Przejdź do głównej części strony

INTERIA360
interia.pl

Nawigacja

Górne menu

Eldorado - Piątek (POsocjalizm)

Autor: Radosław Żubrycki (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: polska, bałtyk, wakacje, socjalizm, mleko za darmo

Pamiętacie darmowe mleko?

Pamiętacie darmowe mleko? / fot. ©Panthermedia

W XVII wieku możni ówczesnego świata docierali do Polski i ze zdziwieniem odkrywali, że w kraju w którym istniał tylko jeden murowany budynek (Wawel) ludzie są uczciwi, kobiety piękne, a wędrowcy mogą liczyć na darmową kolację przy wigilijnym stole.

Współcześnie, kilkaset lat później, możni dzisiejszego świata wciąż docierają do Polski zdziwieni. Kobiety nadal są piękne, ludzie nadal uczciwi, a darmowe miejsce przy stole wciąż czeka. Zdziwieni zachodzą w głowę jak w tak cudownym kraju może istnieć tylko jedna autostrada. 

Dwugłowa hydra

Socjalizm to w Polsce termin magiczny. Magiczny, bo odnoszący się do czasów, gdzie mimo iż było trochę źle, to tak naprawdę było wszystko co potrzeba do życia. Choć na pytanie dlaczego w socjalizmie było trochę źle, niewielu już dzisiaj potrafi klarownie odpowiedzieć, coraz więcej osób natomiast zaczyna przypominać sobie dlaczego było trochę dobrze. Socjalizm transformował podobnie jak naród. Od gorzkiej prawdy życia, do świadomości, że prawda jest czasami zbyt gorzka, aby ją w pokorze znosić.

Polacy w ostatnich latach ze zdziwieniem odkrywają, że w kapitalistycznej gospodarce za wszystko się płaci. I płaci się dużo. Przerażeni odkrywają, że płatne są nie tylko dobra konsumpcyjne oraz towary zbytku, ale również przedszkola, szkoły, lekarze, ubezpieczenie, a nawet drogi osiedlowe, parkingi i przydomowa zieleń oraz jej nawadnianie. Polacy powoli uczą się, że tak naprawdę socjalistyczny system, którego szczerze nienawidzili był dla nich w pewnym stopniu dobry.

Naturalnie mało kto próbuje mówić o tym głośno. Jak w końcu moglibyśmy zaprzeczać sprawiedliwemu powstaniu Wałęsy, makabrycznej kaźni ks. Popiełuszki, czy braku wolnej prasy, która nomem omen zniewolona cenzurą trzydzieści lat temu była i tak bardziej wolna niż zniewolona cięciem kosztów, dzisiaj. 

Mało kto próbuje mówić głośno, że osiedla z wielkiej płyty, na które tak kiedyś narzekaliśmy, są dzisiaj zbawieniem wielkich miast. Dobrze zaprojektowane: z własnym szkołami, przedszkolami i supersamami budują miejsca nie tyle harmonijne, co takie w których da się żyć normalnie. Jakby na przekór osiedlom współczesnym, w których powstają tylko mieszkania, bez własnych szkół, bez przedszkoli i bez supersamów, a czasami bez dróg i parkingów. Takie, w których nie da się żyć ani harmonijnie, ani normalnie, za które natomiast trzeba płacić.

Ekonomia wzięła górę nad ekologią i z przykrością odkrywamy, że choć balkon musi spełniać rolę grillowego poletka, to mimo wszystko łatwiej żyć w grupie w wielkiej płycie niż samotnie płacić za domek pod miastem, dojazdy, szambo i użerać się z wiecznym brakiem zasięgu komórki, lub jego remontem, nie wspominając o dowożeniu dziecka do dobrego żłobka, przedszkola, szkoły.

Kiedy byłem małym chłopcem

Socjalizm to w Polsce termin magiczny, bo dzisiejsze pokolenie trzydziestolatków pamięta z dzieciństwa spokój ducha. Choć pamięta niewiele, to jednak pamięta, że matka i ojciec mieli pracę, bo praca była obowiązkowa dla wszystkich, że dzieci miały szkoły, bo nauka była obowiązkowa i odgórnie ułożona według stopnia wtajemniczenia. Szkoła była jedna, a poziom ujednolicony dla całego kraju. Z góry było wiadomo co się dzieje na początku i na końcu kariery. 

Dzisiaj natomiast nie wiadomo nic. W kapitalizmie choć wiele rzeczy nadal jest obowiązkowe, tak naprawdę obowiązek nie wynika z przymusu ustawy. Ojciec nie musi pracować, bo nikt mu nie zabrania być bezrobotnym. Matka nie musi gotować, bo nikt nie zabrania jej być feministką. Nie trzeba mieć własnego mieszkania, żeby w nim mieszkać, bo można być bezdomnym. Dzieci nie muszą się uczyć, a rodzicom nie musi starczać na ich utrzymanie, bo w kapitalizmie nawet dzieci są przedmiotem rynkowej wyceny. Jeżeli rodzina jest zbyt biedna, to dzieci można odebrać, podobnie jak samochody i telewizory, za które nie spłaca się rat. 

Trzydziestoletni Polacy odkrywają ten stan ze zdziwieniem. Nauka starszych i spokój dzieciństwa poszły w las, bo kapitalizm nie stawia oczekiwań, ale buduje granice. Jedną jedyną granicę, granicę posiadania. Nie musisz posiadać, tylko pamiętaj, że jak nie posiadasz, to nie istniejesz. Nie musisz mieć, żeby być, choć jeżeli nie masz, to cię nie zauważymy. Nie musisz posiadać aby istnieć, ale istnienia bez wymiernej wartości nikt nie uszanuje.

I tak płaczemy dzisiaj, że za przedszkole musimy płacić więcej niż kiedyś, a przecież przedszkolanka to też człowiek kapitalistyczny i też chce zarabiać kapitalistyczne stawki. Co zrobić, kiedy państwo, również kapitalistyczne już nie ma interesu w tym, aby dokładać do dzieci swoich obywateli. Co zrobić gdy kolejne osiedla powstają naturalnie i jak grzyby po deszczu, ale na wolnym rynku. I celem ich powstawania nie jest zaspokojenie żywotnych potrzeb rozwydrzonego społeczeństwa, ale potrzeb jednostkowych rozwydrzonych inwestorów tychże osiedli. 

Kto w końcu ma płacić za zieleń, ładną wprawdzie, ale drogą, parkingi, oświetlenie, sprzątanie liści, wywóz śmieci, ławki w prywatnych parkach, a w końcu ochronę mienia tychże właścicieli? Skoro państwo jest kapitalistyczne, za wszystko płacą obywatele, albo inaczej mówiąc, obywatele płacą za wszystko.

Darmowe mleko

Socjalizm to w Polsce temat cichego tabu. Rozmawia się chętnie i dużo o koncepcji, ale konkrety giną w sercach. Wspomina się kolejki i brak dóbr konsumpcyjnych, ale przemilcza się fakt darmowego charakteru tamtego życia, darmowych możliwości spokojnego wychowywania dzieci, wolnych popołudni i mieszkań spóźnionych, ale również darmowych. O ile wtedy na niedowład świadomości spowodowany cenzurą cierpiały jednostki, tak dzisiaj ekonomiczne łagry cierpią miliony, wpuszczone w kredytowe pułapki, z których nie wyprowadzi ich ani ksiądz, ani wiara w zmartwychwstanie wszystkich nawet bogów razem wziętych. To pułapka współczesnej Polski, w której straconym pokoleniem jest nie to, które wyjechało, ale to, które zostało i musi pracować. 

Nie stworzą nic własnego i oryginalnego, bo są zniewoleni koniecznością posiadania. Pracują, bo muszą, wykonując zajęcia nie tylko nudne i żenujące, na warunkach uwłaczających godności, ale również nie przynoszące stosownego zysku. Nigdy nie spełnią swoich marzeń, bo nigdy nie będą wolni. A nie będą wolni nigdy, bo teraz zniewalają ich kredyty, a za trzydzieści lat, gdy owe kredyty zostaną spłacone, nagle okaże się, że nie ma już dla kogo żyć. 

Socjalizm to w Polsce termin cichego żalu. Nikt tego nie powie głośno, ale każdy chętnie wspomni darmowe lunche. Że były darmowe można dowiedzieć się z opowieści dzisiejszych rodziców. To oni z największym zdziwieniem odkrywają, że w szkole znów ktoś płaci za mleko dla dzieci, a ktoś inny funduje obiady. Dziwią się, bo kiedy oni chodzili do szkoły były to rzeczy obowiązkowe, a wręcz nakazane. Nie było podziałów na dzieci biedne i dzieci bogate. Wszystkie były z założenia takie same, bo pensje rodziców z założenia były takie same. I wszystkie tak samo piły darmowe mleko, chcąc czy wybrzydzając. A dzisiaj, choć mleko jest również darmowe, to dzieci boją się je pić, bo pijąc włączą się do grupy tych biednych. Skąd im to się bierze? Może stąd, że kapitalistyczne mleko też nie jest jedno dla wszystkich, choć przecież od jednej pochodzi krowy.

POsocjalizm

Socjalizm to w Polsce termin magiczny. Polacy już wiedzą, że kapitalizm istnieje jeszcze tylko w Polsce. Wiedzą, bo otwarte granice pozwoliły ludziom wyjechać i zobaczyć jak żyje się poza Polską. Wiedzą już, że cała Europa dopłaca swoim obywatelom, aby żyło się lepiej. Wiedzą, że wszędzie poza Polską jest właśnie tak, jak jeszcze do niedawna było w Polsce. I musiało się to stać za sprawą tych ludzi z niedowładem świadomości, że zrezygnowaliśmy z tego, do czego inni zdążyli dorosnąć.

Zdziwieni Polacy odkrywają, że po dwudziestu latach wyrzeczeń nie mają dość pieniędzy, aby wprowadzić socjalizm na nowo, aby do niego wrócić. Mimo obietnic i zapowiedzi, mimo marzeń kolejnych rządów, mimo że tak wielu postanowiło dobrowolnie opuścić swój kraj, bo nie starczało im do pierwszego. I mimo tego wszystkiego kraju wciąż nie stać na system, w którym żyje, żyło się lepiej. 

Zdziwieni Polacy z trudem godzą się na wyższe podatki, z krępującą ciszą przyjmują podwyżki opłat za wszystko za co tylko opłaty pobierać można; zaciskają zęby oraz paski u spodni, aby dać dzieciom te wszystkie bezwartościowe dobra, o których jutro ich dzieci nawet nie będą pamiętać. 

I czemu są zdziwieni, że nikt nie jest im za to wdzięczy? Czemu się dziwią, że wciąż wymaga się od nich więcej? I dlaczego w tym kraju wielkich możliwości, tak wielu ludzi czuje się bezsilnych? Być może za jakiś czas znów dołączymy do wspólnej Europy. w której od lat rządzi socjalizm. Socjalizm, od którego tak pięknymi słowami uciekaliśmy. I choć zaraz potem zbankrutujemy podobnie jak pozostali, to przecież z radością, bo życie jest za krótkie i wcale nie jest za karę, jak nasi polscy politycy próbują nam wmówić.

Warto było przeczytać?

kliknij aby ocenić

  • Tak, polecam innym
  • Nie warto marnować czasu
AKTUALNA OCENA   78,41 %

Przeczytano razy: 5022

 

Dodatki


Informacje dodatkowe