia są wyjątkowe. Spotkałam się z opinią, że po ich przeczytaniu Syberia jawi się zupełnie inaczej niż ta znana z poprzednich publikacji. Czym zatem różni się Pańska Syberia od tej splamionej krwią i cierpieniem?
W skrócie można powiedzieć, że "Wspomnienia Sybiraka" to książka, która jest w zasadzie wielką, trudną podróżą w przeszłość lat dziecięcych i młodzieńczych po rozległych bliznach, pokrywających liczne pokoleniowe rany, zadane w tamtych już odległych latach na obszarze świadomości, ale nie tylko. Pod bliznami, ta zraniona świadomość, mimo upływu czasu, wciąż jeszcze żyje z tkwiącą w niej zadrą niezatartej pamięci.
Pisząc wspomnienia dla potrzeb tej książki, korzystając z tego, co jeszcze zostało zapisane w mojej pamięci, przeżyłem Syberię jeszcze raz, ale w sposób skondensowany.
Mimo upływu lat, widzę Syberię, jako kraj śnieżnych długich zim i krótkiego gorącego lata z plagą nieznośnych komarów i meszek gotowych wypić z człowieka całą krew. Kraj wspaniałych, zawsze pogodnych i wesołych ludzi - Sybiraków. Jest to prawda, jak najbardziej obiektywna, a jednak w rzeczywistości każdy zesłaniec patrzy na miejsce swego zesłania przez pryzmat nieszczęścia, jakie go spotkało, przez pryzmat sytuacji w jakiej się znalazł. Dlatego opis Syberii przez każdego z nich zawsze będzie subiektywny, bo w sytuacji nieszczęścia, mimo najlepszych chęci trudno zdobyć się na obiektywizm.
Już na samo słowo Syberia, u niektórych ludzi włos jeży się na głowie. Natomiast innym, nasuwają się zupełnie odmienne skojarzenia. Ta odmienność wynika z różnicy przeżyć osobistych, bo przecież mających miejsce w różnych klimatach, panujących w poszczególnych regionach Syberii, w różnych porach roku, w różnych warunkach niedostatku i głodu, czy wręcz katorżniczej pracy w obozach.
Zesłańcy, którzy mieli czego żałować, bo utracili cały dorobek swojego życia i znaleźli się na Syberii w przysłowiowej jednej koszuli, mają inne skojarzenia niż ludzie, którzy nigdy Syberii nie widzieli, a całą wiedzę o niej zaczerpnęli z opowiadań zasłyszanych lub przeczytanych. Usłyszeć i wyobrazić, to nie jest to samo, co osobiście przeżyć.
Moje wspomnienia dotyczą ostatniego zesłania z 20 czerwca 1941 roku i różnią się od innych napisanych wspomnień, a szczególnie napisanych przez autorów, którzy osobiście na Syberii nie byli, a jedynie opisali wspomnienia przekazane im przez Sybiraków.
Co zaś dotyczy moich wspomnień, to muszę podkreślić, że my byliśmy do pewnego stopnia wybrańcami losu. Nie osiedlono nas w lasach bezludnej tajgi, chociaż w jej pobliżu, ani też w podobnie dzikim stepie Kazachstanu, ani w innej jakiejś zapadłej wiosce syberyjskiej, tylko w osiedlu mającym między innymi dziesięcioletnią szkołę średnią.
A wszystko jest opisane tak, jak to wtedy widziałem oczami początkowo trzynastolatka i dalej przez cały okres pobytu mając w końcu lat osiemnaście. Ten właśnie mój wiek w tamtym czasie, wpłynął na mój specyficzny sposób widzenia Syberii, pozbawiony tego sposobu widzenia innych zesłańców, którzy oglądali i przeżywali Syberię przez pryzmat utraconego dorobku całego swojego życia. Ja osobiście w tym czasie niczego jeszcze nie miałem, a w związku z tym niczego nie utraciłem.
Na koniec dodam, że środowiska Sybiraków mają w zasadzie swoje własne wspomnienia i przeczytają być może jedynie dla porównania ze swoimi własnymi przeżyciami.
Natomiast chciałbym, aby z książką zapoznała się nasza młodzież. Żeby zwróciła uwagę, że ludzie wszędzie są z natury dobrzy, a tylko ich postępowania w życiu bywają różne ze względu na narzucane im ideologie. W innym człowieku trzeba widzieć przede wszystkim przyjaciela i samemu starać się być dla niego przyjaznym.
Ale to nie jest takie łatwe, kiedy narodami zaczynają rządzić wyhodowane przez te narody demony mające swoje urojone cele, którymi potrafią otumanić i nastawić jeden naród przeciw drugiemu narodowi. A wtedy następuje już najgorsze... Dlatego proponuję przeczytanie i przeanalizowanie moich syberyjskich wspomnień, szczególnie młodym czytelnikom.
Dziękuję za rozmowę.
**********************
Redakcja pragnie gorąco podziękować za zaangażowanie autorowi, oraz Wydawnictwu NOVA SANDEC, bez których książka nie trafiłaby na półki księgarń w całej Polsce.
Można nabyć ją już w księgarni internetowej Nova Sandec, domu wysyłkowym KDC oraz w dobrych księgarniach.
















~Marta M
Proszę przyjąć moje gratulacje!
~ciekawy
Poniżej tylko Doda.
~zx
Jeszcze ty pukasz Dodzie od spodu
~tenmen
w postaci zwartego dzieła wspomnień. Właśnie
dla potomnych warto było to zrobić.
Ogrom prz...
~
~Analityk
trzymałem za Pana kciuki gdy wszystko się
dogrywało, a teraz składam serdeczne
gratulację. Z...
~
~kambuzela
Walonki to akurat był pierwszy artykuł
Pańskiego autorstwa, jaki czytałam. Zauroczył
mnie.
...
~
~Brawo
Dziękujemy za świadectwo przeżytych dni na
nieludzkiej ziemi. Bardzo chętnie kupię i
przeczy...
~
~ewczi
twórczości pana Czesława zakupiłam dwa
egzemplarze ksiązki. Jeden dla siebie a drugi na
prez...
~kazek
Czy Interia PLACI mu za teksty? Czy opłaca mu
ZUS? Czy ten Pan może sobie odliczyć jakieś
kos...
~Adam
Gratuluje wydania książki. Już ją zamówiłem
i czekam niecierpliwie, kiedy ją otrzymam.
~Nathan_Brazil
chcialbym wiedziec ile szanowny kolego czy
kolezanko masz lat i czemu w tobie jest takie cos
..c...
~Melkor
bo nie rozumiem. Sama prawda?
~obserwator
filmu. Tematyka zesłań i prześladowań Polaków
była tematem tabu. Teraz, po tzw transformacj...
~alina
Tak, jest dużo ciekawych faktów z historii
Polski przemilczanych w mediach,
...
~Barbera
Gratuluję książki i serdecznie dziekuję .
Życzę Panu Czesławowi Suchcickiemu dużo
zdrow...
~Piotr Ogrodowczyk
Gratuluję :-)
~Rafael
Jeden wielki stos kłamstw tak jak Polska
historia!
Wole Kajko i Kokosz!
~czytacz
szczerze gratuluję!
~po321
tej niewątpliwie wartościowej epopei.
~:)
mozna nabyć na
http://www.novasandec.pl/ksiegarnia/
~czytelnik
Pan Suchcicki potrafi znakomicie odpowiadać na
strasznie debilne pytania.
Osoba przeprowadzają...
~andrzej ś.
Najwyżsazy szacunek Panie Czesławie:)
dodaj komentarz »wszystkie wątki »
zgłoś naruszenie prawa »