Eldorado - Wtorek
Słowa kluczowe: polska, wczasy, bałtyk, turystyka
2011-12-27 12:45:14
Współcześnie, kilkaset lat później, możni dzisiejszego świata wciąż docierają do Polski zdziwieni. Kobiety nadal są piękne, ludzie nadal uczciwi, a darmowe miejsce przy stole wciąż czeka. Zdziwieni zachodzą w głowę jak w tak cudownym kraju może istnieć tylko jedna autostrada.
Wtorek - Architekturowizna
Pośród wielkiej architektury, również małe sprawy
Architektura w eldorado nosi wszelkie cechy architektury Meksyku: radosna, kolorowa, eklektyczna i do przesady szczera. Czy to za sprawą bezguścia inwestorów, czy może oszczędności na architektach, nowe budynki w meksykańskim stylu tysiącami wypełniają polskie miasteczka. Robią to na wzór średniowiecznych pochodów kuglarzy tworząc wzdłuż polskich ulic galerię osobliwości.
W tym harmiderze przestrzeni małych i większych miasteczek dominuje niespotykane nigdzie poza Polską umiłowanie do indywidualności: dwóch podobnych budynków nie sposób spotkać nie tylko na jednej ulicy, ale nawet w jednym powiecie. Różnice są wszechobecne i nadrzędne wobec wszystkiego innego; od koloru elewacji poczynając, a na orientacji względem ulicy kończąc. Ta cecha określająca polskie miasta klasy B, obrosła już legendą, sprawiła, że meksykańska różnorodność stała się elementem krajobrazu, mentalności, a wręcz pielęgnowanej z pełną świadomością sąsiedzkiej zawiści.
Eldoradowianie
Świat eldorado płonie potrzebą autoprezentacji. Tu każdy chłopek jest kimś, jeżeli tylko ma coś. I tak wzorem Meksyku dziurawymi ulicami przechadzają się mistrzowie zaciągania kredytów, tytani pracy w szarej strefie, pracownicy trzech zmian oraz bieda - dzieci i ich kolejne pomioty, o których rzeczywistość już zapomniała lub stara się zapomnieć, chowając ich pomarszczone twarze w odmalowanych czworakach.
Eldorado jest jak magiczne lustro, w którym odbija się cała pomysłowość krajów, które próbowały podźwignąć się z biedy.
Nie jednak o biedę ekonomiczną chodzi, ale o tę niematerialną – intelektualną. To bieda, która tworzy ludzi przesiąkniętych marzeniami o posiadaniu fizycznego szczęścia. Ludzi uczących swoje dzieci, że największym marzeniem jest casting do taniego, lecz oglądanego przez wszystkich serialu. To bieda, która sprawia, że na piedestał filmowych wartości wynosi się stoły zastawione jedzeniem i garaże pełne kolorowego złomu. Pal licho wartości niematerialne, gdy sąsiedzi pleśnieją tylko na widok doczesności!
To właśnie ta intelektualna bieda kształtuje polski Meksyk dzisiaj – buduje stadiony, ale bez dojazdów; tworzy centra miast, choć bez parkingów; projektuje place i skwery, ale bez toalet. Wszystko jest piękne, bo jest nowe, bo nawet trawa pomalowana jest na zielono, choć od podwórzy śmierdzi świeżym moczem, którzy oddają zestresowani turyści z zachodu. I rzeczywiście stres dla nich jest wielki oddawać mocz w centrum nowoczesnych miast. Bo w miastach zachodu, choć nie każdy trawnik błyszczy nowością, to przynajmniej mocz można oddać do publicznej toalety.
Port – Polska w dziewiczym bagnie
Najciekawsze jest to, że różnorodność mieszkańcom eldorado w ogóle nie przeszkadza. Zresztą nie tylko nie przeszkadza, ale jest wyrazem najwyższego kunsztu społecznego współżycia. Oto ludzie o tak różnych, a najczęściej przeciwstawnych gustach, są w stanie mieszkać ze sobą, tuż obok siebie, o tworzeniu jednej państwowości nie wspominając.
W eldorado, każdy budynek to osobna historia. Indywidualnie osobny statek, który jakby się mogło wydawać tylko na chwilę zakotwiczył w danym miejscu. Kontekst w tym przypadku nie ma najmniejszego znaczenia, a wręcz tworzy przeszkodę w samostanowieniu o własnym kawałku przestrzeni.
Każde miasteczko to w tym przypadku jedynie port dla narcystycznych imaginacji właścicieli statków. Czy można się więc dziwić, że mieszkańcy eldorado wykazują konfucjańską wręcz tolerancję w obrębie estetyki przestrzeni? W tym jednym wypadku tolerują fantazje nie tylko swoje, ale również fantazje innych. Tolerują fantazje wszelakie, niezależnie od ich maści i koloru.
Świat eldorado to świat ze wszech stron zaskakujący. Zaskakuje nie tylko forma, ale i treść. Oto domki jednorodzinne budowane są w formie sklepów, pensjonaty w formie przypominającej domy, letniskowe dziuple jako górskie hacjendy, a budynki wielorodzinne, jako niepowtarzalne renesansowe lub częściej barokowe pałace. A wszystkie te lśniące nowością cuda zatopione są w szarawej masie dziurawych ulic i krzywych chodników: brudne, stare, zniszczone, tworząc scenerię dla grajdołkowatej rzeczywistości. Grajdołkowatej czyli takiej, gdzie nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności, za części wspólne. I co ważniejsze, gdzie nikomu to nie przeszkadza.
Peruwiańskie kapelusze
Był kiedyś taki człowiek, co uczynił Peru sławne na całą Polskę. Był to człowiek, który dzięki małej czarnej walizeczce nastraszył największych wyjadaczy polskiego socjalizmu. Nastraszył, że może zdekonspirować idee, że socjalistyczna czerwona władza, całkiem legalnie zmieniła się w socjalistyczną władzę czerwoną. Legalnie, czyli bez żadnej odpowiedzialności, a dodatkowo kradnąc wszystko, co tylko można było, ze starego socjalizmu ukraść.
Choć czarna walizeczka była w środku równie pusta, jak idea owego megalomana, to coś z peruwiańskiej rzeczywistości przeniknęło do Polski. Poruszając się ulicami dzisiejszej Polski, można odnieść wrażenie, że to rozłożyste, peruwiańskie kapelusze.
Bo w eldorado najważniejszymi elementami ekspresji przestrzeni są dachy: masywne i ciężkie, pełne i zwaliste, okalające nie tylko obrysy budynków, ale również ogrody. Są to dachy pełne lukarn, wykuszy i świetlików, tak wielkie i skomplikowane jakby miały rekompensować właścicielom ich kompleksy.
Dachy w eldorado krzyczą swoją masywnością, aby zwracać uwagę i oceniać, który jest największy w okolicy, który jest bardziej czerwony od sąsiada i który ma najgłębszy okap. Te dachy musztrują miejsca, w których stoją, na wzór peruwiańskich kapeluszy określając stopień zamożności właścicieli, sprawiając, że goście, nie mogą czuć się lepiej od rdzennych mieszkańców.
I dokładnie w tych samych małych polskich miasteczkach brak jest choćby jednej publicznej toalety, w której przyłapany na niezdrowym jedzeniu turysta mógłby odreagować łakomstwo i obżarstwo. W tych samych małych miasteczkach brak zwyczajnych koszy na śmieci, brak niskich krawężników oraz barierek wzdłuż niebezpiecznych ulic. W tych samych miasteczkach, nad którymi górują rozłożyste dachy grillowych dorobkiewiczów, można potykać się o zdewastowane dworce kolejowe, zapuszczone przystanki autobusowe, czy dziury w jezdniach, który nikt nie naprawia, a nawet nie oznacza, choć białą plamą na jezdni.
Tutaj, w eldorado, dobro wspólne, to dobro wymuszone, a jedyne dobro prawdziwe, to dobro własne. Własne to jedyne, któremu warto poświęcać uwagę. I w tym przypadku tak właśnie się dzieje.













~justyna
~Az
budynkiem w Polsce w XVII wieku
~Az
zajadłość trzeba reagować. Artykuł jest
przecież dobry a pajac schrzanił go i uparcie
dal...
~Smaosz
(Wawel)", oznacza słownikowo: pewny, masywny,
mocny... a nie zbudowany z cegieł czy kamieni.
...
~aaa???
się ośmieszać
dodaj komentarz »wszystkie wątki »
zgłoś naruszenie prawa »