Chciałabym cię zahipnotyzować (Katie Melua, "The House")
Słowa kluczowe: Katie Melua, The House, recenzja płyty
2010-06-01 23:53:02
Po Call Off the Search, Piece by Piece oraz Pictures przyszła pora na czwarty album studyjny brytyjsko-gruzińskiej piosenkarki. Zawiera on dwanaście różnorodnych stylistycznie utworów, świadczących o ciągłym rozwoju artystki. Na płytę składają się utwory o charakterze typowym dla Katie, jak Red Balloons - subtelna ballada opowiadająca o złamanych sercach, poruszających się po niebie jak balony i oczekujących kolejnej szansy na szczęście. Równie nastrojowa jest I'd Love to Kill You – piosenka, która otwiera płytę i od początku intryguje swym tekstem. Chciałabym cię zabić pocałunkiem i spojrzeniem, omamić zapachem, zahipnotyzować, po czym zostawić i być wolną - śpiewa Melua, bez pardonu korzystając z metaforyki agresji, czy podboju.
The House zawiera także kawałki nowatorskie, bardziej filuterne i drapieżne, w których 26-letnia piosenkarka staje się pełną seksapilu, czarującą kokietką. Należy do nich The Flood - singiel promujący płytę, zaskakujący mutacją klimatu, nieprzewidywalny i zmienny (jak powódź). Nie ufaj zmysłom i rozumowi, bo nic nie jest pewne; oddaj się starożytnemu rytmowi – tymi słowami artystka wprawia w swoisty trans. Na nowej płycie odnajdziemy spektrum rozmaitych gatunków i aranżacji, czego przykładem jest A Moment of Madness – pełna gracji chwila szaleństwa w rytmie tanga, o kolejnym rozkosznym tekście: obietnica namiętności, zapowiedź grzechu, uśmiechnięty morderca…, czy raczej morderczyni, która uwodzi po raz wtóry. Dynamicznym utworem jest Plague of Love o ciekawej instrumentalistyce, bardziej jazzowym zaś The One I Love Is Gone, w którym – przeciwnie niż w poprzednich kawałkach - słyszymy o bezradności osoby, która straciła kogoś bliskiego. The House wszakże nie jest monolitem, nie jest materiałem równym, a raczej wielowarstwowym.
Wiele tekstów Katie napisała sama. Słowa jej piosenek są dojrzałe, kobiece, czasami nietypowe, jak w utworze Tiny Alien, gdzie słowa (Why are we so alone?) kierowane są do małego kosmity. The House to bez wątpienia album o miłości, rozstaniu, ciągłej potrzebie kochania i bycia kochanym, także o zmienności losu i powtórnym poszukiwaniu spełnienia. Miłość sprawia, że nie boimy się tego, co na co dzień sprawia problemy – śpiewa artystka w No Fear of Heights. Melodyka płyty jest w większości kantylenowa, łagodna, liryczna, klimat zaś - niepowtarzalny. Tytułowy utwór zdaje się najbardziej tajemniczy i mroczny, A Happy Place z kolei wesoły, o nucie flirtu i igraszek, z wymownym refrenem, w którym wszyscy szukają swego szczęśliwego miejsca.
Płyta odurza, uzależnia jak narkotyk. Ton zabawy sąsiaduje tu z powagą i spokojem, wyzwolona pełna temperamentu kobieta z zagubioną dziewczynką, która cierpi wskutek utraconej miłości. Kwintesencją The House jest hipnotyzujący głos i obłędne teksty, wysublimowany nastrój i urzekające melodie. Jednym słowem rozkosz, chwila zapomnienia i oddania się obezwładniającej muzyce.
Warto dodać, że Katie Melua za kilka miesięcy odwiedzi Polskę. 18-go listopada wystąpi w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, a dzień później w Sali Kongresowej w Warszawie. Bilety można nabyć w cenach 90-300 zł.












~Rollins
Krótko, zwięźle i bez zbędnego pier....lenia.
Albo ta płyta jest naprawdę taka dobra, albo...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »
zgłoś naruszenie prawa »